Po heroicznym boju Real Madryt zdołał wygrać z Mallorcą 2:1 po bramkach Gonzalo Higuaina i Jose Callejona. Jedynego gola dla gospodarzy, jeszcze w pierwszej połowie, zdobył Hemed.
Real Madryt rozpoczął spotkanie na Majorce bardzo nerwowo, czego efektem było kilka wizyt gospodarzy w polu karnym Ikera Casillasa, z których jednak nic nie wynikło. Dopiero w 5. minucie Sergio Ramos zdecydował się na długą piłkę do Karima Benzemy, ale Francuzowi nie udało się opanować prostopadłego podania, a gdyby sztuka ta mu wyszła, stanąłby oko w oko z golkiperem gospodarzy. „Królewscy” nie chcieli zbytnio szukać kolejnych sytuacji, dlatego w 10. minucie to Mallorca miała dobrą szansę na objęcie prowadzenia. Casadesusowi nie udało się niestety pokonać Casillasa sprytnym uderzeniem piętą po podaniu z prawej flanki.

Tak się dziwnie złożyło, że co pięć minut na Iberostar Estadi działo się coś, co choć w małym stopniu zasługiwałoby na uwagę. Ale to właśnie po pierwszym kwadransie dobrą wrzutką z rzutu wolnego popisał się Xabi Alonso, ale defensorzy Mallorki w porę zażegnali niebezpieczeństwo we własnej „szesnastce”. Kolejne fragmenty meczu upłynęły na mozolnym rozgrywaniu piłki przez podopiecznych Mourinho, z którego na ich nieszczęście nic nie wynikało. Stołeczna drużyna była strasznie ospała i żaden z piłkarzy nie był w stanie wziąć odpowiedzialności na swoje barki, czego efektem był nudna gra w środku boiska. Gospodarze bronili się zaś całym zespołem i nie kwapili się zbytnio do atakowania bramki „Los Blancos”.
Dopiero w 28. minucie z letargu obudziła się Mallorca. „Wyspiarze” przechwycili piłkę w środku boiska i ta powędrowała do Casadesusa, który wygrał pojedynek biegowy ze stoperami Realu, ale nie zdołał oddać celnego strzału z szesnastu metrów. Ten sam Casadesus kilka chwil później ruszył z kolejną szybką akcją i ładnie dośrodkowywał do wbiegającego „Choriego”, jednak w porę we własne pole karne zdążył wrócić Sergio Ramos. Dziesięć minut czekać musieliśmy na to, aby na Majorce znowu coś się wydarzyło. A, prawdę mówiąc, wydarzyło się i tak niewiele, bo uderzenie Benzemy z woleja z dwudziestu metrów nie mogło zaskoczyć Dudu Aouate. Ale to, co stało się sześćdziesiąt sekund później, wprawiło w konsternację Jose Mourinho i jego piłkarzy. Krótko rozegrany rzut rożny gospodarzy zakończył się wrzutką w pole karne, które zakończyło się golem zdobytym głową przez Hemeda.
Real Madryt próbował jeszcze przed przerwą odrobić straty, ale jedyne co osiągnął, to jeden strzał Sergio Ramosa w słupek bramki Mallorki. Xabi Alonso dośrodkował z prawej strony boiska z rzutu wolnego, ale jego rodak nie zdołał uderzyć na tyle celnie, aby sprawić radość sobie i swoim kolegom. Tuż przed końcowym gwizdkiem na strzał z dystansu zdecydował się jeszcze Lass, jednak i jemu nie wyszła próba, po której futbolówka przeleciała obok prawego słupka.










