W najciekawszym sobotnim meczu ligi hiszpańskiej, Real Madryt podejmował u siebie jedną z najsilniejszych drużyn w La Liga, Valencię. Po świetnym meczu, z niezliczoną liczbą sytuacji podbramkowych i wspaniałych zagrań, gospodarze wygrali 2:0.
Meczowi Realu z Valencią towarzyszyło wiele pytań. Czy podopieczni Jose Mourinho szybko podniosą się z kolan po porażce z Barceloną, czy też może dobije ich drużyna Unaia Emery’ego? Po zwycięstwie Katalończyków w meczu z Osasuną, trzy punkty były nie tylko konieczne dla Realu do odzyskania morale, ale też do tego, by nie tracić kontaktu z „Barcą” w tabeli. Już w pierwszej akcji spotkania prowadzenie mogła objąć Valencia, jednak Roberto Soldado skutecznie uprzedził Iker Casillas. Kolejne minuty potwierdziły, że obydwie drużyny są w stanie poświęcić naprawdę wiele, żeby to spotkanie rozstrzygnąć na swoją korzyść. Mnóstwo walki, dwie żółte kartki dla graczy „Ches” i przerwa w grze spowodowana urazem Alby po starciu z Lassem – wszystko na przestrzeni sześciu minut. Chwilę później – kolejna świetna okazja Valencii, ładnym strzałem zza pola karnego popisał się Juan Mata, jednak Iker Casillas po raz kolejny uchronił „Los Blancos” od utraty gola. W odpowiedzi Angel Di Maria, po przebiegnięciu połowy boiska, strzelał na bramkę Guaity, ten wypluł piłkę przed siebie, jednak żaden z graczy Realu nie był w stanie pospieszyć z dobitką. Kolejną sytuację dla „Los Merengues” zmarnował kilka minut później Ronaldo.

W 30. minucie kapitalnym, kilkudziesięciometrowym krosowym podaniem do Roberto Soldado popisał się Tino Costa. Były gracz Realu próbował wykończyć je w efektowny sposób, strzelając z woleja, jednak piłkę ostatecznie na rzut rożny wyekspediował Albiol. Przewaga Realu w posiadaniu piłki była znaczna, podopieczni Jose Mourinho coraz częściej zagrażali bramce Valencii. Wyróżniali się szczególnie Diarra i Khedira, którzy oprócz świetnej gry defensywnej popisywali się również licznymi akcjami zaczepnymi. W 39. minucie właśnie Khedira był niezwykle bliski otworzenia wyniku spotkania, po tym, jak świetnie wbiegł z piłką w pole karne. Niestety dla kibiców Realu, Niemiec napastnikiem nie jest i przegrał pojedynek z Guaitą, a jego dobitkę niemal z linii bramkowej wybił Bruno. Przed końcem pierwszej połowy „Los Blancos” mieli jeszcze swoje szanse na objęcie prowadzenia za sprawą Oezila i Ronaldo, jednak albo poprawnie spisywał się golkiper gości (za pierwszym razem), albo znacznie mylił się strzelec.
Druga połowa rozpoczęła się od zmasowanych ataków Realu, po świetnym, długim podaniu Xabiego, w polu karnym z piłką znalazł się Ronaldo, zwiódł Miguela, jednak później uderzył fatalnie, wprost w bramkarza Valencii. Kilkadziesiąt sekund później, znakomicie obrońcom urwał się Di Maria, po czym pomknął na bramkę Guaity. Zamiast strzelać, podbiegł za blisko bramkarza gości, zaś następnie próbował go lobować, co było złym pomysłem. Akcję próbował wykończyć jeszcze Oezil, jednak zaatakował zawodnika Valencii nakładką. Następny atak Realu poprowadził Ronaldo, który pomknął prawym skrzydłem, po czym wyłożył piłkę na ok. 25 metr Khedirze, ten zaś bez zastanowienia uderzył, jednak szalenie niedokładnie. Chwilę później Niemiec z tunezyjskimi korzeniami został zmieniony przez Francuza z algierskimi, Benzemę. Po chwili, podaniem niemal równie świetnym, jak w pierwszej połowie, popisał się Tino Costa, tyle że tym razem z woleja uderzał Joaquin. Piłka minęła spojenie o dobre dwa metry. Nie minęły dwie minuty, a Valencia miała kolejną sytuację, jednak piłka po strzale Soldado i rykoszecie wylądowała w rękach Casillasa.










