Po świetnym widowisku Sevilla przegrała 0:1 z Realem Madryt w pierwszym półfinałowym spotkaniu rozgrywek Pucharu Króla, a jedynego gola zdobył powracający do dobrej dyspozycji Karim Benzema. Atmosfera przed tym spotkaniem była niezwykle podgrzewana przez Andaluzyjczyków, jednak tę grę nerwów lepiej znieśli podopieczni Jose Mourinho i to oni są bliżej gry w finale.
Spotkanie na Sanchez Pizjuan było zapowiadane jako wielka bitwa, nie tylko piłkarska. Klub z Sewilli zrobił przed tym meczem wszystko co możliwe, żeby podgrzać atmosferę do czerwoności – począwszy na specjalnym filmie z udziałem piłkarzy klubu z Andaluzji, którzy demonstrowali swoje pomalowane wojennymi barwami torsy, a sam film kończy się napisem po portugalsku „ktoś straci tytuł”, co musiało zostać odczytane jako atak na portugalskiego szkoleniowca Realu. Aby chociaż trochę ostudzić wojenne ambicje rywali, „Królewscy” postanowili na przedmeczową konferencję posłać drugiego trenera, Aitora Karankę. Było to dość nietypowe dla Mourinho zagranie – ostatnio podczas pracy w Interze przyzwyczaił kibiców, że nieraz gromadził całą presję na swojej osobie, pozwalając swoim graczom skupić się tylko na piłkarskim rzemiośle. Tym razem zrezygnował z bawienia się w grę psychologiczną, skupiając się na jak najlepszym wyniku w stolicy Andaluzji.

Przechodząc do stricte piłkarskich aspektów pierwszego półfinału, wiele wskazywało, że to gospodarze byli faworytami – w ich ekipie w końcu zaczęła funkcjonować linia ataku, która dzięki wsparciu Jesusa Navasa potrafiła zdziałać wiele pod bramką rywala. Z kolei Mourinho tradycyjnie postanowił namieszać w wyjściowym ustawieniu i desygnował do gry aż trzech defensywnych pomocników, stawiając także obok Ronaldo w ataku na Benzemę, który wydaje się, że w końcu odblokował się i zaczął regularnie trafiać do bramki rywala, jak chociażby w rewanżowym meczu ćwierćfinałowym przeciwko Atletico, kiedy to jego gol dał zwycięstwo „Królewskim” w prestiżowym spotkaniu derbowym.
Pierwszy kwadrans spotkania przebiegał zdecydowanie pod dyktando gospodarzy, którzy najgroźniejszą sytuację stworzyli sobie w 8. minucie, kiedy to zakotłowało się pod bramką Casillasa, ale obrońcy zdołali wybić piłkę sprzed nóg Luisa Fabiano. Real grał bardzo skutecznie w obronie, jednak nieraz brutalnie – po brutalnym wejściu Lassa, w 16. minucie z boiska musiał zejść Sanchez – był to pierwszy znak, że nie będzie to towarzyskie spotkanie. Po tym początkowym okresie przewagi gospodarzy, w końcu do głosu doszli piłkarze z Madrytu i uczynili to w sposób kapitalny – w 17. minucie Benzema w środku pola wymienił podanie z Oezilem i popędził na bramkę rywala, w polu karnym minął Alexisa oraz zwodem położył Escude i posłał piłkę do siatki! Był to gol niezwykłej urody, a na pewno jeden z ważniejszych, jakie strzelił w tym sezonie Francuz. Znaczące było także podbiegnięcie Benzemy po strzelonym golu do Mourinho, zupełnie jakby dawał znak wdzięczności za konsekwentną wiarę w stawianie na umiejętności młodego napastnika.










