Tottenham w pierwszym meczu ćwierćfinałowym Ligi Mistrzów ogrywa ekipę Manchesteru City. Bohaterami wieczoru okazali się Heung-min Son oraz Hugo Lloris. Pierwszy zdobył bramkę na wagę zwycięstwa, drugi obronił karnego, zatrzymując Sergio Aguero. Zespół z Londynu poniósł jednak wiele strat. Harry Kane doznał kontuzji stawu skokowego, która może wykluczyć go do końca sezonu. Boisko przymusowo opuścił też Dele Alli z powodu urazu ręki.
W 58. minucie meczu serca kibiców Tottenhamu na moment się zatrzymały. Harry Kane zawalczył o piłkę z Fabianem Delphem. Wybijający piłkę Delph przypadkowo nadepnął na staw skokowy postawnej nogi napastnika, a chwilę później zawodnik „Kogutów” opuszczał murawę. Na jego twarzy nie było widać grymasu bólu, ale Kane dokładnie wiedział, co jest na rzeczy. Przy pomocy sztabu zszedł z boiska, podskakując na jednej nodze i najprawdopodobniej powróci do gry dopiero w następnym sezonie.
Pochettino i plan doskonały
Mimo braku kluczowego zawodnika mecz ułożył się pod dyktando Tottenhamu. Mauricio Pochettino znalazł idealny sposób, aby zamknąć City. W efekcie tego drużyna z Manchesteru oddała w pierwszej połowie jeden celny strzał na bramkę. Z rzutu karnego, który w dodatku obronił bohater numer dwa dzisiejszego dnia – Hugo Lloris. Francuz fenomenalnie wyczuł intencje Aguero, chociaż sam strzał do najlepszych nie należał.
„Koguty” atakowały bardzo odważnie, zawodnicy City byli pod ciągłym pressingiem, niemal oblężeni. To zmusiło „Obywateli” do rozgrywania piłki w obronie, wymieniania podań z bramkarzem, ale gracze City za nic w świecie nie chcieli wybijać futbolówki na ślepo. Było blisko, by kilka ryzykownych zagrań skończyło się bramką albo co najmniej stuprocentową okazją dla Tottenhamu. Tutaj jednak zauważalne było wyszkolenie techniczne zawodników Manchesteru, którzy krótkimi podaniami starali się uciec spod wspomnianego pressingu.
Tottenham był bardzo bliski ugodzenia City chwilę po niewykorzystanym karnym. Dele Alli „zamieszał” na skrzydle, a do piłki dopadł Eriksen, który zagrał do Kane’a. Ten fantastycznie przyjął i… postanowił huknąć prawie prosto w Edersona.
Dramat Harry’ego
Dla Harry’ego Kane’a wszystko układało się, jak należy. Oprócz sytuacji zmarnowanej w pierwszej połowie Anglik był bardzo aktywny, przede wszystkim ściągał na siebie obrońców i torował kolegom z zespołu drogę do bramki. Zaliczał bardzo dobre powroty jak ten na początku drugiej połowy, kiedy wyłuskał piłkę w środku pola, zatrzymując akcję Manchesteru.










