To już tradycja, że piłkarskie turnieje z udziałem „Biało-czerwonych” co dwa lata mają taki sam przebieg. Najpierw mecz inauguracyjny, później o wszystko, a na koniec już tylko o honor. I chociaż niedzielny wynik spotkania Polska – Holandia wpisuje się w wyżej opisany schemat, kibice polskiej reprezentacji mogą patrzeć w przyszłość z umiarkowanym optymizmem.
Wczorajsza przegrana Polaków daleka była bowiem od stylu, do którego zdążyliśmy się przyzwyczaić na poprzednich imprezach.
Witajcie w naszej bajce…
– A teraz wszyscy razem głośno! Pokażmy im, jak się kibicuje! Biało-czerwooooone to barwy niezwyciężooooone! – w pociągu przemieszczającym się z centrum miasta w okolice Volksparkstadion co rusz dało się słyszeć podobne okrzyki, mobilizujące do wzmożonego dopingu w momencie napotykania kolejnych grupek holenderskich kibiców. Chociaż Polacy nie uchodzili za faworytów niedzielnego pojedynku, wiara wśród sympatyków polskiej reprezentacji pozostała niezachwiana. Duża w tym zasługa selekcjonera naszej drużyny narodowej. Michał Probierz w krótkim czasie zrobił coś, czego nie udało się poprzednim trenerom. Przywrócił drużynie narodowej tożsamość. Sprawił, że kibice na nowo zaczęli identyfikować się z drużyną. I to drużyną, która już nie ma w swoim składzie starych wyjadaczy i wielu postaci wręcz kultowych: Błaszczykowskiego, Piszczka czy Krychowiaka. W ich miejsce pojawili się gracze anonimowi dla niedzielnego kibica.
Kto z turniejowych sympatyków reprezentacji Polski wcześniej słyszał o Piotrowskim, Buksie czy Urbańskim? Zresztą oni sami pewnie jeszcze kilka(naście) miesięcy temu nie sądzili, że wybiegną na murawę w Hamburgu. Tym bardziej symboliczne były słowa piosenki, które wybrzmiały ze stadionowych głośników na przedmeczowej rozgrzewce.
„Witajcie w naszej bajce…” – usłyszeli „Biało-czerwoni” i pewnie niejednemu z reprezentantów przeszła przez głowę myśl, że życie potrafi pisać niesamowite scenariusze. Dla wielu z nich występ na europejskim czempionacie to spełnienie dziecięcych marzeń, które nie tak dawno wydawały się tak odległe…
Polska – Holandia. Kibice dali radę
Mecz w Hamburgu przyciągnął rzesze fanów reprezentacji Polski. Była oczywiście Polonia z Niemiec, ale też osoby z Górnego Śląska, znad morza, Rzeszowa, Łodzi, Poznania i setek innych mniejszych miejscowości, których nazwy znajdowały się na flagach wywieszonych na całym stadionie. Były osoby zamożniejsze i te, które na mecz wydały ostatnie oszczędności (standardowe wejściówki w dwóch najdroższych kategoriach kosztowały odpowiednio 150 i 200 euro). Byli też tacy, którzy jeszcze na dwie godziny przed pierwszym gwizdkiem bezskutecznie poszukiwali biletów na mecz.











