43. edycja mistrzostw Ameryki Łacińskiej obfituje w niespodzianki, by nie powiedzieć sensacje. O nudnej fazie grupowej możemy już zapomnieć, niemal codziennie dowiadujemy się o porażkach kolejnych faworytów turnieju.
Udział w czempionacie na etapie ćwierćfinałów zakończyły drużyny uznawane za murowanych faworytów, Argentyna i Brazylia. Odpadło również mocne Chile, a jedynymi drużynami, których składy cokolwiek mówią piłkarskiemu laikowi, są Paragwaj i Urugwaj. Oto, jakie nastroje panują w redakcji iGol.pl przed zbliżającymi się meczami półfinałowymi.

Maciej Pietrasik, szef turnieju Copa America, liga włoska: Tegoroczne Copa America pokazało już, że na nic zdają się wszelkie przewidywania. Turniej w Argentynie zaskakuje nieustannie, ale w półfinałach zaskakiwać już chyba przestanie. Oby. Zarówno Peru, jak i Wenezuela osiągnęły więcej, niż mogłyby sobie wymarzyć i nie mają już nic do stracenia. Jeżeli nawet piłkarze tych drużyn pozostaną poza podium, w kraju uznani zostaną za narodowych bohaterów. Czy Urugwaj i Paragwaj będą w stanie udźwignąć rolę faworytów? Myślę i mam szczerą nadzieję, że tak. Jak zwykle wszystko zweryfikuje jednak boisko.
Jakub Białek, szef działu Ekstraklasa: W dzisiejszym futbolu nic, naprawdę nic mnie już nie zdziwi, a już na pewno nie w tej edycji Copa America. W półfinale pozostały cztery zespoły, o których przed turniejem mało kto odważyłby się głośno mówić w kontekście faworytów. No, może tylko w przypadku Urugwaju, ale moim zdaniem ta drużyna podzieli los swoich terytorialnych sąsiadów. Czarnym koniem turnieju okazała się Wenezuela i moim zdaniem jej świetna passa na półfinale się nie skończy…

Krzysztof Marczyk, liga niemiecka: Przed turniejem nikt nie spodziewał się takiego zestawu półfinalistów i dalej trochę trudno mi w niego uwierzyć. Brakuje mi tutaj Argentyny, Brazylii, Chile i Kolumbii, która bardzo mi się podobała w fazie grupowej. Szczególnie brak dwóch zespołów w strefie medalowej mnie szokuje. Co do naszych półfinalistów, to chyba każdy miał świadomość potencjału, jakim dysponują Paragwaj i Urugwaj, w mniejszym stopniu Peru. Jedyną niespodzianką, a nawet sensacją jest drużyna Wenezueli, która jest prawdziwym objawieniem turnieju i która, mam nadzieję, dojdzie do finału i sięgnie po trofeum. Do tej pory mecze z udziałem największych reprezentacji zazwyczaj zawodziły, zupełnie na odwrót było z tymi teoretycznie nudniejszymi spotkaniami, dlatego też mam nadzieję, że ostatnia faza turnieju nie zawiedzie i będziemy mieli okazję obejrzeć kawał dobrego, południowoamerykańskiego futbolu.












