Pogoń Szczecin ma wiele rzeczy u siebie – ma fajnych zawodników, ciekawego i zdolnego trenera, nowego właściciela. Nie ma za to jednego – trofeów. Była na to szansa rok temu, którą koncertowo zepsuli z pierwszoligowym rywalem. Pogoń Szczecin nie zraziła się jednak tym niepowodzeniem i po wygranej 3:0 w półfinale z Puszczą znów stanie przed wielką szansą w finale Pucharu Polski, aby 2 maja podnieść trofeum – pierwsze w historii.
To oni w tym meczu byli faworytem. Podopieczni Roberta Kolendowicza, mimo trudnego meczu z Legią, mieli jedno zadanie w Niepołomicach – wygrać z Puszczą i czekać na przeciwnika w finale.
Pogoń Szczecin od razu wzięła się do pracy
Nie minęło nawet pięć minut i już było 1:0 dla Pogoni. Świetna akcja rozpoczęta przez Adriana Przyborka, który następnie wypuścił w uliczkę Kamila Grosickiego. Jego zgranie do środka zostało przecięte, jednak na tyle nieudolnie, że po chwilowym zamieszaniu i próbie ponownego wybicia piłki przez obrońców Puszczy w polu karnym znalazł się Leonardo Koutris. Grek załadował pod ladę i przybliżył „Portowców” do upragnionego celu.
Pogoń miała szczęście i Cojocaru
Tymczasem w 10. minucie wydawało się, że stare demony wróciły. Puszcza otrzymała bowiem rzut karny za zagranie ręką Linusa Wahlqvista. Na szczęście dla nich w bramce stał Valentin Cojocaru, który wyczuł intencję Artura Craciuna i obronił jego rzut karny. Jego trud mógł pójść jednak na marne, ponieważ Rumun otrzymał szansę na dobitkę. Szansę, którą jednak koncertowo zmarnował, posyłając piłkę na wysokość trzeciego piętra.
Puszcza – Pogoń Szczecin: To był naprawdę godny półfinał
W ogóle musimy stwierdzić, że ten półfinał bardzo dobrze się oglądało. Dużo sytuacji było z jednej i drugiej strony. Swoją szansę miał Kamil Grosicki, ale jego strzał zatrzymał się na słupku. Natomiast po dłuższym zagraniu i po kiepskim wybiciu Leo Borgesa, szansę miał Michalis Kosidis, ale został ostatecznie zblokowany przez Gamboę. W 35. minucie bliski absolutnie cudownego gola był Mateusz Cholewiak. Jednak po jego rogalu piłka trafiła tylko w poprzeczkę.
Co nie wychodziło gospodarzom, szło gościom
Pogoni za to wychodziło wszystko. Mateusz Cholewiak, który jeszcze minutę wcześniej mógł mieć cudownego gola, sfaulował w bocznej strefie szwedzkiego obrońcę Pogoni. W PKO Ekstraklasie to Puszcza słynie z goli ze stałych fragmentów gry. W Pucharze to Pogoń skarciła „Żubry”. Kapitalna wrzutka Rafała Kurzawy wprost na głowę Linusa, którego strzał jeszcze odbił się od słupka i wpadł do bramki. Wszystkie znaki na niebie i ziemi mówiły – Pogoń ponownie pojedzie na Narodowy.










