Mikel Arruabarrena. Większości z Was to nazwisko zapewne coś mówi. Tak, to największy niewypał transferowy Legii ostatnich lat. Zawodnik, który w 15 meczach w barwach „Wojskowych” strzelił zaledwie jednego gola. Co u niego słychać? Będziecie zdziwieni, ale Arru biega dziś po boiskach La Liga. Dla SD Eibar strzelił w tym sezonie już siedem goli.
Jest rok 2008. W Ekstraklasie grają: Polonia Warszawa, Odra Wodzisław, Łódzki Klub Sportowy. Na boiskach możemy oglądać: Mauro Cantoro, Janusza Gola, Aleksandara Vukovicia, Rogera, Piotra Reissa czy Roberta Lewandowskiego. To właśnie wtedy Legia Warszawa zdecydowała się na zakup z hiszpańskiego CD Tenerife Mikela Arruabareny. Tenerife grało wtedy w Segunda Division, jednak mimo to z transferem pochodzącego z Kraju Basków zawodnika wiązano ogromne nadzieje. Wysoki, silny, dobrze grający głową, umiejący zastawić piłkę – tak nowy transfer Legii opisywał jej ówczesny dyrektor sportowy Mirosław Trzeciak. Co jest najciekawsze w tej historii? Pamiętacie, jak Legia zrezygnowała z usług Roberta Lewandowskiego? Po dwóch świetnych sezonach, które obecny kapitan reprezentacji Polski rozegrał w Zniczu Pruszków, przy Łazienkowskiej rozważano ponowne zatrudnienie go. Z Lewandowskiego w stolicy zrezygnowano, zamiast niego przyszedł właśnie Arruabarena… 200 tysięcy euro – tyle wynosiła kwota odstępnego.
Trenerem Legii był wówczas Jan Urban, były zawodnik między innymi Osasuny Pampeluna. Warto zaznaczyć, że zarówno szkoleniowiec, jak i dyrektor sportowy podczas swoich karier grali w Hiszpanii. Znali więc język, co mogło być bardzo pomocne dla nowego zawodnika. Ponadto w kadrze „Wojskowych” był również pochodzący z Hiszpanii Inaki Astiz. Wydawało się, że Arruabarrena nie będzie miał żadnych kłopotów z aklimatyzacją. Stało się jednak inaczej. W swoim oficjalnym debiucie w barwach Legii zawodnik Eibar wystąpił od pierwszej minuty. Była to pierwsza runda eliminacji Pucharu UEFA. Przeciwnikiem drużyny ze stolicy był białoruski FK Gomel. Spotkanie zakończyło się wynikiem 0:0. Bask opuścił boisko w 62. minucie. Jego miejsce zajął Takesure Chinyama. W rewanżu Arruabarrena zasiadł na ławce rezerwowych. Wszedł na boisko na ostatnie 11 minut. Jednak najgorsze było dopiero przed nim. W kolejnych dziewięciu spotkaniach nie usiadł nawet na ławce rezerwowych. Do gry wrócił dopiero w pucharowym spotkaniu z Wisłą Płock, które odbyło się 23 września. Pojawił się na boisku w 76. minucie i zaliczył asystę.

Ani razu Bask nie wyszedł w pierwszym składzie Legii na spotkanie ligowe. Swoją pierwszą, i jak się okazało jedyną bramkę dla warszawskiej drużyny, zdobył w derbach przeciwko Polonii w rozgrywkach Pucharu Ligi. Dlaczego Arruabarrenie nie wyszło w Legii? Myślę, że do dziś nie wie tego nawet sam zawodnik. Po strzelonym przez „Arru” golu trener Jan Urban podkreślał jego zaangażowanie, determinację i ciężką pracę. Od gracza, który zarabiał 180 tysięcy za sezon, należy jednak wymagać więcej. Możliwe, że Arruabarrena, który całą swoją karierę, zarówno przed, jak i po Legii, spędził w Hiszpanii, nie mógł po prostu przywyknąć do innego kraju. Oprócz tego, sam piłkarz podkreślał, że ma problemy nie tylko z językiem polskim, ale także angielskim. Jestem jednak zdania, że żeby dobrze grać w piłkę, wcale nie trzeba dużo gadać. Zwłaszcza jeśli trener bez problemu może wyłożyć wszystko po kastylijsku. Wyglądało na to, że Arruabarrena to piłkarz, który przekraczając Pireneje traci wszystkie swoje umiejętności. Prawdopodobnie zarówno sztab szkoleniowy, jak i sam piłkarz doszli do podobnego wniosku.











