Na boisko wychodzi z myślą, że gra w piłkę w domu z bratem. Po debiutanckim meczu w Lidze Mistrzów okraszonym bramką wraca taksówką, a trafienie dedykuje zmarłej babci. Skromny, normalny, a z futbolówką przy nodze porównywany do swojego idola, Andresa Iniesty. Miał przesiadywać w rezerwach bądź udać się na wypożyczenie. Tymczasem wchodzi drzwiami do pierwszej jedenastki FC Barcelona, w której z meczu na mecz odgrywa coraz to większą rolę. Przed Wami Pedri.
– Od samego początku z pokorą przeżywam swój przyjazd do Barcelony. Muszę dalej pracować. Myślę, że radzę sobie dobrze, normalnie. To jest to, co moja rodzina zawsze we mnie zaszczepiała.
Słowa Pedriego przed spotkaniem Ligi Mistrzów z Dynamem Kijów w pełni odzwierciedlają to, jakim jest piłkarzem, a zwłaszcza człowiekiem. Wciąż niepełnoletni zawodnik z łatką wielkiego talentu radzi sobie ponadprzeciętnie. Twardo stąpa po ziemi, czego obecnie nie można powiedzieć o każdym nastolatku. Hiszpan jest jak nieskazitelna perła w piłkarskim świecie. Okazem niespotykanym, który zdumiewająco łatwo osiągnął obecny poziom, tak jakby jego dotychczasowa kariera była zaprogramowana. Pomocnik „Blaugrany” ma na całe szczęście świadomość, że to wszystko się przecież dopiero zaczyna.
A zaczęło się tak…
Pedri urodził się w Tegueste, niewielkim mieście na Wyspach Kanaryjskich. Pierwsze piłkarskie kroki stawiał w Las Palmas. W seniorskiej drużynie zadebiutował 18 sierpnia 2019 roku. Trudno pojąć jest fakt, że poprzedni sezon był pierwszym w dorosłej piłce obecnie podstawowego zawodnika „Dumy Katalonii”. Pierwszym oraz ostatnim w barwach Las Palmas, w którym rozegrał aż 36 spotkań. Najmłodszy strzelec w historii klubu, co uczynił w meczu ze Sportingiem Gijon, mając 16 lat, 9 miesięcy i 23 dni. Na placu gry w całym sezonie spędził 2833 minut, co było najlepszym wynikiem spośród wszystkich zawodników. Kwestią czasu był jego transfer do czołowej drużyny w Europie. Na zaplecze La Liga wszedł tak samo łatwo jak do szatni „Blaugrany”.
Cztery bramki oraz siedem asyst 16-letniego pomocnika w barwach Las Palmas robiło wrażenie na każdym. Na Pedrim największe zrobiła FC Barcelona, która z piłkarzem oficjalnie porozumiała się już 2 września 2019 roku – niecały miesiąc od debiutanckiego spotkania przeciwko Huesce. Według samego piłkarza obie strony dogadane były jeszcze w presezonie. Kwota transferu? 5 milionów euro. Brzmi absurdalnie, choć nie każdy pamięta o tym, że w kontrakcie wpisanych było sporo zmiennych. A te po zsumowaniu się wynieść mogą Barcelonę nawet 25 milionów euro.
Pedri – transfer dekady?
– Przyjechałem z Las Palmas i zamierzałem dać z siebie wszystko, ale nie wiedziałem, że będę miał tyle minut. Chcę nadal pracować, aby grać każdą możliwą minutę – mówi Pedri.
W Barcelonie wzrasta świadomość, że klub ma do czynienia z niespotykanym talentem. W ręce Ronalda Koemana trafił zawodnik, przez którego w Katalonii zapomniano o Carlesie Alenii oraz Riquim Puigu. Bezpardonowe wejście Pedriego do podstawowego składu drużyny pokazało braki wychowanków. Ci dwaj od dobrych kilku lat nie potrafią na stałe przebić się chociażby do kadry meczowej. Skromny chłopak z Wysp Kanaryjskich pokazał, że nie ma rzeczy niemożliwych.











