Odra Opole – Śląsk Wrocław – takim zestawieniem kończyliśmy zmagania 1/16 finału STS Pucharu Polski. Ta runda stała pod znakiem wielu sensacji, ponieważ zespoły wyżej notowane niespodziewanie się żegnały z walką o trofeum. Gospodarze zmienili trenera przed meczem z drużyną z PKO BP Ekstraklasy. Spotkały się ze sobą drużyny, które pozycjonują się na dole tabel swoich lig. Jednak to piłkarze Piotra Plewni zwyciężyli 2:1 po dogrywce na Itaka Arena po golu Michała Nalepy.
Pucharowa machina
Odra Opole zaskoczyła informacją o zwolnieniu Łukasza Tomczyka, który chciał zagrać ze Śląskiem Wrocław na tym etapie rozgrywek. Funkcje pierwszego zespołu objął Piotr Plewnia. 49-latek postanowił dokonać zmian w porównaniu z ostatnim meczem pod wodzą byłego szkoleniowca. Artur Haluch wybiegł w bramce gospodarzy za Miłosza Mleczkę. Joshua Perez pojawił się w środkowej linii obok Tomasza Gajdy. Jednak linia ataku wzbudziła spore zaskoczenie. Stanisław Gieroba dostał szansę na pozycji napastnika, a obok niego krążył Marcin Staś oraz Bartłomiej Barański. Patryk Szysz i Michał Feliks usiedli na ławce rezerwowych.
Śląsk Wrocław przyjechał do Opola po wygranej nad Wieczystą Kraków. Podopieczni słoweńskiego szkoleniowca przełamali się i wygrali po raz pierwszy od starcia w poprzedniej rundzie Pucharu Polski. Ante Simundza zamieszał w swoim zestawieniu wyjściowym. Michał Szromnik zjawił się za Karola Niemczyckiego. Yehor Matsenko i Marc Llinares wrócili do składu względem potyczki ligowej. Adam Ciućka otrzymał możliwość zbierania minut od pierwszego gwizdka tego spotkania. Malaly Dembele miał rozbijać defensywę nie z Przemysławem Banaszakiem, lecz z Ieltsinem Camoesem.
Nieporadność i walka
Mecz Odra Opole – Śląsk Wrocław stał się wydarzeniem wyjątkowym nie tylko dla samych piłkarzy. Kibice obydwóch drużyn stworzyli kapitalną atmosferę na stadionie. Jednak pierwsze minuty nie były tak efektowne jak doping fanów. Przyjezdni szukali możliwości przebicia się przez dobrze poruszający się zespół „niebiesko-czerwonych”. Od graczy Ante Simundzy zależało to, co działo się na boisku. Widzieliśmy, jak reprezentant PKO BP Ekstraklasy chciał dyktować swoje warunki na murawie.
Musimy przyznać, że sytuacja z 8. minuty pokazała, jak uważni musieli być Opolanie. Karol Linetty przejął piłkę na połowie rywala, co przerodziło się w szybki atak. Piłkarze słoweńskiego trenera rozpracowali rozbitą obronę gospodarzy. Piotr Samiec-Talar miał piłkę na lewej stopie i dodatkowo poprawił ją sobie do strzału. Jednak strzał, który leciał w światło bramki, został zablokowany.
Ten obrazek powtarzał się w pierwszej połowie, ponieważ Śląsk Wrocław atakował i budował akcje wokół swojego kapitana. Odra Opole wiedziała, że nie może sobie pozwolić na choćby jeden błąd. Przedstawiciel Betclic 1. ligi był zaangażowany i nie myślał ani przez moment o tym, by ułatwić życie Wrocławianom. Beniaminek PKO BP Ekstraklasy emanował cierpliwością i spokojem.
Bartosz Biedrzycki posłał kąśliwe dośrodkowanie z rzutu wolnego, które nie trafiło na głowę żadnego z partnerów. Jednak piłka dokręcała się, więc Michał Szromnik musiał interweniować końcami palców. Po 20. minucie ujrzeliśmy pierwsze problemy gości, którzy nie potrafili przenieść się na dłużej pod pole karne Artura Halucha. Presja Odry Opole umożliwiała Śląskowi Wrocław swobodne samopoczucie na Itaka Arena.
Śląsk Wrocław nie pozwolił sobie na dłuższy przestój, a scenariusz tej rywalizacji kształtował się tak jak na początku. Wrocławianie potrafili urządzić kocioł pod bramką Odry Opole, ale piłka nie chciała wpaść do bramki. Gospodarze nie chcieli być dłużni, więc uaktywniali się w ofensywie.
Druga połowa
Odra Opole – Śląsk Wrocław nie rozgrzał nikogo w ten jesienny wieczór. Po trzech celnych strzałach, jakie odnotowaliśmy w pierwszej połowie, liczyliśmy na coś więcej po przerwie. Podopieczni Piotra Plewni zjawili się na drugą odsłonę i byli napakowani pozytywną energią. Pierwszoligowa drużyna przejęła kontrolę nad wydarzeniami na murawie. Odra Opole przycisnęła przeciwnika przez piętnaście minut po przerwie. Owocem tego były dwa bardzo groźne strzały z dystansu, lecz Michał Szromnik skutecznie sparował piłki.
Napastnicy Śląska Wrocław nie pomagali swoim kolegom. Oni nie potrafili utrzymać się przy piłce i dać zalążek szybkiego ataku. Przyjezdni ocknęli się i przenieśli ciężar gry na połowę gospodarzy. Jednak nie przyniosło to żadnych korzyści, lecz wlało jeszcze większe zacięcie w zespół Odry Opole. „Niebiesko-czerwoni” stłamsili Wrocławian w okolicy 70. minuty. Ante Simundza wściekał się na to, jak grali jego piłkarze. Piotr Plewnia nakręcał swoich graczy i przyglądał się kolejnym akcjom. Joshua Perez obrócił się z obrońcą na plecach przed polem karnym i stworzył sobie okazję do strzału. Jednak piłka nie zatrzepotała w siatce.
Wrocławianie prosili się o problemy, lecz przetrwali trudny moment. Fani WKS-u mogli złapać się za głowy, ponieważ Piotr Samiec-Talar opuścił boisko w 80. minucie. Jednak Ante Simundza miał trenerskiego nosa. Grzegorz Tomasiewicz zjawił się na murawie i zaistniał w najistotniejszy możliwy sposób. Czterech graczy Śląska Wrocław było w polu karnym, gdy Timossi Anderson dośrodkowywał. Piłka doleciała do środkowego pomocnika, który ją przyjął i pokonał bramkarza minutę po swoim wejściu. Przez Itaka Arena rozległo się poczucie rozczarowania. Przebieg spotkania przechylał się w inną stronę, niż wskazywał na to wynik.
Rezultat rywalizacji Odra Opole – Śląsk Wrocław trzymał w napięciu do samego końca. Przemysław Banaszak mógł zabić ten mecz i przypieczętować awans gości. Jednak Artur Haluch spektakularnie zatrzymał napastnika WKS-u. Podopieczni Piotra Plewni wierzyli, że są w stanie pokonać Michała Szromnika. Determinacja i pasja Odry Opole została wynagrodzona. Patryk Szysz strzelił z okolic 20. metra w nieprzyjemny sposób. Piłka turłała się po trawie i zatrzymała się w bramce. Nie zdążył zatrzymać tego uderzenia bramkarz Śląska Wrocław. Do wyrównania doszło w ostatniej akcji meczu, ponieważ sędzia Piotr Lasyk zaprosił piłkarzy na przerwę przed dogrywką.
Szok w Opolu
Odra Opole – Śląsk Wrocław podsumował nam 1/16 finału Pucharu Polski. Męczarnie drużyny PKO BP Ekstraklasy z niżej notowanym rywalem i dogrywka okazały się przepisem na widowiskowe trzydzieści minut. Goście, rozdrażnieni, pragnęli znów objąć prowadzenie. Marc Llinares zmarnował dogodną sytuację, przechylając szalę na korzyść Wrocławian. Jednak Odra Opole próbowała swoich sił z dystansu. Ich konsekwencja przyniosła wybuch radości po strzale Michała Nalepy. 31-latek ściągnął pajęczynę z bramki i wprawił w euforię ludzi zgromadzonych na Itaka Arena. 100. minuta wstrząsnęła fanami WKS-u.
Ante Simundza miał na wyciągnięcie ręki awans i w ciągu kilkunastu minut musiał natchnąć swoich piłkarzy do odrabiania strat. Jednak to „niebiesko-czerwoni” szczelnie bronili i wyskakiwali do kontrataku. Spodziewaliśmy się wszystkiego, ponieważ realny był gol dla obu ekip. Odra Opole była sprytna i wyrachowana, ponieważ gracze gospodarzy świetnie rozporządzali wynikiem. Każde zagrożenie było opanowywane w zalążku. Jakub Pochcioł wybiegł do szybkiego ataku, który został skutecznie wyprowadzony. 23-latek uderzył obok słupka i nie schłodził tej rywalizacji. Kapitan Odry Opole – Mateusz Spychała – założył pelerynę superbohatera w 116. minucie, gdy powstrzymał głową piłkę, która wlatywała do bramki.
Ostatecznie to Odra Opole raduje się z awansu do 1/8 finału, po pokonaniu drugiego zespołu z PKO BP Ekstraklasy. Śląsk Wrocław padł na Itaka Arena tak samo jak Wisła Kraków. Pozostało już tylko czterech przedstawicieli najwyższego szczebla rozgrywek w Polsce w tegorocznej edycji krajowego pucharu.











