Notes taktyka: teoria chaosu Jerzego Brzęczka


Spojrzenie na kadrę Polski po roku pracy z nowym selekcjonerem

11 września 2019 Notes taktyka: teoria chaosu Jerzego Brzęczka
Piotr Matusewicz / PressFocus

Mija rok od momentu pierwszego meczu Jerzego Brzęczka w roli selekcjonera reprezentacji Polski. W zasadzie od momentu tej nominacji były wylewane „pomyje”. Po ostatnich dwóch meczach naszej kadry kibice i dziennikarze nie zwolnili tempa. My poczekaliśmy trochę aż opadnie ten kurz chaosu wywołany przez wyniki „Biało-czerwonych”. Przyjrzeliśmy się dokładnie grze Polaków w ostatnich dwóch meczach i oceniliśmy dokładnie pracę polskiego selekcjonera.


Udostępnij na Udostępnij na

Ostatnim razem dokładniej prześledziliśmy naszą kadrę przy okazji pierwszego meczu eliminacji do mistrzostw Europy. Wtedy to Polacy zmierzyli się w Wiedniu z Austriakami. Podczas tego spotkania długi okres gry należał do gospodarzy, ale ostatecznie to Polska triumfowała. Po tym zwycięstwie doszło nam jeszcze pięć meczów, przez które miała poprawić się gra „Biało-czerwonych”. Przede wszystkim liczyliśmy na korektę błędów, ale niestety cały czas mamy problemy z tym samym. Zanim zaczniemy głębszą analizę to możecie sprawdzić dla porównania nasz Notes taktyka z pierwszego meczu z Austrią. Będzie on dobrym wstępem do dalszej części tekstu, bo wiele rzeczy się powtarza.

Notes taktyka: Korekty Brzęczka dały nam trzy punkty

Pierwsza zmiana na jesień

Jerzy Brzęczek jesień 2019 zaczął od ustalenia pozycji pierwszego bramkarza. Eliminacje w bramce rozpoczął Wojciech Szczęsny, który zachował w obu meczach czyste konto. Zawodnik Juventusu miał też być naszą ostoją w bramce podczas czerwcowych spotkań, ale niestety kontuzja powstrzymała go od gry. W jego miejsce wskoczył Łukasz Fabiański i to jego trener namaścić na golkipera numer 1. Akurat co do tej pozycji od lat nie mamy większych problemów. Można walczyć na argumenty, który z nich jest lepszy, ale ostatecznie z bramkarzem nie mamy większych problemów. Ten temat wyczerpaliśmy już w tekście poniżej.

Łukasz Fabiański podstawowym golkiperem w jesiennych meczach kadry

Naturalną sprawą było to, że selekcjoner dokona jeszcze innych roszad. Nie będziemy się już tutaj o nich więcej rozpisywać tylko przejdziemy do analizy naszych dwóch ostatnich spotkań. Przy okazji omówimy pomysły na skład naszego trenera.

Zimny prysznic w Lublanie

Do pierwszego meczu po wakacjach podchodziliśmy w roli faworyta. Wielu zastanawiało się jak wysoko wygra reprezentacja Polski? W końcu Słowenia to ekipa, która ostatni raz z wygranej na swoim stadionie cieszyła się w 2017 roku. My podchodziliśmy do tego spotkania z kompletem zwycięstw i czystym kontem. W grupie zajmowaliśmy 1. miejsce i przy odrobinie szczęścia przy innych pozytywnych wynikach z potyczek naszych rywali mogliśmy po dwóch zwycięstwach we wrześniu cieszyć się awansem do Euro 2020. Ale rzeczywistość była inna, bo Słoweńcy rozczytali naszą grę z wielką łatwością. Niespodziewanie przegraliśmy 0:2.

Brak pomysłu, brak stylu gry, brak wyniku. Polacy przegrali ze Słoweńcami

W Lublanie Jerzy Brzęczek tradycyjnie zestawił naszych kadrowiczów w formacji 1-4-4-2. Skład wystawiony na pierwszy wrześniowy mecz w zasadzie niczym nikogo nie zaskoczył. O bramce już napisaliśmy wyżej. Konieczne było zastąpienie kimś kontuzjowanego Kamila Glika, stąd obecność Michała Pazdana na środku obrony. Ale selekcjoner nie chce na razie robić w tej formacji drastycznych zmian. Być może brak w wyjściowym składzie Rybusa był spowodowany tym, że jeszcze piłkarz z rosyjskiej ligi nie czuł dobrze założeń trenera. W linii pomocy też bez zmian, gdzie konsekwentnie w środku zagrał Grzegorz Krychowiak z Mateuszem Klichem, a po bokach zestawieni zostali Kamil Grosicki i Piotr Zieliński.

Gra w ataku

Zaczniemy od poczynania naszej drużyny w ataku. Od pierwszego gwizdka sędziego weszliśmy mocno „nabuzowani” w mecz. Nasi skrzydłowi i napastnicy starali się szybko podchodzić do rywali i jak najszybciej utrudniać grę Słoweńców. Wysoki pressing skutkował błędami przeciwników i wtedy też lepiej czuliśmy się przy własnych akcjach. Szkoda tylko, że potem oddaliśmy pole. Ale wróćmy do gry ofensywnej reprezentacji Polski. W pierwszej połowie częściej atakowaliśmy prawą stroną, na której znajdywał się Piotr Zieliński. Piłkarz Napoli najczęściej schodził do środka i szukał szybkich podań z Mateuszem Klichem (od 20 min. piłkarze Leeds zniknął z pola widzenia). W wolny sektor często wbiegał Tomasz Kędziora, który najczęściej szukał podań w pole karne. Niestety Zieliński nie za często szukał zagrania do niego.

Po pierwszym kwadransie gry Słowenia zdominowała środek pola. Przez to przy atakach rozegranych od tyłu za bardzo nie mogliśmy grać piłek do środkowych pomocników. Zaczęły się więc przerzuty od stoperów na napastników, ale przez to tylko Krzysztof Piątek „zginął” w tym spotkaniu. Robert Lewandowski z czasem też miał dość i podchodził do środka pola, aby pomóc w rozegraniu. Niestety jedna z jego „wędrówek” skończyła się stratą, po którym to gospodarze mili rzut rożny. Ten, którego zamienili na bramkę na 1:0. Z czasem szukaliśmy też podań w boczne sektory, ale niestety rywale zostawiali mało wolnych przestrzeni. Kamil Grosicki nie miał gdzie się rozpędzić. Inna sprawa, że bardzo mało graliśmy lewym skrzydłem.

Jeżeli udało nam się przechwycić piłkę przy akcji rywala, to było nam bardzo trudno stworzyć dobry kontratak. Słoweńcy szybko starli się nas faulować, a nawet jeżeli ktoś się urwał z piłką, to nie było za bardzo możliwości zagrania w wolne przestrzenie. Za wolno dołączaliśmy z atakiem do osoby holującej futbolówkę. W trójkę atakujących trudno jest szybko zmylić obronę, która składała się z pięciu piłkarzy (szybko wracających po stratach).

W bocznych sektorach nawet jak w końcu udało się minąć przeciwnika, to dośrodkowania kończyły się najczęściej w rękach Jana Oblaka. Przez problemy w środku pola, osamotniony w atakach był Piotr Zieliński. Co z tego, że potrafił minąć dryblingiem dwóch przeciwników, jak nie miał dalej co zrobić z piłką? Dopiero wejście na boisko Krystiana Bielika sprawiło, że w środku pola zyskaliśmy zawodnika dobrze czującego się z piłką u nogi. Niestety twardo grający rywal prawie całkowicie wyleczył nas z prowadzenia futbolówki w środku pola. Lewandowski chciał pomagać przy rozgrywaniu, ale Słoweńcy wtedy uważali. Te wejścia w głębię pola wcale nie uwalniały Piątka, który cały czas miał krycie na sobie.

Gra w obronie

W meczu ze Słowenią graliśmy bez Kamila Glika. Początkowo nie wyglądało to najgorzej, bo Michał Pazdan i Jan Bednarek radzili sobie z przeciwnikami. Problemy zaczęły się od przejęcia środka pola przez gospodarzy. Nasi środkowi pomocnicy mieli olbrzymie problemy z Josipem Iliciciem, który w piątkowy wieczór robił co chciał na boisku. Przekonał się tym Klich czy Bereszyński, którzy zostali łatwo wyminięci przez piłkarza Atalanty. Przez ciągłą presję Słowenii zaczęli popełniać błędy nasi stoperzy, a zwłaszcza Pazdan. Kłopoty w obronie miał także Bartosz Bereszyński, któremu dała się we znaki ostrzejszą gra przeciwnika. Może nawet udawało nam się wypychać rywala z naszego pola karnego, ale na przedpolu zostawialiśmy za dużo wolnych przestrzeni.

Jeżeli chodzi o nasze ustawienie w obronie, to z obrońców najczęściej wyżej wychodził Kędziora. Zawodnik Dynamo Kijów często wchodził z pojedynki Benjaminem Verbiciem i dość często wychodził z opresji. Krychowiak i Klich starali się pomagać w głębi pola. Grosicki wracał do pomocy w kryciu Bereszyńskiemu, a Zieliński albo pomagał w prawym sektorze boiska albo ustawiał się w środku. Nie stosowaliśmy wysokiego pressingu w tym spotkaniu, poza pierwszymi dziesięcioma minutami.

Gola na 1:0 straciliśmy przez dwa błędy w ustawieniu. Nasi wiedzieli, że Słowenia rozgrywa rzuty rożne przez dośrodkowania na krótki słupek. Niestety nie ustrzegli się tego, bo Kędziora przegrał walkę w powietrzu z Andrażem Sporarem. Przedłużona piłka wylądowała pod nogami Aljaża Struny, który wpakował ją do naszej siatki. Słoweński stoper też nie został dobrze przypilnowany, bo zgubił go z pola widzenia Krychowiak, a potem nie ostrzegł Pazdana i Klicha przed wbiegającym rywalem. Daliśmy strzelić przeciwnikowi w sposób jaki się spodziewaliśmy.

Jeżeli Bereszyński szedł do przodu, to jego strefę starał się bronić Pazdan. Suma błędów spowodowała, że zawodnik Ankaragucu przegrał pojedynek biegowy ze Sporarem. Raz wyszedł za wysoko, a dwa wracał zbyt wolno. Na końcu swoje błędy chciał uratować wślizgiem – przez co Fabiański został w bramce przy słupku – ale był zbyt wolny do zablokowania strzału słoweńskiego napastnika.

W Warszawie niewiele lepiej

Do tej pory Jerzy Brzęczek potrafił wyciągać wnioski ze swoich błędów. Po słabym meczu należało dokonać korekt w składzie reprezentacji Polski. Prawdopodobnie na dłuższy czas z gry w wyjściowym składzie wyleczył się Michał Pazdan. Szybko do siebie przekonał selekcjonera Krystian Bielik, który wyszedł w pierwszej jedenastce za Mateusza Klicha. Pomocnik Leeds United w ostatnich spotkaniach niewiele dawał od siebie kadrze. Słaba forma Krzysztofa Piątka odbiła się także na kadrze, dlatego gracz Milanu stracił miejsce na boisku. Dodatkowo polski trener zmienił ustawienie na 1-4-5-1.

Na Stadionie Narodowym naszej reprezentacji zawsze grało się dobrze. Lepiej wyglądała nasza gra w obronie, ale w ataku poczyniliśmy tylko niewielki postęp w porównaniu do meczu z Lublany. Niestety nie udało się nam strzelić gola Austriakom, choć mieliśmy do tego dwie świetne okazje. Kończymy mecz bezbramkowym remisem, a okienko reprezentacyjne z jednym punktem.

Polska z Austrią w szranki stanęła i remis! Ale czy to był futbol?

Gra w ataku

Początkowo próbowaliśmy tego samego co w Lublanie, czyli długich piłek na Lewandowskiego. Na szczęście szybko odeszliśmy od tego pomysłu. Planem Polaków na mecz z Austrią było wciągnięcie rywala na naszą połowę i ruszenie z kontrami. W środku pola nasz przeciwnik nie grał tak ostro, więc i w tej strefie mieliśmy więcej swobody niż w piątek. Głównie staraliśmy się atakować bokami, ale współpraca piłkarzy nie układała się za bardzo na lewej stronie. Bereszyński nie czuł się za dobrze w parze z Grosickim. Z kolei z prawej strony mieliśmy często dużo swobody, ale Dawid Kownacki wybierał fatalne opcje dośrodkowań lub podań.

W środku pola piłką miał operować Piotr Zieliński, ale w pierwszych minutach był mało widoczny. Dużo biegać z futbolówką starał się Krystian Bielik, który co prawda nie obył się bez błędów, ale swoją grą mógł się podobać. Nie bał się iść środkiem nawet mimo ataków przeciwników. Grzegorz Krychowiak głównie skupił się na obronie, ale sam też próbował zaczynać nasze akcje. Nie do końca udane były jego przerzuty, bo długo się do nich zabierał. Ale jeżeli już piłka trafiała na lewą stronę, to były próby rajdów Grosickiego. Nie wiele z nich zakończyło się pozytywnie, ale jedno doszło do Lewandowskiego. Choć zawodnik Hull City zbyt szybko wychodził do ataków (aż sześć razy złapany na spalonym).

Nasz kapitan chciał bardzo odkupić słabszy mecz ze Słowenią. Schodził głęboko do przedpola i ponownie starał się pomagać Zielińskiemu. Sam też brał ciężar gry na siebie i doszedł do jeszcze kilku okazji strzeleckich. Niestety momentami nasi byli w złych sektorach, co zmuszało Lewandowskiego do strzałów.

Na bokach próbowaliśmy jeszcze szukać zagrań dwójkowych. Z lewej strony przy nich przytrafiały się błędy. Z prawej Kownacki za bardzo nie chciał współpracować z Kędziorą, ale robił już to Jakub Błaszczykowski (wszedł na boisko w 58. minucie). W kilku momentach brakowało ciut dokładności, ale dobrze układała się praca między tymi dwoma piłkarzami. Szkoda kontuzji zawodnika Wisły, bo to z powrotem wyhamowało grę z przodu naszego prawego obrońcy. W drugiej części gry staraliśmy się też stosować wyższy pressing (kompletnie brakowało go w pierwszej połowie). Przy atakach pozycyjnych baliśmy się ryzyka, więc pojawiały się często podania do tyłu. Niestety za wolno chodziła piłka między naszymi (poza kilkoma wyjątki), aby móc zaskoczyć czymś Austriaków.

Gra w obronie

Wyglądała już znacznie lepiej niż w piątek. Do składu wrócił Kamil Glik, który był pewnym elementem naszej defensywy. Austriacy byli częściej przy piłce, ale było im dość trudno wymanewrować naszych obrońców. Graliśmy dość gęsto na przedpolu i głównie wyrzucaliśmy przeciwnika poza nasze pola karne. W pierwszej połowie problemy z dwójkowymi akcjami rywali miał Bereszyński, ale w drugiej połowie już wyglądał lepiej. Zwłaszcza w momencie kiedy na boisku pojawił się jeszcze Sebastian Szymański, który mocno wspierał piłkarza Sampdorii.

Krychowiak napracował się bardzo mocno w meczu z Austrią. W zasadzie był wszędzie tam, gdzie przeciwnik miał piłkę. Na 12 pojedynków w obronie wygrał aż dziesięć. Wspierał go mocno Bielik, który sam mocno nie odstawał od bardziej doświadczonego kolegi. Swoim występem mógł wywalczyć sobie miejsce w składzie na dłużej. Największe problemy sprawiał nam Kownacki, który przegrywał dużo pojedynków fizycznych i często krył na radar. W pewnym momencie został przerzucony na lewą stronę, gdzie zaczęły pojawiać się problemy z kryciem.

Szczelny mieliśmy środek pola, gdzie Glik i Bednarek większość pojedynków wygrali. Poza jedną okazją Marco Arnautovicia goście nie potrafili stworzyć zagrożenia z naszej szesnastki. Austriacki napastnik próbował wyciągać za sobą jednego z naszych obrońców poza pola karne, ale w większości przypadków nie zostawialiśmy przeciwnikowi zbyt dużo miejsca. Najczęściej zmuszaliśmy przeciwnika do strzałów z dystansu, bo zbyt gęsto pilnowaliśmy swojej bramki. W drugiej połowie raz uciekła nam koncentracja i

Wnioski ogólne

Jerzy Brzęczek wciąż popełnia dużo błędów personalnych, ale szybko wyłapuje swoje błędy. Praktycznie do początku kadencji w środku pola zestawiał Mateusza Klicha i Grzegorza Krychowiaka. Być może stawiał na tego pierwszego tylko jako tymczasowe rozwiązanie. Sami pamiętamy dobrze jak w U-21 pokazywał się Szymon Żurkowski. Do póki nasza młodzieżówka grała o coś, to selekcjoner nie chciał za bardzo rozbijać kręgosłupa drużyny Czesława Michniewicza. W czerwcu było kilku piłkarzy U-21 na zgrupowaniu kadry A, wśród nich był przyszły zawodnik Fiorentiny. Jego sytuacja w klubie jest trudna, bo młody pomocnik jeszcze nie wywalczył miejsca w składzie włoskiej drużyny. Prawdopodobnie dlatego selekcjoner stawiał dalej na Klicha, któremu za bardzo nie wychodzi gra w reprezentacji. Niestety niczym wielkim się nie wyróżniał, ale teraz wobec dobrej gry Krystiana Bielika powinien ten „problem” zostać rozwiązany do końca eliminacji.

Podczas zgrupowania przekonaliśmy się jak wciąż ważnym zawodnikiem reprezentacji jest Kamil Glik. Stoper Monaco był nieobecny podczas meczu ze Słowenią i pod względem błędów naszej ostatniej formacji był to najsłabszy mecz w eliminacjach. Powrót doświadczonego stopera od razu pozytywnie wpłyną na grającego obok Jana Bednarka, który złapał luz i był o wiele skuteczniejszy w destrukcji. Boki defensywy też lepiej wyglądały przy bronieniu niż ataku. Jedynie czego się można czepiać, to wyprowadzanie piłki od tyłu. Błędną decyzją jest posyłanie długich piłek, które albo nie trafiały do celu albo już na starcie sprawiały trudność naszym ofensywnym zawodnikom. W Słowenii zawiódł mocno Michał Pazdan, który najprawdopodobniej zostanie na dłużej odstawiony od pierwszego składu. Z resztą zawodnik Ankaragucu wylądował szybko na trybunach przed kolejnym meczem kadry.

Dyskusyjna jest kwestia lewej obrony. Bartosz Bereszyński ewidentnie nie daje od siebie tyle, ile mógłby dawać z drugiej strony boiska. Szukanie prawej nogi często jest wykorzystywane przez rywala. Nie za dobrze czuje się w ofensywie przy współpracy z Kamilem Grosickim, lepiej to wyglądało jak w tej strefie operował Piotr Zieliński. W defensywie jest w miarę dobrze, ale selekcjoner powinien dać szansę lewonożnemu piłkarzowi. Skoro Arkadiusz Reca nie gra, to powinien grać Maciej Rybus, dla którego jest to naturalna pozycja. Miejmy nadzieję, że selekcjoner zauważył te niedociągnięcia piłkarza Sampdorii w ostatnich meczach. Pytanie tylko, co zrobić z Tomaszem Kędziorą? Grając na prawej obronie nie zawiódł ani w meczu ze Słowenią ani z Austria. W obu przypadkach zagrał dobre spotkania i czy teraz warto byłoby go odstawiać na ławkę?

Poznaliśmy zestawienie środka pola naszej reprezentacji. Prawdopodobnie jeszcze szanse dostanie Kamil Grosicki. Ale co zrobić z Piotrem Zielińskim? Selekcjoner próbował już go na wielu pozycjach. Piłkarz Napoli grał głębiej pola, grał za napastnikiem, grał po lewej stronie i po prawej. Cały czas brakowało tego błysku, o którym tak wszyscy mówią. Niestety najczęściej to wygląda tak, że po prostu brakowało mu partnerów, z którymi mógłby poklepać piłki. Zbyt wiele razy był osamotniony w akcjach i musiał wchodzić z dryblingi. Może jak uda się już lepiej zgrać w kadrze Bielikowi, to i Zieliński na tym zyska. Być może trzeba byłoby się zastanowić jeszcze nad innymi skrzydłowymi, który byliby chętni do gry z zawodnikiem wicemistrza Włoch, a nie zbyt dalekim ustawianiem się od niego.

Piotr Zieliński – raz pociecha, raz przekleństwo

Ostatnią kwestią pozostaje taktyka. Z wysokości trybun widać, że selekcjoner miał jakiś pomysł na grę. Problem w tym, że nie zawsze piłkarze wzajemnie się dobrze czują. Było kilka takich akcji, w których jeden z naszych piłkarzy był minimalnie źle ustawiony przy rozprowadzaniu akcji i piłka lądowała na aucie. Szukamy dużo gry bokami, ale w ostatnim czasie nasi skrzydłowi nie są w formie. Brakuje też dobrych gier dwójkami w tych strefach, a w miarę dobrze potrafił to zrobić jedynie Jakub Błaszczykowski z Tomaszem Kędziorą. Przez środek to akcje tworzą tylko Zieliński i Lewandowski (jak się cofnie w głąb pola), a reszta środkowych dochodzi ewentualnie do okazji jeżeli zamykamy rywala przy okazji rzutu rożnego lub wolnego.

Nie potrafimy się utrzymać dłużej przy piłce w okolicach pola karnego przeciwnika. Jerzy Brzęczek sam na konferencji prasowej się nad tym zastawiał i przyznał, że może zbyt dużo ćwiczą samą taktykę. To zabiło kreatywność naszych piłkarzy, którzy nie mogą się „uwolnić” i trzymają się za bardzo tych samych schematów. W taki sposób powstała teoria chaosu naszego selekcjonera i jeżeli nasza gra ma się poprawić, to musi zacząć ten chaos ujarzmiać. Na koniec mamy jeszcze jeden apel do kibiców.

Nie róbmy z Brzęczka debila

Jerzy Brzęczek ledwo został mianowany na selekcjonera reprezentacji Polski, a już zaczęła się wylewać na niego lawina hejtu. Oczywiście osiągane przez niego wyniki nie pomogły tych pomyj zatrzymać. Żeby nie było, nam też się nie podoba gra „Biało-czerwonych”, ale nie uważamy że trener nic nie robi, że to wuefista, że jest słabo przez jego pustą gablotę z trofeami. Chcemy patrzeć na jego realną pracę i nie przyglądać się jej przez pryzmat Euro 2016, czyli jedynej imprezy jaka nam wyszła w XXI w. Właśnie może nasze oczekiwania są za duże? Bo nawet do tej sławnej imprezy to poza kadrą Niemiec nie graliśmy przeciwko nikomu poważnemu. Adam Nawałka miał też do dyspozycji polskich piłkarzy w wysokiej formie, których potrafił dobrze zestawić. Ale to temat na osobny tekst, teraz wróćmy do aktualnej sytuacji.

Na pewno za sprawą nowego selekcjonera poprawiła się nasza gra w obronie. W ostatnich dwóch latach pracy poprzedniego selekcjonera łapaliśmy za często mecze, w których koncentracja uciekała. Przez to traciliśmy za łatwo bramki, a przy prowadzeniu 3:0 prawie dogoniła nas Dania (3:2), czy też Kazachstan sprawiał problemy (2:2). W ciągu ostatniego roku tylko Portugalia i Słowenia była w stanie nam strzelić więcej niż jednego gola. Gra w tej formacji poprawiła się, ale z wzmożone prace nad tą linią zaczęły cierpieć inne. Dlatego też jeżeli wygrywamy, wygląda to brzydko. Przez momenty widać pomysły Brzęczka na wyprowadzenie gry naszej reprezentacji, ale często jest to robione za wolno lub niedokładnie. Jest jeszcze nad czym pracować, tylko pytanie czy selekcjonerowi wystarczy czasu na zrealizowanie swoich pomysłów w ofensywie? To może się udać tylko pod warunkiem awansu, bo przed mistrzostwami zgrupowanie będzie na tyle długie, że piłkarze będą mogli wpoić sobie w głowy plany trenera.

I właśnie może jest też tak, że sam Brzęczek zapomina o roli selekcjonera. To jest trudniejsza sprawa niż obcowanie z zawodnikami na co dzień w klubach. Trzeba dobierać odpowiednich ludzi do swoich pomysłów lub trzeba umieć odpowiednio zestawiać to co się ma. Akurat przy naszej reprezentacji w grę wchodzi opcja numer dwa, bo nie mamy bardzo dużego komfortu wyboru piłkarzy. Do tej pory nasz szkoleniowiec potrafił reagować i korygować swoje złe wybory, ale po przerwie wakacyjnej to totalnie się zepsuło.

Na starcie nasz selekcjoner zadeklarował zbudowanie Piotra Zielińskiego dla reprezentacji. Na razie nie możemy mu zarzucić, że nie próbuje. Pomocnika Napoli sprawdzał już na wielu pozycjach, ale jak dotąd do końca nie udawało się go rozbudzić. Już więcej o tym, co sądzimy o nim napisaliśmy wyżej. Jeszcze jeden mały problem dostrzegamy tutaj. Być może trener za dużo poświęca uwagi na znalezienie optymalnego rozwiązania z zawodnikiem wicemistrza Włoch i przez to zaczyna cierpieć cała drużyna. Rzucanie nim z pozycji na pozycję nie pomoże ani kadrze, ani samemu piłkarzowi. Przez szukanie wariantu gry dla Zielińskiego zaczęła cierpieć nasza ofensywa. Robert Lewandowski za często jest osamotniony i nie jest w stanie dochodzić do sytuacji strzeleckich. A może to też problem formy naszych zawodników?

Ta wypowiedź została negatywnie odebrana przez kibiców i dziennikarzy. Chcielibyśmy trochę rozwinąć myśl trenera i przyznać mu trochę racji. W kadrze mamy kilka wybitnych jednostek jak Lewandowski, Piątek, Milik, Zieliński, Glik, Krychowiak, a o bramkarzach zapominać też nie możemy. Ale do składu trzeba wystawić jedenastu zawodników i na niektórych pozycjach wielcy wirtuozi nie grają. Adam Nawałka trafił na dobry moment, gdzie wokół kręgosłupa kadry udało mu się wycisnąć maksa z innych i podnieść naszą kadrę do góry w rankingu FIFA. Kiedy tam wylądowaliśmy, to inni zaczęli baczniej przyglądać się grze naszych piłkarzy i zaczęli czytać naszą grę oraz taktykę. Ostatnie mecze pokazały, że ewidentnie nie mamy „samograjów”, a żeby czymś zaskoczyć przeciwnika trzeba mieć odpowiedni plan.

Ślepi nie jesteśmy i widzimy, że wdrążanie planów za bardzo Jerzemu Brzęczkowi nie wychodzi. Ale też widzimy, że szuka cały czas odpowiedniego rozwiązania. Graliśmy już w kilku ustawieniach: 1-4-4-2, 1-4-5-1, 1-4-3-1-2 (bez skrzydłowych) i 1-4-2-3-1. Selekcjoner cały czas szuka czegoś optymalnego, ale właśnie być może tym poszukiwaniem szkodzi sobie samemu. Niewykluczone, że nie zdąży znaleźć tego optymalnego planu. Ale też niewykluczone, że wypali on dopiero za rok. Tego mu życzymy. Albo nawet życzymy mu brzydkiej gry w eliminacjach z awansem, ale za to ładnej na samym Euro 2020. Teraz pozostaje nam czekać do następnego zgrupowania.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski