Piotr Zieliński – raz pociecha, raz przekleństwo


Zieliński miewał w kadrze różne okresy, ale jedno nie zmieniło się do dziś: jest solą w oku kolejnych selekcjonerów

8 września 2019 Piotr Zieliński – raz pociecha, raz przekleństwo
Grzegorz Rutkowski

Wirtuoz, maestro, "fantasista" - mnogość epitetów wręcz sama ciśnie się na usta, gdy patrzy się na rzadki gatunek polskiego piłkarza w pełnej okazałości. W Polsce z jednej strony niedoceniany, a z drugiej - jak na złość! - przeceniany tak bardzo, że aż niezdrowo. Słuszne oczekiwania często przeradzają się bowiem w chore żądze, które całkowicie przekłamują rzeczywistość. I tak jak w medium kibicowskim Zieliński rzucany jest od lewej do prawej, tak na boisku... Cóż, sytuacja jest na tyle bliźniacza, że nie pozwala myśleć o stabilnej przyszłości Polaka.


Udostępnij na Udostępnij na

„Z rzadkim gatunkiem trzeba obchodzić się jak z jajkiem, bo jego istnienie to sprawa niemal wagi państwowej”. Oto dewiza, która mogłaby idealnie wpasowywać się w relację selekcjonera Jerzego Brzęczka z Piotrem Zielińskim. Zaopiekować się, obdarzyć zaufaniem, zagwarantować dobre pole do rozwoju. Tak miało być, bo tak zapowiadał obecny sternik naszej kadry jeszcze przed swoim premierowym spotkaniem z Włochami. Mam na niego pomysł! – zawtórował Adamowi Nawałce, który swego czasu znalazł odpowiednią formułę dla innego reprezentanta Polski. Niestety dzisiaj śmiało możemy stwierdzić, że kwestia roli „Ziela” w drużynie narodowej stoi w miejscu. Czyli jej nie ma.

Zieliński to bardzo wartościowy piłkarz, ale musi być właściwie wykorzystany.Bogusław Kaczmarek (były asystent Leo Beenhakkera)

Nr 8, 6, 10 czy skrzydło? Kim jest Zieliński

Ile głosów, tyle opinii. Ilu ekspertów, tyle ciągnących się sporów, które zawsze zmierzają do jednego punktu: Zieliński daje kadrze za mało. I gdyby spojrzeć na liczby, ten argument byłby absolutnie nie do podważenia. Pomocnik Napoli zadebiutował w dorosłej kadrze ponad sześć lat temu, a my w dniu dzisiejszym jesteśmy w stanie wskazać jego świetne zawody tak naprawdę na palcach tylko jednej ręki. To nie napawa optymizmem.

Sparing z Danią (gol) i spotkanie eliminacyjne z San Marino (dwa gole, asysta) w 2013, bój w eliminacjach z Rumunią (dwie asysty) w 2017, mecz towarzyski z Koreą Płd. (bramka) oraz starcie w Lidze Narodów z Włochami (gol) w 2018. Notabene właśnie ten najświeższy bardzo dobry występ Zielińskiego przeciwko włoskiej reprezentacji był ostatnim, w którym 25-letni piłkarz pełnił rolę wolnego elektronu za plecami napastnika.

Trener w klubie rozważa mnie na dwóch pozycjach: na środku i lewej pomocy. Ale ostatnio już na stałe zaczynam w środku jako najbardziej cofnięty z pomocników. Mam rozgrywać piłkę dalej od bramki rywali. Na pewno częściej się przy niej znajduję, ale to też trudna i odpowiedzialna rolaPiotr Zieliński (45-krotny reprezentant Polski)

Później, czyli z każdym kolejnym zgrupowaniem, jego pozycja na boisku podlegała ciągłym zmianom. Wrzesień 2018? Środkowy pomocnik w formacji bez skrzydłowych. Październik? Ofensywny pomocnik w formacji 1-4-2-3-1. Marzec 2019? Lewoskrzydłowy. Czerwiec? Ofensywny pomocnik na Macedonię i prawoskrzydłowy na Izrael. Wrzesień? Prawoskrzydłowy. Cóż, przynajmniej pojawiła się konsekwencja, ale czy w parze z przekonaniem? Bo brak stabilizacji nawet ślepcowi rzuciłby się w oczy, więc nie, nie możemy z nadzieją zadeklarować, że „wędrówka” Zielińskiego dobiegła końca.

Brzęczek robi sobie i Zielińskiemu krzywdę?

Fakty są następujące: od momentu pokonania Gianluigiego Donnarummy Piotr Zieliński zanotował wyłącznie jedną asystę, bez bramek. Minął zatem równo rok, który w skali potencjału piłkarza Napoli możemy uznać za bezproduktywny. 10 meczów (na 11) za kadencji nowego selekcjonera, wszystkie w podstawowej jedenastce (824 minuty). Krótko mówiąc, mamy do czynienia z postacią dla kadry bardzo ważną, ale niezmiennie sprawiającą spore wątpliwości. I oczywiście należy pamiętać, że wychowanka Zagłębia Lubin nie można prześwietlać tylko pod kątem liczb, jednak… najlepsi nie byliby najlepszymi, gdyby ich głównym atutem było tylko „szarpanie” i warstwa wizualna.

Nie wyglądało to zbyt dobrze, zwłaszcza w drugim spotkaniu. Był to kolejny dowód na to, że jeśli trener szuka na siłę miejsca na boisku dla jakiegoś piłkarza, to cierpi na tym organizacja gry.Bogusław Kaczmarek (o grze Piotra Zielińskiego na lewym skrzydle)

I tutaj dochodzimy do ściany. Ściany, która przez duże drewniane drzwi prowadzi do pokoju Jerzego Brzęczka. Bo o ile zastrzeżenia wobec mentalności „Ziela” są jak najbardziej zasadne, o tyle trzeba również wrzucić kamyczek do ogródka selekcjonera. Nie sprawia on bowiem wrażenia kogoś, kto wie, jak rozdysponować siłami swoich piłkarzy w linii pomocy, o samym Zielińskim nie mówiąc. Jest to problem, który istnieje od wielu lat i wydaje się, że nie zniknie na skutek działań kolejnego trenera. A są one nieraz trudne to zrozumienia choćby z tego względu, że sam Jerzy Brzęczek twierdził swego czasu, iż Piotr Zieliński traci na prawym skrzydle część atutów.

Dlaczego więc on wciąż się tam znajduje? I dlaczego sprawia wrażenie piłkarza, który zamiast być mózgiem zespołu (nie liderem), stał się swoistą „zapchajdziurą”? Postawmy sprawę jasno: Piotr Zieliński nigdy nie był „playmakerem” zbudowanym z materiału, z którego powstał chociażby Josip Ilicić (tak, to piłkarz z półki wyżej). Na przestrzeni kariery reprezentacyjnej Polak zanotował tylko sześć bramek i dziewięć asyst (46 występów), dlatego zgubnym myśleniem jest stawianie go w roli wyczekiwanego zbawcy narodu. Ale to oczywiście nie oznacza, że nie można mieć wobec niego wymogów.

Wymogów, które Jerzy Brzęczek koniecznie musi nakreślić. Wziąć „Ziela” na rozmowę i zadeklarować wprost: będę wystawiał cię tam, gdzie czujesz się najlepiej, ale jeśli będziesz zawodził, spróbuję stworzyć drużynę bez ciebie. Bez taryfy ulgowej. Potrzeba jest matką wynalazków, a polska reprezentacja potrzebuje albo stabilnego Zielińskiego, albo alternatywnego rozwiązania. I jeżeli selekcjoner nie potrafi tego wyegzekwować, czas się zastanowić, czy to odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu. Bo jego zadaniem jest zbudowanie zespołu w taki sposób, żeby najbardziej wartościowi piłkarze – w miarę możliwości – czuli się tak, jak w swoich klubach.

Polecamy również tekst z analizą degradacji Roberta Lewandowskiego w kadrze

Komentarze
kibic z W-wy (gość) - 1 tydzień temu

Uff, to się nareszcie Zieliński ucieszy, że nie będzie już musiał na te zgrupowania przyjeżdżać, kamień z serca dzieciakowi spadnie (bo spodnie już dawno).

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski