Notes taktyka: Korekty Brzęczka dały nam trzy punkty


Taktyczne spojrzenie na pierwszy mecz Polski w eliminacjach do mistrzostw Europy

22 marca 2019 Notes taktyka: Korekty Brzęczka dały nam trzy punkty
Adam Starszyński / PressFocus

Mecz Austria – Polska zakończył się naszym zwycięstwem. Skromnym, bo tylko 1:0. Kiedy emocje opadły, skupiliśmy się na taktyce reprezentacji Polski. Co Jerzy Brzęczek zaproponował w pierwszej połowie? A jak to skorygował, żeby ułatwić nam grę? Dlaczego tak słabo wypadł Arkadiusz Milik? Czemu nie należy zbytnio chwalić Kamila Grosickiego? Postaramy się dokładnie dać odpowiedź na te i inne pytania.


Udostępnij na Udostępnij na

Przeglądając wczoraj social media przy okazji meczu Austria – Polska, można było natrafić na komentarz, który upodobniał to spotkanie do poniedziałkowych gier ekstraklasy. Bez większego polotu i z długą wymianą piłek, która nic nie dawała. Może to gruba przesada, ale większość ataków pozycyjnych z obu stron nie kończyła się nawet strzałami. Co do całości taktycznych poczynań Polaków – aby zrobić to najobiektywniej, osobno omawiamy grę w pierwszej i drugiej połowie.

Założenia na pierwszą połowę

Na mecz z Austrią Jerzy Brzęczek postanowił za dużo nie kombinować. Wyszliśmy dobrze nam znanym ustawieniem 1-4-4-2, choć nie do końca tak to wyglądało. Ale zanim o tym, to należy omówić w pierwszej kolejności personalia.

W ostatnich meczach reprezentacji wychodziliśmy w takim zestawieniu linii obrony. Łącznie z bramkarzem, który dostał gwarancję gry przez najbliższe pół roku. Nasz selekcjoner też konsekwentnie postawił na duet środkowych pomocników Mateusz Klich – Grzegorz Krychowiak. Nowością jest ustawienie na lewej stronie Piotra Zielińskiego. Ale nie dla samego zawodnika, bo już w SSC Napoli tak ustawiany jest przez Carlo Ancelottiego. Na prawe skrzydło powędrował Kamil Grosicki, który w ostatnim czasie pokazywał się z bardzo dobrej strony w Hull City. Jeśli chodzi o atak, to Brzęczek zaufał zgranemu duetowi Arkadiusz Milik – Robert Lewandowski. Taki skład awizowały media dzień przed meczem i dokładnie powtórzył się on w piątek wieczorem już na oficjalnym protokole meczowym.

Co do naszej gry w pierwszej połowie, to trener Polski zaplanował zaproszenie gospodarzy na naszą połowę. Austriacy mieli wyjść wyżej, a któraś z piłek po przechwycie miała błyskawicznie trafić po długim podaniu do naszych napastników. Na samym początku meczu było kilka takich prób, ale ustawienie reprezentacji Austrii z trzema środkowymi obrońcami dobrze temu przeciwdziałało. To oczywiście wymagało dokonania korekty w naszej taktyce.

Gra defensywna w pierwszej połowie

Wiedzieliśmy dobrze, że najgroźniejszą bronią Austrii są skrzydła. To przede wszystkim te strefy trzeba było zabezpieczyć przy atakach gospodarzy. Udało się to połowicznie. Dlaczego? Może lepiej będzie, jak też najpierw pokażemy to graficznie. Jakie było założenie taktyczne przy obronie?

Zieliński ustawiony na lewej stronie mocno wspierał w obronie Bartosza Bereszyńskiego. Grali oni na Stefana Lainera i Valentina Lazano. Niby ci dwaj mieli nas bardziej nękać we wczorajszym meczu, ale tak do końca nie było. Nasi piłkarze ustawieni na lewej stronie w pierwszej połowie nie ustrzegli się błędu. W 14. minucie za wysoko wyszedł zawodnik Sampdorii, a z asekuracją spóźnił się gracz Napoli. Na nasze szczęście podanie Lainera było zbyt lekkie, aby Marco Arnautović mógł mocno uderzyć na bramkę Wojciecha Szczęsnego.

Z prawej strony dużo kłopotów miał Tomasz Kędziora. Obrońca Dynama Kijów szczególnie w początkowej fazie gry miewał problemy z Davidem Alabą. Jakby było mało, to często w tej strefie pojawiał się Marcel Sabitzer, a Polak zostawał sam na dwóch przeciwników. Brakowało tutaj większego zaangażowania w pracę obronną Grosickiego. Po jakimś kwadransie gry Klich lub Krychowiak schodzili do wspierania prawego defensora. 24-latek miał też sporo szczęścia w 41. minucie, bo był spóźniony do Arnautovicia i zahaczył go wyraźnie w polu karnym. Na nasze szczęście Austriak nie próbował tego wykorzystać, bo jakby się przewrócił, to mielibyśmy karnego dla gospodarzy.

Na samym początku pierwszej połowy brakowało trochę odpowiedniej komunikacji w obronie. Wpuszczaliśmy głęboko Austriaków, ale nie było nikogo, kto by dał sygnał do ataku na rywala. Przez to gospodarze mieli za dużo swobody i też dzięki temu stworzyli sobie w 7. minucie najgroźniejszą sytuację w pierwszej odsłonie gry. Jeden z naszych środkowych pomocników wyszedł za wysoko i zrobiła się przestrzeń do kontry między naszą drugą linią a obroną. Brak zdecydowania stoperów chciał wykorzystać Sabitzer, uderzając z linii naszego pola karnego, ale piłkę wyłapał Szczęsny.

Gra ofensywna w pierwszej połowie

Tak jak wcześniej wspominaliśmy, na początku szukaliśmy długich piłek do Lewandowskiego. To nie zdało egzaminu i trzeba było przejść do innych założeń ofensywnych.

Warto zacząć jeszcze trochę od… defensywy. Bo w momencie odbiorów w okolicach naszego pola karnego dużo piłek było posyłanych w kierunku głęboko ustawionego Milika. Niestety piłkarz Napoli nie może wczorajszego meczu zaliczyć do udanych. Przy próbach wyprowadzania kontrataków tracił dużo piłek. Przez to pojawiły się problemy z wyprowadzeniem akcji środkiem pola. Dwóch Austriaków ustawionych w środku nie miało problemów z naszym drugim napastnikiem. Jedyne, za co można pochwalić Milika, to bycie pierwszym graczem do odbioru. Lewandowski w obronie był pasywny.

Na pomoc przychodził kolega z klubu – Zieliński. On albo atakował ze skrzydła, albo schodził do środka, zapraszając do ataków Bereszyńskiego. Przyzwoicie to wyglądało, bo nasz rywal miał co robić w tej strefie boiska. Też udało się z ataku z lewej strony stworzyć jedną groźniejsza akcję, ale gąszcz Austriaków zablokował nasze próby strzałów. Z drugiej strony to bardziej szalał sam Grosicki, a Kędziora zbyt wysoko nie wychodził do ataków. Z wyjątkiem przesunięcia się do przodu całego naszego zespołu.

Klich i Krychowiak nie podchodzili blisko pola karnego. Możemy tylko zgadywać, że tak postanowił selekcjoner. Choć piłkarzowi Leeds zdarzyło się parę razy podpiąć do akcji ofensywnych. Problem w tym, że parokrotnie za długo zwlekał z wrzutką w pole karne, najpierw musiał poprawić ustawienie piłki i przejść na prawą nogę.

Jeśli chodzi o zawodnika Lokomotivu, to on tylko w jednym przypadku wychodził wyżej. Po 20 minutach gry, kiedy Austria rozgrywała od stoperów, nasza kadra zaczęła wychodzić do rywali z wysokim pressingiem. Wtedy można było zobaczyć Krychowiaka wyżej, a najczęściej „wisiał” na którymś z środkowych pomocników, nie dając mu się odwrócić w kierunku naszej bramki. Dzięki temu wyższemu pressingowi udało nam się stworzyć groźną sytuację w 27. minucie. Po odbiorze Zielińskiego piłkę dostał Grosicki. Pobiegł przez środek i mając dużo miejsca, oddał strzał z dystansu, który został sparowany przez Heinza Lindnera (bramkarza Austrii).

Sam Lewandowski też nie był do końca sobą w pierwszej połowie. Przegrywał pojedynki z obrońcami Austrii. Zaliczył kilka pustych podań, a też został dobrze odcięty przez rywali. Trudno sobie nawet przypomnieć jakąś próbę strzelecką kapitana reprezentacji Polski.

Naszą największą bolączką był środek pola, a w zasadzie brak w tym miejscu kogoś mogącego dłużej przytrzymać piłkę. Milik zawodził i po dwóch kwadransach gry zamienił się pozycjami z Lewandowskim, który gwarantował dłuższe utrzymanie się przy piłce. Ale właśnie przez te braki piłka za wolno szła przez środek i kilka razy Klich, prowadząc piłkę, podnosił ręce, bo nie miał komu zagrać.

Konieczność zmian po przerwie

Jerzy Brzęczek musiał zareagować na wydarzenia z pierwszej połowy. Widział nieporadność Milika oraz problemy Kędziory. Też do końca środek pomocy w ataku nie pomagał, tak że już miał w głowie selekcjoner odpowiednią reakcję. Już w przerwie wpuścił na boisko Przemysława Frankowskiego, który miał pomóc w asekuracji prawego sektora. Przez to na drugą stronę powędrował Grosicki, a Zieliński wszedł do środka. Przeszliśmy na parę chwil na ustawienie 1-4-2-3-1.

Ktoś boisko musiał opuścić – Milik. Selekcjoner w wywiadzie dla Polsatu po meczu powiedział, że napastnik Napoli miał gorączkę i był przeziębiony. Wystawił go, bo cały czas trenowaliśmy tą jedenastką, która wyszła na Austriaków. Jednocześnie zaznaczył, że kontuzja Zielińskiego nie wpłynęła na wejście Krzysztofa Piątka. Piłkarz Milanu był przewidziany już wcześniej do wejścia, ale nasz trener czekał na sygnał, czy piłkarz wicelidera Serie A da radę kontynuować mecz. Tu możemy tylko przypuszczać, kto mógłby opuścić boisko. Pewnie jakby Zieliński dał radę grać dalej, to boisko opuściłby Klich.

Gra defensywna w drugiej połowie

W drugiej części spotkania graliśmy już pewniej. Choć oczywiście też brakowało dokładności. Poprawiła nam się gra defensywna na prawej stronie dzięki wejściu na boisko Frankowskiego. Dobrze uzupełniali się w obronie z Kędziorą. Ale jednocześnie trochę problemów pojawiło się na lewej stronie.

Tu na pewno trzeba zganić Grosickiego, który po prostu w tym meczu nie bronił. Robił nam dość dużą dziurę w defensywie, przez co mieliśmy problemy. Akurat lepiej sobie radził sam Bereszyński niż osamotniony Kędziora. Nawet w momencie błędu Lewandowskiego, przejścia do kontry Austrii dał radę dogonić Lozano i przerwać jego akcję faulem. Tutaj należy też pochwalić Sabitzera, który widząc zmianę ustawienia naszej kadry, przeszedł na drugie skrzydło i tam starał się stwarzać nam problemy.

Kędziora grał już lepiej, ale nie ustrzegł się błędów. W 55. minucie łatwo zgubił go Arnautović, ale uderzenie Austriaka z dystansu było niecelne. Dużo niepotrzebnych fauli wynikających ze spóźnienia zawodnika Dynama Kijów dawało dobre pozycje do oddawania strzałów z rzutów wolnych gospodarzom. Na szczęście wczoraj fatalnie je wykonywał Alaba, a z kolei napastnik WHU minimalnie się pomylił przy swojej próbie. Frankowski też w tym prawym sektorze raz zaspał, dzięki czemu Austriacy mogli zdobyć gola.

Środek pomocy był zdominowany przez Austrię. Mimo słabej gry to jednak w środku Milik bardziej pomagał naszym w tej strefie w defensywie. Piątek tak często nie schodził zbyt głęboko. Choć oczywiście w końcówce obaj nasi napastnicy grali już głębiej.

Kamil Glik i Jan Bednarek praktycznie grali bez większych błędów. Przez to Arnautović musiał uciekać z naszego pola karnego. W zasadzie obrońca Southampton tylko raz się zdrzemnął w tym meczu, w końcówce, kiedy to Marc Janko uciekł mu zza pleców, ale tylko napastnik gospodarzy jest w stanie odpowiedzieć, jak nie wykorzystał swojej okazji.

Gra ofensywna w drugiej połowie

Po przerwie już udało nam się stwarzać więcej okazji bramkowych. Korekta składu pomogła w lepszej płynności, ale bez większych rewelacji. Krzysztof Piątek mógł przyczynić się do wykończenia rywala i uspokojenia gry.

Na pewno lepiej zaczęły wyglądać nasze skrzydła. Zwłaszcza na kontrach. Grosicki był w gazie, z czym już wyraźnie po przerwie mieli problemy Austriacy. Dużo ruchów piłkarza Hull pozwalało nam stwarzać sobie okazje. Jak choćby w 64. minucie, kiedy Frankowski zagrał długą piłkę na Piątka, a ten od razu zgrał ją do wbiegającego Grosickiego. Niestety tej okazji nie wykorzystaliśmy.

Niektórzy odnosili błędne wrażenie perfekcyjnej gry naszego lewoskrzydłowego. Niestety mnóstwo dośrodkowań nie dochodziło do celu. Jedyne, czym może się chwalić, to próba strzału z pierwszej połowy oraz jedna akcja z naszymi napastnikami (o której niżej). Jeszcze ewentualnie za rzut rożny, po którym napastnik Milanu zdobył gola.

Frankowski z drugiej strony zrobił parę akcji, ale też popełnił parę prostych błędów. Było widać, że współpraca z Kędziorą w ataku to nie jest najwyższy poziom. Jeszcze obaj dobrze się nie znają i nie wiedzą, jak się poruszać, aby sobie nie przeszkadzać. Środkowi pomocnicy dalej zbyt często nie wchodzili za głęboko w okolice pola karnego rywala.

W momencie pojawienia się na boisku Piątka Lewandowski grał bardziej cofniętego napastnika. To trochę rozciągnęło trójkę stoperów rywala. Już mieli kłopoty z takim naszym zestawieniem, zwłaszcza kiedy ten wprowadzony zmuszał ich do ciągłego ruchu. Dobra współpraca mogła zakończyć spotkanie, bo w 75. minucie nasz kapitan wyłożył snajperowi Milanu piłkę na patelni. Niestety okazja nie została wykorzystana, a Piątek bardzo rzadko myli się w sytuacji sam na sam.

Kiedy prowadziliśmy 1:0, to styl naszej gry bardzo się nie zmienił. Tylko już nasi boczni obrońcy nie uczestniczyli w atakach, ale sami skrzydłowi mieli więcej miejsca.

Szczęsny na plus

Parę dni przed meczem Wojciech Szczęsny dostał gwarancję bycia numerem 1 przez najbliższe pół roku. Już w pierwszym meczu eliminacji udowodnił, że zasługuje na to. Akurat w pierwszej połowie Austriacy zbytnio mu nie sprawiali problemów, ale groźny strzał z początku meczu wyłapał. Czytał też grę naszego rywala i złapał dużo wrzucanych piłek. Sam dobrze wyprowadzał akcje od bramki, a nawet raz interweniował wślizgiem poza naszym polem karnym. W samej końcówce obronił jeszcze mocny strzał Alaby z dystansu.

Stałe fragmenty gry

To też była nasza mała bolączka. Przy wyprowadzaniu gry z autów w pierwszej połowie kompletnie brakowało ruchu do wykonującego. Nasi stali i czekali, zamiast dać więcej wariantów na grę. Dopiero w drugiej połowie jak staraliśmy się przyspieszać, to już to lepiej wyglądało. Ale akurat nie auty to nasza broń, ale jeśli już, to rzuty rożne.

W meczu z Austrią głównie wykonywane były przez Grosickiego. Piłki były wrzucane na okolice pola bramkowego na wysokości krótkiego słupka. W zasadzie każde dośrodkowanie zakończyło się wygranym pojedynkiem w powietrzu gospodarzy. Dla nas na szczęście dwukrotnie za krótko wybili piłkę. Pierwszy raz w 24. minucie, kiedy ponowienie wrzutki dotarło do Glika. Ale nasz stoper dostał za lekką piłkę i nie było z czego mocno uderzyć głową. Drugi raz przy golu dla naszej reprezentacji.

Trzeba też przyznać, że mieliśmy dużo szczęścia i udało nam się w tej okazji wykorzystać błąd rywala. Jeżeli chodzi o rożne rywali, to też z nich wychodziliśmy zwycięsko. Ani razu gospodarze nie zagrozili nam z tego elementu gry. Przy rzutach wolnych Austriacy szukali cały czas uderzenia na bramkę Szczęsnego. My takich okazji strzeleckich nie mieliśmy.

Przyznanie do błędów

Nie chcemy jeszcze wystawiać laurki naszemu selekcjonerowi. Ale trzeba przyznać, że dokonane korekty poprawiły naszą grę z Austrią. Jeszcze jesteśmy dalecy od perfekcji, ale nawet w brzydkim stylu trzy punkty smakują tak samo. Zdobywamy trudny teren, chyba nawet najtrudniejszy, na jakim możemy zagrać w eliminacjach do mistrzostw Europy. Mamy też czas na poprawę naszej gry. Najbliższy rywal to Łotwa i w zasadzie powinniśmy ten mecz wygrać wysoko. Ważne, żeby teraz trener lepiej przeczytał zachowanie naszych piłkarzy i może czasem odpuścił ryzyko. Bo na pewno chory Milik nie był sobą i nie mógł nam pomóc zbytnio w meczu z Austriakami.

Komentarze
kibic z W-wy (gość) - 7 miesięcy temu

Fajna analiza. Żal, że w polskiej TV (czy to komercyjne czy państwowej) czy internecie czy prasie brak fachowych komentarzy i analiz. A chętnie bym zobaczył np. "heat-mapy" naszego zespołu czy siatki podań. Ogladając na żywo wydawało się, że gramy "każdy podaje do tyłu aż piłka dotrze do Szczęsnego, po czym daleki wykop".

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski