Polska z Austrią w szranki stanęła i remis! Ale czy to był futbol?


Polska? Chciała zamazać niesmakpo porażce. I niestety on nie zniknął, bo prawie nie graliśmy w piłkę

9 września 2019 Polska z Austrią w szranki stanęła i remis! Ale czy to był futbol?
Tomasz Folta / PressFocus

Żądna krwi Austria i poraniona Polska – ten pojedynek nie zapowiadał się dla reprezentacji Jerzego Brzęczka jako łatwa przeprawa. Jednak szczęśliwie, jeszcze przed wybiciem godziny zero, mogliśmy liczyć na silnego sojusznika. Historię! Ona bowiem stoi po naszej stronie od blisko ośmiu lat, a jej tok wyznacza oczywiście PGE Stadion Narodowy, który jest niemal bezwzględny. Gościł najeźdźców z różnych stron świata, ale tylko jednemu pozwolił odejść ze zwycięskim łupem. I cóż, kolejni rabusie go nie zdobyli, co nie zmienia faktu, że gospodarz bronił go słabo. Bardzo słabo.


Udostępnij na Udostępnij na

Austrię na własnych ziemiach przyjęliśmy po raz pierwszy jeszcze przed II wojną światową, a konkretnie w 1935 roku. Wtedy (również w Warszawie) mecz został rozstrzygnięty na naszą korzyść dzięki bramce Michała Matyasa. Na kolejne takie starcie musieliśmy czekać do 1994 roku. Wówczas przegraliśmy 3:4, a swój wyraźny udział w tym spotkaniu zaznaczyła postać, która dzisiaj „cieszy się” ogromną krytyką. Mowa o Jerzym Brzęczku, dla którego smak gola strzelanego Austriakom jest znany doskonale. Przed dzisiejszym wieczorem mieliśmy nadzieję, że polski selekcjoner pozna również inny smak, ten… zwycięstwa w nieco innej roli. To się nie udało, tak samo jak to, że wciąż nie stawiamy kroku naprzód.

Hiszpanio, czy to ty? Polska niemal nie istniała

Pierwsze minuty meczu wyglądały tak, jakby spotkały się drużyny z dwóch różnych kontynentów. Na jednym z nich gra się w piłkę, a na drugim jedynie imituje się tę dyscyplinę sportu. Polska była innymi słowy przestraszona i schowana za głęboką gardą bez umiejętności do wyjścia spod naporu rywala. Austria? Atakowała środkiem, lewą, prawą… Osaczała biało-czerwonych z każdej strony, będąc fantastycznie przygotowaną do meczu. Jej poczynania ofensywne były zaplanowane i celne, bo uderzały tam, gdzie nie mamy optymalnego potencjału, czyli w boki obrony. Już w dziesiątej minucie spotkania mogliśmy stracić bramkę po strzale Austriaków w słupek, a ogółem byliśmy stroną, która raz po raz przyjmowała kolejne ciosy.

I aż trudno w to uwierzyć, ale reprezentacja nr 20 na świecie przez niemal 30 minut nie potrafiła stworzyć żadnej składnej akcji złożonej z kilku podań. Gra w tzw. trójkątach, przeniesienie ciężaru gry, celne dośrodkowanie, wyprowadzenie piłki z linii defensywnej… Nawet ze święcą trudno byłoby się tego doszukać. Polska wyszła na murawę nie w szatach narodowych, a w koszulkach klubu ekstraklasy ze środka tabeli. Brutalne, ale prawdziwe. Z nieco bardziej skutecznym przeciwnikiem na tablicy wyników widniałby negatywny wynik już po kwadransie.

Z biegiem czasu podopieczni Jerzego Brzęczka oczywiście coraz częściej dochodzili do głosu za sprawą kontr, a właściwie czegoś, co je przypominało, jednak bez wymiernych skutków. W ciągu 45 minut tylko raz Stankovic musiał się wysilić, gdy Kamil Glik po dośrodkowaniu Kamila Grosickiego sprawdził jego czujność. Poza tym trudno było doszukiwać się pozytywów poza stuprocentową sytuacją Roberta Lewandowskiego. W takich okolicznościach, w jakich znalazł się nasz najlepszy kadrowy strzelec, spodziewaliśmy się wielkiej euforii, a tak pozostał tylko niesmak. Mówiąc wprost, spory niesmak, który po pierwszej części spotkania był całkowicie uzasadniony.

Pojedynek Brzęczek – Foda? Niemiec zdeklasował

Wynikiem wynikiem, jednak trudno nie oprzeć się wrażeniu, że niemiecki selekcjoner jak zapowiedział, tak zrobił, czyli swój plan na spotkanie zrealizował. Na przedmeczowej konferencji prasowej usłyszeliśmy, że nie pozwoli Polakom na rozwinięcie skrzydeł i zabierze im najlepsze atuty. Ale chyba nikt się nie spodziewał, że Austria będzie wypełniać wytyczne szkoleniowca na tyle dobrze, że wręcz wgniecie Polaków w ich własne pole karne. Wysoki pressing postawiony przez przyjezdnych był poprzeczką nie do przeskoczenia, a atak pozycyjny i „zabranie sprzętu” udręczający.

Najbardziej w ekipie austriackiej błyszczał środek pola (Baumgartlinger, Sabitzer, Laimer), który naprzykrzał się Polakom zarówno w ofensywie, jak i defensywie. Ich „vis-a-vis” (Krychowiak, Bielik, Zieliński) mieli nie lada problemy, gdy piłkę należało przetransportować do przodu czy nawet przetrzymać ją dłużej niż trzy sekundy. Ten mankament dotyczył również całego zespołu, a w szczególności środka defensywy i Piotra Zielińskiego. Nasi stoperzy jedynie w zadaniach obronnych sprawowali się poprawnie, bo kwestia wyprowadzenia futbolówki w kierunku dalszych formacji nie istniała.

A nasza największa pociecha (tutaj szerzej o Zielińskim) z Napoli? Łącznie w całym spotkaniu przynajmniej pięć poważnych strat, z czego połowa zahaczająca o kryminał. Były próby, były dryblingi i momentami waleczność, ale wciąż brak konkretów. A właśnie dzięki nim potrafimy rozróżnić piłkarzy lepszych od gorszych. Gorszych, którymi byli polscy zawodnicy przez niemal 90 minut. Austria nie pozwalała na wiele, a Polska wyglądała tak, jakby rozgrywała spotkanie bez szerzej nakreślonego planu.

Co znamienne, jedynymi pozytywnymi akcentami były momenty, w których jeden zawodnik brał sprawy w swoje ręce lub któryś z Austriaków popełnił niewymuszony błąd. A więc coś, co za kadencji Jerzego Brzęczka znamy i za co słusznie go krytykujemy. Za minimalizm, brak planu B i podatny na rozczytanie plan A, brak wykorzystania potencjału najlepszych kadrowiczów. Krótko mówiąc, dziś nie dowiedzieliśmy się niczego nowego oprócz faktu, że reprezentacje na podobnym poziomie idą naprzód, a nasza… stoi w miejscu.

https://www.laczynaspilka.pl/

Komentarze
BlindWelder (gość) - 2 miesiące temu

Wszyscy są zdziwieni dlaczego tak się dzieje. To ja wam powiem. Jak selekcjoner bez doświadczenia i umiejętności może poukładać drużynę? Przecież on to żaden autorytet trenerski.

Odpowiedz
kibic z W-wy (gość) - 2 miesiące temu

Przecież to proste: naprzeciwko Austriaków STANĘŁA polska drużyna AMP Futbolu.

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski