Puchar Króla i krajowa liga zostały w Realu spisane na straty, ale pozostaje jeszcze Liga Mistrzów, która może być ostatnią nadzieją w tym sezonie. Niestety marszu po najcenniejsze trofeum nie ułatwiają kontuzje. Trudno znaleźć spotkanie, w którym trener miałby do dyspozycji wszystkich graczy. Jedni obwiniają lekarzy, drudzy murawę. Co tak naprawdę jest winne temu, że niektórzy spędzają więcej czasu w gabinecie lekarskim niż na boisku?
Gdy w 2015 roku zwalniany był Carlo Ancelotti, mówiono, że jednym z jego grzechów, przez które musiał opuścić Santiago Bernabeu, były nieodpowiednie treningi, co powodowało kontuzje mięśniowe. Po passie 22 zwycięstw z rzędu wszystko się posypało, a niedostępność kilku zawodników w kluczowych momentach sezonu była gwoździem do trumny. Ale jak to tak winić trenera za kontuzje? Przecież w takim klubie specjalistów od urazów jest co niemiara.
Sprawa Garetha Bale’a spowodowała powrót debaty o niefrasobliwości najlepszego klubu XX wieku. Przypomnijmy, że Walijczyk doznał kontuzji 17 stycznia w meczu ze Sportingiem Gijon. Przerwa miała trwać krótko, ale – jak się później okazało – zła diagnoza sztabu medycznego spowodowała rozpoczęcie nieprawidłowego okresu rehabilitacyjnego. Data powrotu z każdym dniem się oddala, co zdenerwowało Zinedine’a Zidane’a. Na domiar złego jest to szósty uraz łydki Bale’a, odkąd trafił do drużyny „Królewskich”, i niektóre osoby obawiają się, że może być to przypadek podobny do np. Arjena Robbena czy Daniela Sturridge’a, którzy większość czasu spędzają poza boiskiem w gabinetach lekarskich.
Większość osób wewnątrz klubu winą obarcza doktora Jesusa Olmo, szefa sztabu medycznego. Swoimi nietrafionymi metodami przekreślił możliwość owocnej współpracy z zawodnikami. Jedna z tych metod miała dotyczyć ćwiczeń na piasku, przez co gwiazda „Los Blancos” tylko pogłębiła swój uraz. Nie był to pierwszy przypadek tego typu, na początku sezonu z podobnym problemem borykał się Pepe, którego powrót na boisko wydłużał się przez te same ćwiczenia. W Madrycie wszyscy są zgodni co do współpracy drużyny z tajemniczym doktorem. A właściwie jej braku. Doszło nawet do głosowania, które miało na celu zabronienie Olmo wejścia do szatni „Królewskich”. Większość drużyny poparła Ramosa, który był jednym z największych przeciwników doktora i jego metod. Całe przedsięwzięcie nie zdało się na nic, bo władze klubu opowiedziały się za Jesusem i odrzuciły pomysł zawodników.













