Przedstawiamy wywiad z Sebastianem Milą tuż po charytatywnym meczu gwiazd Dyskobolii ze służbami ratowniczymi powiatu grodziskiego. Z kapitanem Śląska rozmawialiśmy o powrocie na stare śmieci, atmosferze w dawnej szatni, a także o wyjeździe do Austrii.
Widzę, że do końca pozostałeś na boisku i z uśmiechem stawałeś do zdjęć, rozdawałeś autografy. Miło wspominasz Grodzisk?
Tak, rzeczywiście. To były fajne chwile i dobrze je wspominam. Cieszę się bardzo, że mogę tu wrócić, spotkać się z chłopakami i kibicami. Gdy schodziłem z boiska i żegnałem się z fanami, to spostrzegłem, że wiele tych twarzy pamiętam jeszcze z czasów, gdy tutaj grałem. To jest bardzo przyjemne i łezka gdzieś tam w oku się kręci. Cieszę się, że mogłem tu być, że spotkałem prezesa i mogliśmy chwilę porozmawiać, i liczę, że jeszcze po meczu zamienimy kilka słów.
Widziałem, że samą drużynę też miło wspominasz. Dużo uśmiechów, życzliwe gesty. Widać, że to było szczere. Zawsze chyba mieliście zgraną ekipę.

Tak, to prawda. Widać, że coś z tej drużyny zostało, bo ten kontakt utrzymuje się dosyć długo, więc fajnie, że dzisiaj się spotkaliśmy. Powiem szczerze, że już przed meczem leżałem ze śmiechu na ziemi i nie chcę mówić, co tu będzie, gdy już wyjdziemy z szatni (śmiech).
Czyli z Tomkiem Wieszczyckim nadal jeździcie na ryby?
[śmiech] Oj tak, teraz z „Wieszczem” znowu jedziemy na Mazury, tak że jest przyjemnie.
A powiedz szczerze – jak tak patrzyłeś na Tomka, to nie zazdrościłeś mu? On w ekstraklasie strzelił prawie sto goli, a Ty kręcisz się koło czterdziestki.
[śmiech] Nie, „Wieszczu” to jest w ogóle fantastyczny człowiek. Podejrzewam, że gdyby nie on, to i ja nie uzbierałbym tych 40. Mój wielki nauczyciel i taki starszy brat na boisku. Cieszę się, że mogłem go kiedyś spotkać, a dzisiaj udowodnił, że cały czas powinien grać na poziomie ekstraklasy.
Weszło ostatnio pytało Cię: „zestarzeć się jak Klopp czy jak Reiss?”. Ja zapytam nieco inaczej – zestarzeć się jak Rocki czy jak „Wieszczu”?

Oj, trudne pytanie, bo jeden i drugi są w niesamowitej dyspozycji. Tomek sobie świetnie radzi, mimo że na co dzień tego nie trenuje, a dawał sobie radę, jakby był w ciągłym treningu. A „Rocky” goni jak… no nie wiem kto, ale wygląda wyśmienicie.











