Każdy kibic futbolu wie, kim oni są. Ba, nawet przeciętna osoba interesująca się piłką nożną od święta lub wcale słyszała gdzieś nazwiska Messi i Ronaldo. Giganci piłki klubowej, pożeracze trofeów, rekordziści w wielu kategoriach i wciąż niespełnieni. Z Barceloną i Realem zdobyli wszystko, ale mistrzostwa świata pozostaną zadrą na ich karierach.
Ich kariery klubowe świetnie znamy. Wiemy, co zrobił Lionel Messi dla Barcelony, a co zrobił Cristiano Ronaldo dla Realu. Zdominowali galę Złotej Piłki. Niektórzy czekają na ich przejście na emeryturę, aby móc myśleć o wygraniu tego plebiscytu. Żyjemy w czasach dwóch genialnych piłkarzy, ale nie da się uniknąć porównań do dawnych wyczynów na mundialach. Ich sława będzie ścierać się z legendą Pelego i Diego Maradony, bo ani Messi, ani Ronaldo nie sięgnęli po mistrzostwo świata.
Zabrakło niewiele
Obaj zaczynali swoją przygodę z mundialami od mistrzostw świata w 2006 roku w Niemczech. Portugalia i Argentyna wygrały swoje grupy. Ekipa Messiego zatrzymała się na Niemcach w ćwierćfinale, z którymi przegrała po karnych. Ronaldo i spółka przegrali w półfinale z Francją oraz w meczu o 3. miejsce z Niemcami. W 2010 roku Portugalia wyszła z grupy za Brazylią i odpadła w 1/8 finału z Hiszpanią, późniejszym mistrzem. Argentyna wygrała komplet meczów w fazie grupowej, potem nie dała szans Meksykowi, a dopiero w ćwierćfinale poniosła klęskę z Niemcami.

O mistrzostwach świata w 2014 roku Cristiano Ronaldo chciałby zapomnieć. Jego ekipie nie udało się wyjść z grupy, w której miała za przeciwników Ghanę, Niemcy i USA. Łomot w pierwszym spotkaniu od późniejszych triumfatorów sprawił, że Portugalia odpadła przez gorszy bilans bramkowy. Natomiast Argentyna wygrała wszystkie swoje mecze w fazie grupowej, ale wcale nie było o to łatwo. W każdym z meczów mocno musiał napracować się Lionel Messi, aby doprowadzić swoją reprezentację do awansu. Kosztowało go to aż tyle sił, że ostatni blask swojego geniuszu pokazał w dogrywce meczu 1/8 finału ze Szwajcarią, odnajdując swoim podaniem Angela Di Marię. W następnych meczach, łącznie z finałem, nie miał już takiego blasku jak w pierwszym etapie turnieju. Było tak blisko, a skończyło się na srebrnym medalu. I znowu ten niemiecki koszmar.
Sam meczu nie wygrasz
Pamiętamy dobrze, jak parę lat temu leciała w telewizji reklama z Kubą Błaszczykowskim, do którego Franciszek Smuda krzyczał: – Sam meczu nie wygrasz. W odpowiedzi było: – Wygram, wygram. Właśnie w ten sposób do pierwszego meczu podszedł Cristiano Ronaldo, który w pojedynkę próbował pokonać Hiszpanię. Genialny mecz piłkarza Realu zakończył się hattrickiem, ale ostatecznie Portugalia zremisowała 3:3. To miał być jego turniej. Następnie szybko ukąsił w meczu przeciwko Maroku (1:0), ale już w spotkaniu z Iranem zmarnował „jedenastkę” (1:1). W 1/8 finału czekał na niego Urugwaj, który wygrał wszystkie mecze w swojej grupie i nie stracił ani jednego gola.










