Na początku mało kto przewidywał, że drużyna Valencii będzie liczyła się w grze o najwyższe cele. Z pewnością jednak jeszcze mniej osób spodziewało się, że po 12 kolejkach La Liga będzie zajmować drugie miejsce, wyprzedzając o trzy punkty obie drużyny z Madrytu (notabene z jednym meczem więcej na koncie), tracąc cztery oczka do lidera. W futbolu jednak niemożliwe nie istnieje i aktualny układ tabeli ligi hiszpańskiej jest tego doskonałym przykładem.
Wynik powyższego starcia może mieć ogromny wpływ na dalszy etap rozgrywek. Wygrana Valencii zminimalizuje przewagę lidera, wygrana FC Barcelona umocni ją na prowadzeniu, co utrudni walkę o mistrzostwo również drużynom z trzeciego i czwartego miejsca.
Na Estadio Mestalla zmierzą się drużyny, które w obecnym sezonie nie zaznały smaku ligowej porażki. Obie są najskuteczniejszymi zespołami w La Liga dzięki zdobyciu odpowiednio 32 i 33 goli.
FC Barcelona
Zawsze większa presja w podobnych meczach ciąży przede wszystkim na liderze. Nie inaczej jest i w tym przypadku. Ewentualne zwycięstwo pozwoli powiększyć już i tak niemałą przewagę nad pozostałymi drużynami, natomiast porażka skurczy przewagę nad wiceliderem do raptem jednego punkta.
O tym, jak poważnie do tego meczu podchodzi trener Ernesto Valverde, niech świadczy fakt, iż w pierwszym składzie na mecz Ligi Mistrzów na mecz z Juventusem nie pojawił się Lionel Messi. Wszedł dopiero w 56. minucie. Do tej pory Argentyńczyk rozegrał wszystkie mecze w sezonie, grając w pełnym wymiarze czasu gry. Zostawiając na ławce zawodnika, na którym obecnie opiera się cała gra zespółu, trener dał wyraźnie do zrozumienia, iż priorytetem dla niego jest osiągnięcie korzystnego wyniku w Walencji. Dodatkowym motywatorem może okazać się ostateczne przedłużenie kontraktu przez Argentyńczyka, który związał się z Barceloną do 2021 roku. Dotychczasowa umowa wygasała w czerwcu przyszłego roku, stąd wielu kibiców, a nawet piłkarzy mogło odczuwać niepokój. Obecnie sytuacja została już wyjaśniona.
Istotnym zmartwieniem dla szkoleniowca są braki kadrowe na środku obrony. Javier Mascherano leczy kontuzję, Gerard Pique pauzuje za kartki, wobec tego jedynym zdolnym do gry obrońcą grającym dotychczas regularnie pozostaje Samuel Umtiti. Partnerować mogą mu z pierwszego zespołu Sergio Busquets lub Thomas Vermaelen. Ten pierwszy bardziej przyda się jednak w linii defensywnej pomocy, do wyboru pozostaje jedynie Belg. Takie rozwiązanie jest bardzo ryzykowne z kilku powodów. 32-latek bardzo często łapie kontuzje, zagadką pozostaje jego dyspozycja, ponieważ w tym sezonie zagrał jedynie w pucharowym meczu przeciwko Realowi Murcia. Ponadto nigdy nie występował na środku obrony w duecie z Francuzem, stąd kolejną niewiadomą pozostaje, jak układać się będzie współpraca między dwoma defensorami.
Mimo wszystko jak do tej pory Barcelona zdobyła najwięcej bramek i dodatkowo zachwyca skuteczną grą w obronie (cztery bramki na minusie), co pozostaje w znacznej mierze zasługą wspaniałej gry golkipera. Marc Andre ter Stegen w tym sezonie broni fenomenalnie i udowadnia, że jest jednym z najlepszych bramkarzy na świecie. Osiem czystych kont jest poważnym argumentem za tym, by uznać, że ostateczna szala zwycięstwa przechyli się na korzyść „Blaugrany”











