Jeszcze kilka lat temu Martin Kobylański nie miał łatwego czasu w karierze. Totalnie nie udał mu się transfer do Lechii Gdańsk, przez co szybko musiał wracać na niemieckie boiska. Tam odnalazł swoje miejsce na poziomie trzecioligowym, który z czasem zaczął przerastać. Miniony sezon w barwach Eintrachtu był dotychczas jego najlepszym i to głównie dzięki niemu klub z Brunszwiku wrócił do 2. Bundesligi.
Nie umilkły w pełni echa świetnego występu Martina Kobylańskiego w DFB Pokal. Trzy bramki i wyeliminowanie Herthy Berlin sprawiło, że wielu polskich kibiców przypomniało sobie o jego istnieniu. Właśnie wśród tej większości, niemającej dokładnego pojęcia, jak przebiegała kariera 26-latka w ostatnich sezonach, można było zauważyć duże braki w wiedzy. Byli tacy, którzy deprecjonowali ten świetny występ, uważając, iż to tylko jednorazowy wyskok. To oczywiście kompletnie mijało z prawdą. Kobylański przecież w ostatnich latach bardzo dobrze radził sobie na trzecioligowych boiskach i na niedawny awans do 2. Bundesligi w pełni zasłużył.
Powrót na niemieckie boiska
Gdy na początku 2016 roku Martin Kobylański podpisywał kontrakt z Lechią Gdańsk, nic nie wskazywało, że dosyć szybko będzie mu dane wrócić na niemieckie boiska. Stracony rok w gdańskim klubie zmusił wychowanka Energie Cottbus do szybkiej reakcji w celu ratowania kariery. Wtedy właśnie został wypożyczony do Preusser Münster, występującego na trzecim poziomie rozgrywkowym. Gdy ktokolwiek pytał potem Martina, co się stało, że nie poszło mu totalnie w polskiej ekstraklasie, starał się zawsze nie wchodzić zbytnio w szczegóły.
Cieszę się, że wróciłem z Polski do Niemiec i mogłem się odbudować. Przez dwa sezony byłem zawodnikiem Lechii Gdańsk, ale nie miałem możliwości wykazania się. O Lechii nie chciałbym zresztą za dużo mówić, a jak najszybciej o tamtym okresie zapomnieć. Najważniejsze jest to, co tu i teraz. fragment wywiadu dla Łączy Nas Piłka
Wystarczyło półroczne wypożyczenie, by Preusser zdecydowało się ściągnąć do siebie polskiego zawodnika na stałe. Kobylański dosyć szybko stał się jednym z najważniejszych graczy w zespole. Można rzec, że jego bramki i asysty były momentami warte podwójnie. Wszystko przez to, że klub z Nadrenii Północnej-Westfalii sytuował się głównie w drugiej części tabeli. W trzecim sezonie dopiero sytuacja ta uległa zmianie i momentami można było go widzieć na wysokiej lokacie, niedającej jednak oczywiście nadziei na walkę o awans.
Wspominałem o jego skuteczności, więc wypada spojrzeć, jak to dokładnie wyglądało.

Można narzekać, że jest to przecież tylko trzecia liga niemiecka, ale mimo to trzeba mieć odpowiednie umiejętności, by takie liczby wykręcać. Ba, warto tu też docenić regularność, dzięki której Martin Kobylański cały czas się rozwijał piłkarsko.









