Ponad rok temu, na początku stycznia, Brazylijczyk dołączył do klubu z Camp Nou za łączną kwotę wynoszącą 160 milionów euro. Starania włodarzy „Barcy” o ofensywnego pomocnika trwały bardzo długo, a spirala wiadomości w mediach zdawała się nie mieć końca. Piłkarz pochodzący z Rio de Janeiro trafił do hiszpańskiego klubu, w którym to miał zastąpić Andresa Iniestę.
Jak pokazuje dobitnie obecna kampania, wejście w buty hiszpańskiego maestro to dla „Cou” zbyt duże wyzwanie. Na słabszą dyspozycję, a w zasadzie jej brak, składa się szereg czynników, którym przyjrzymy się poniżej.
Trudy sezonu
Gdy porówna się statystyki ofensywnego pomocnika tego sezonu z poprzednim, widać, że są zatrważające. Po pierwsze, tyle bramek i asyst, ile obecnie Coutinho zdobył w 33 kolejkach, w ubiegłej kampanii „wyprodukował”, potrzebując na to o połowę spotkań mniej. Patrząc na liczbę okazji, które wypracowywał dla kolegów, również widnieją proporcje w skali 2:1. Przed rokiem 0,32 okazji na mecz, w tym 0,17. Co więcej, w swoich pierwszych rozgrywkach w La Liga udział przy bramce miał co 90 minut, dziś potrzebuje na to 163.
Patrząc globalnie wstecz, to sezon 2017/2018 był dla byłego piłkarza „The Reds” bardzo udany, gdyż w 42 spotkaniach zdobył 22 bramki i zanotował czternaście asyst. Dziś „Czarodziej” zatracił swoją magię, a w drużynie z Katalonii rośnie frustracja, w szczególności w klubowych gabinetach. Oliwy do ognia dolewa agent piłkarza, który już w zimowym okienku próbował znaleźć mu nowe miejsce. Co było problemem, że plany te spaliły na panewce? Odpowiedź jest prosta: cena.
Brak magii
Gracza pochodzącego ze stolicy Brazylii kojarzą zapewne fani futbolu na całym świecie. Problemem jest jednak fakt, że dobrze znają go także rywale, dla których styl gry atakującego FCB stał się czytelny aż do bólu. Zejście do środka i próba oddania strzału, a gdy to się nie uda, partnerzy na podanie muszą poczekać znaczącą chwilę. Jak wiadomo, w stylu hiszpańskiego klubu, w którym rządzą podania po ziemi i szybka wymiana piłek, nie jest skłanianie rywala do biegania za futbolówką.
W ostatnich miesiącach było kilka występów, w których zawodnik swoimi decyzjami na murawie irytował kibiców. Pierwszy przykład to mecz Pucharu Króla z Levante, w którym to „Cou” zanotował aż siedemnaście strat piłki, a fani zarzucili mu brak zaangażowania. W starciu z Getafe nie wytrzymała już głowa piłkarza, który szykując się do wejścia z ławki, opóźniał przeprowadzenie zmiany, ślamazarnie się przebierając. Czarę goryczy przelało ostatnie „El Clasico”, w którym piłkarz z kraju kawy został zmieniony w 63. minucie, a na murawie nie zrobił niczego produktywnego.
Niewykorzystana szansa
Swoje notowania Coutinho mógł poprawić, gdy kontuzję leczył jego rywal do gry, Ousmane Dembele. Francuz sprawiał ponadto problemy dyscyplinarne, a lepiej niż na boisku sprawował się w wirtualnym świecie gier komputerowych. Brazylijczyk nie wykorzystał jednak swojej szansy, a francuski pomocnik wyraźnie odżył i swoimi bramkami zaczął przesądzać o losach ważnych meczów. Gole dużej wagi zdobywał przeciwko rywalom z: Valladoid, Sociedad i Madrytu.











