Gospodarze nie dali najmniejszych szans swoim rywalom i dzięki wygranej awansowali na czwartą lokatę w tabeli. Podopieczni Manuela Pellegriniego kompletnie zdominowali Valencię i ten wynik to najniższy wymiar kary, jaki mógł spotkać przyjezdnych.

Spotkanie na La Rosaleda zapowiadało się niezwykle ciekawie, wszak spotkały się dwie drużyny, które poprzedni sezon zakończyły w czołówce tabeli La Liga, a teraz znakomicie radzą sobie w Lidze Mistrzów. Obie mają jednak poważny problem, bo nie potrafią połączyć świetnej gry w europejskich pucharach z grą w Primera Division, przez co tracą nieco do prowadzących zespołów. Stawka meczu jest niezwykle wysoka, bo zwycięzca awansuje na czwarte miejsce, które daje udział w eliminacjach Champions League.
Widowisko rozpoczęło się od minuty ciszy, którą uczczono śmierć byłego piłkarza, a następnie trenera gospodarzy. Od pierwszego gwizdka groźnie ruszyła Malaga, sprawiając sporo trudności zespołowi „Nietoperzy”. W 3. minucie uderzał Weligton, ale jego strzał po rykoszecie przeleciał nad poprzeczką bramki strzeżonej przez Diego Alvesa.
Pięć minut później Andaluzyjczycy byli już jednak skuteczniejsi i objęli prowadzenie. Piłkę z lewej strony dośrodkował Eliseu, a Portillo pięknym strzałem pokonał Brazylijskiego bramkarza. W tej sytuacji nie popisała się defensywa „Los Che”, bo gracz Malagi miał bardzo dużo miejsca i czasu, a oddawał swoją próbę, będąc już w polu karnym. W 19. minucie po raz kolejny błysnął Eliseu, który znakomicie przyjął efektowne podanie od Isco, wbiegł w pole karne, ale jego strzał został zablokowany przez Ramiego. Piłkarze z Andaluzji reklamowali zagranie ręką Francuza, ale sędzia Muniz Fernandez nie dopatrzył się takiego zachowania i powtórki wskazują, że nie popełnił raczej błędu. Po chwili po raz kolejny miejscowi wyszli z akcją, ale próba dośrodkowania Isco została zablokowana.
Gospodarze grali znakomicie, przez dłuższy moment przyjezdni mieli nawet problem, aby wyjść z własnej połowy, nie mówiąc już o stworzeniu jakiejkolwiek akcji podbramkowej. W 34. minucie podopieczni Manuela Pellegriniego mogli i powinni wyjść na prowadzenie, ale Javier Saviola nie wykorzystał sytuacji sam na sam z bramkarzem, posyłając piłkę nad poprzeczką. Po chwili miejscowi stworzyli sobie co najmniej tak samo groźną okazję, ale Joaquain, znajdując się sam na piątym metrze, nie trafił w piłkę i na stadionie rozległ się tylko jęk zawodu. W 38. minucie przyjezdni oddali pierwszy strzał, ale trudno powiedzieć coś dobrego o próbie Tino Costy, bo jego trafienie znacznie minęło prawy słupek.
W 42. minucie gospodarze po raz kolejny stanęli przed znakomitą sytuacją, ale tym razem kunsztem popisał się Diego Alves, który wybronił sytuację sam na sam. Do końca pierwszej połowy gospodarze nie rezygnowali z próby podwyższenia rezultatu, ale ta sztuka już im się nie udała. Miejscowi byli drużyną zdecydowanie lepszą i po pierwszej połowie prowadzili jak najbardziej zasłużenie.











