Jeśli ktoś zastanawiał się, czy warto rzucić okiem w tym sezonie w kierunku Premier League, mecz o Superpuchar Europy na pewno dał mu odpowiedź. Po fenomenalnym spotkaniu, dogrywce i konkursie „jedenastek” angielską rywalizację w Europie wygrał Liverpool.
Mecz w Stambule zainaugurował poważne granie w sezonie 2019/2020. Zdobywca Ligi Mistrzów stanął w szranki z triumfatorem Ligi Europy o pierwszy puchar w nowej kampanii. Naprzeciw siebie stanęły drużyny Liverpoolu oraz Chelsea. Potężny projekt, który w mieście Beatlesów stworzył Juergen Klopp, musiał stawić czoła „The Blues” prowadzonym przez niedoświadczonego Franka Lamparda.
Spotkanie między angielskimi ekipami przeszło do historii, jeszcze zanim wybrzmiał pierwszy gwizdek sędziego. Właśnie obsada sędziowska tego starcia była jednym z głównych tematów rozmów w ostatnim tygodniu. Po raz pierwszy w historii męskich rozgrywek UEFA finał poprowadziła kobieta, Stephanie Frappart.
Deszcz adekwatny do chmury
Stambuł znów mógł zobaczyć kawał dobrego futbolu w meczu z udziałem Liverpoolu. Spotkanie rozpoczęło się w iście staroangielskim stylu. Piłka często szybowała w powietrzu, rzucana z jednej strony na drugą przez graczy obu ekip. Przeważały pojedynki główkowe i siłowe próby zaskarbienia sobie jak największej boiskowej przestrzeni. Gdy w końcu udało się sprowadzić piłkę na ziemię, do ostrego pressingu przeszła drużyna Juergena Kloppa. Zainspirowany ligowym meczem Chelsea z Manchesterem United niemiecki szkoleniowiec nakazał swoim zawodnikom wychodzić jak najdalej od własnej bramki. Bywały momenty, że na połowie „The Reds” zostawał jedynie Adrian.
Pierwsza zaatakować spróbowała jednak Chelsea. MVP pierwszej połowy, Christian Pulisic, nie zdołał jednak uwolnić się spod opieki obrońcy. W odpowiedzi Sadio Mane chwilę później zdecydował się na strzał przewrotką, który jednak został zablokowany przez Christensena.
Następne kilkanaście minut przebiegało pod dyktando Liverpoolu. Gracze „The Reds” częściej próbowali sforsować obronę rywali, niestety najczęściej z mizernym skutkiem. Najbliżej był Mohamed Salah, gdy urwał się Emersonowi i strzałem w długi róg próbował zaskoczyć Kepę. Hiszpan stojący w bramce londyńskiego klubu wykazał się nie lada refleksem, czym utrzymał remisowy stan gry.
Ataki sunęły tak w jedną, jak i w drugą stronę. Piłka przemieszczała się po boisku w szybkim tempie i równie szybko była wybijana przez obrońców. Kilkukrotnie gracze Chelsea próbowali zniknąć gdzieś z radaru obrońców rywali, lecz Robertson i Gómez czujnie pilnowali swoich stref boiska.
Najbardziej dogodną okazję dla podopiecznych Franka Lamparda sprezentował Joel Matip. Nieudane wybicie piłki spod własnego pola karnego poskutkowało atomowym strzałem Pedro. Na szczęście dla obrońcy, tymczasowy podstawowy bramkarz Liverpoolu, Adrian, zdołał odpowiednio szybko wyciągnąć rękę i sparować uderzenie na poprzeczkę. „The Blues” zrozumieli, że mogą przejąć inicjatywę. Rozochocony Olivier Giroud spróbował odpowiedzieć na przewrotkę Mane, ale i jego próba spełzła na niczym i strzał minął bramkę Adriana.











