W ostatnich miesiącach zwycięstwa i dobra forma Villarrealu stały się niemal równie powszechne, co śnieg w grudniu. Rywal „Żółtej Łodzi Podwodnej” z ostatniego spotkania, Levante, postarał się jednak o odrobinę lata w środku zimy, sprawiając ogromną niespodziankę na El Madrigal. Po golu Valdo przyjezdni z Walencji wywieźli z Villarrealu trzy punkty.
W pierwszych minutach Villarreal osiągnął lekką przewagę, jednak mimo sporej ruchliwości, jaką wykazywali się zawodnicy w żółtych trykotach, nie potrafili oni doprowadzić do klarownej sytuacji. Levante nie starało się nawet grać w sposób równie zorganizowany i wyrafinowany (bo na dobrą sprawę nie potrafią), co nie przeszkadzało im w tworzeniu groźniejszych od gospodarzy sytuacji, takiej jak ta z 13. minuty, kiedy to po dośrodkowaniu Valdo do piłki dopadł Xavi Torres, ale jego strzał okazał się niecelny. W 19. minucie goście byli bardzo blisko objęcia prowadzenia: po rzucie wolnym, wykonywanym z około 40. metra przez Xaviego Torresa, w dogodnej sytuacji znalazł się Juanfran, jednak jego strzał głową obronił Diego Lopez. Sytuacja ta pokazała, że Levante nie będzie się tylko biernie przyglądać poczynaniom podopiecznych Garrido. Trzy minuty później mocnym strzałem z dystansu po minięciu Pallardo popisał się Rossi, jednak piłka nieznacznie minęła poprzeczkę bramki przyjezdnych. Villarreal zatem nadal pozostawał nieskuteczny. Goście wysyłali „Żółtej Łodzi Podwodnej” kolejne ostrzeżenia: raz Stuani trafił w słupek, raz Javi Venta trafił do siatki, ale w obydwu przypadkach sędziowie dopatrzyli się spalonego. Nie dało się jednak ukryć, że defensywa gospodarzy nie była w tym spotkaniu monolitem.

Kolejnym dowodem podpierającym powyższą tezę była sytuacja z 30. minuty, kiedy to dośrodkowanie Venty z prawej strony, po rykoszecie od Marcheny, niemal nie wpadło do bramki Lopeza. W kolejnej akcji, tym razem pod bramką gości, na strzał zdecydował się Cani, jednak Munua zdołał chwycić piłkę zmierzającą do siatki. Po chwili uderzeniem z rzutu wolnego próbował go zaskoczyć Borja Valero, ale i tym razem golkiper przyjezdnych był górą. Levante w dalszym ciągu straszyło zgromadzonych na El Madrigal kibiców, tym razem po strzale z dystansu Juanfrana i rykoszecie piłka o centymetry minęła słupek. Po początkowej przewadze gospodarzy, w drugiej części pierwszej odsłony to przyjezdni z Walencji wypracowywali groźniejsze akcje, a szczególnie dobrze prezentowali się skrzydłowi – Juanfran i Venta. Bardzo blisko otwarcia wyniku, w 40. minucie, był duet Borja – Rossi, który po świetnej wymianie piłek przedarł się pod samą bramkę Munui. Łysy pomocnik gospodarzy, zamiast strzelać w dogodnej sytuacji, wybrał jednak odegranie do Rossiego, który był zbyt daleko od piłki. Po chwili Włoch ładnym wolejem zamknął dośrodkowanie Nilmara, jednak piłkę kapitalnie na rzut rożny wyekspediował Munua. W ostatnich minutach podopieczni Carlosa Garrido zamknęli gości na ich własnej połowie, a momentami wręcz w obrębie „szesnastki”, ale nie udokumentowali tej przewagi ani strzałem, ani tym bardziej golem.











