Co musi zrobić Bartosz Nowak, żeby uzyskać powołanie od Jana Urbana? Chyba tylko cofnąć licznik, zaopatrzeć się w lewe papiery, pójść do urzędu i stanowczo powiedzieć pani z okienka: mam tylko 25 lat! Następnie wywalczyć transfer za granicę – po szwindlu w papierach powinno być łatwiej. Albo nie! Nie trzeba nawet za granicę. Wystarczy Widzew Łódź, z polskiego Manchesteru trochę łatwiej o wejściówkę do kadry. Innej drogi chyba nie ma. Bartosz Nowak przedłożył już wszystkie możliwe sportowe i legalne argumenty „za” powołaniem go do kadry.
Bartosz Nowak cokolwiek by nie zrobił, powołania nie dostanie. Jan Urban „obrazem”
Tu jest jak w powiedzeniu – gadał dziad do obrazu, a obraz ni razu. Bartosz Nowak wyróżnia się na tle Ekstraklasy, pokazuje, że jest dużo lepszym piłkarzem. Pracowitym, piekielnie skutecznym, głównym bohaterem tej obecnej, ekstraklasowej Gieksy. Graczem, do którego kibice katowickiego zespołu będą wracać wspomnieniami i za 10 czy 15 lat opowiadać: to był dopiero kozak! Na boisku regularnie demonstruje zaangażowanie, wysokiej klasy technikę i skuteczność. Ale Jan Urban – czyli obraz z kultowego powiedzonka – nie odpowiada. Można się starać, dwoić, troić, strzelać hat-tricki, asystować, ratować kibicom punktacje w Fantasy Ekstraklasie – Urban i tak weźmie Świderskiego.
I tu na chwilę się zatrzymajmy. Bo powołanie otrzymał Karol Świderski. Nie chcę deprecjonować jego kariery, całkiem okazałego CV i goli, które dla biało-czerwonych strzelił – nikt tego nie będzie kwestionował.
Karol Świderski, według niedawnych wypowiedzi Jana Urbana, jest nominalną dziesiątką. Diagnoza selekcjonera urosła do rangi dogmatu na tyle, że w grafice z powołaniami zaprezentowanej przez konto PZPN-u w mediach społecznościowych napastnik Widzewa pierwszy raz widnieje w kategorii „pomocnicy”. Czekamy na aktualizacje w Football Managerze, aż researcherzy zmienią pozycję 29-latka, czekamy na zmiany na Transfermarkcie i 90minut. Pomijając absurd tejże diagnozy, bo przecież Świderski całe życie gra jako wysunięty napastnik, Jan Urban trochę się z nią wkopał. Daje ona przyzwolenie kibicom i dziennikarzom na obiektywne porównanie powołanego Świderskiego i niepowołanego Nowaka. I oj, to zestawienie w żaden sposób nie sprzyja legitymizacji ruchów personalnych selekcjonera.
Bartosz Nowak czy Karol Świderski? Najprostszy wybór w historii wyborów
Bo żeby dostrzec różnicę w jakości pomiędzy Bartoszem Nowakiem a Karolem Świderskim, nie trzeba zjeść zębów na analizie piłkarskiej. Wystarczą oczy i podstawowa umiejętność wyciągania wniosków. Świderski-napastnik jeszcze się jako tako bronił, bo na tej pozycji, nie oszukujmy się, zmagamy się z kryzysem, ale Świderski-dziesiątka już kompletnie nie ma racji bytu, mając w zanadrzu Bartosza Nowaka.
Można przytoczyć statystyki, praktycznie w każdej górą będzie Bartosz Nowak. Łatwiej będzie sięgnąć do dość świeżego przykładu, czyli meczu GKS-u Katowice z Widzewem Łódź z ostatniej kolejki PKO BP Ekstraklasy. Ofensywny pomocnik rozkręcał się powoli. Zaczął skromnie, od gola na pustą bramkę, dobitka otwierająca wynik meczu. W 59. minucie bramka numer dwa. Nowak przyjmuje piłkę, układa ją do strzału, ze stoickim spokojem, pewnością siebie i piłkarską gracją strzela gola przy prawym słupku. Futbolówka na drodze do bramki mogła odbić się o co najmniej kilku graczy Widzewa – tak się jednak nie stało.
Mija kilka minut. Gniazdowy Gieksy inicjuje przyśpiewkę „zaśpiewaj pieśń i poczuj zew”. Gdy człowiek tego słucha, gęsia skórka pojawia się niemal automatycznie. W akompaniamencie pełnego pasji śpiewu kibiców katowickiego zespołu Bartosz Nowak wykorzystuje chaos w polu karnym i znów dobija. 33-latek jest przerażająco wręcz pazerny na gole. Gdy mówimy o piłkarzu, który najbardziej chce strzelać gole, ma instynkt, najlepiej wie, gdzie pojawić się, żeby futbolówkę między dwa słupki zmieścić – z całej Ekstraklasy będzie to Bartosz Nowak. Za cechami wolicjonalnymi idzie też piłkarska jakość, technika, użyteczność w rozegraniu. Taki Ilia Szkurin może być zachwycony, mając za plecami tak kreatywnego gracza.
Dlaczego Karol Świderski?
Ale to za mało, Bartosz Nowak powołania nie dostanie, bo Karol Świderski… No właśnie, panie selekcjonerze, właściwie, bo co?
Karol oddaje wszystko na boisku, zarówno w ofensywie, jak i defensywie. Jest wielkim pracusiem i zawodnikiem, którego każdy trener szanuje za zaangażowanie oraz pracę na rzecz zespołu argumentuje wybór Świderskiego Jan Urban
W skrócie: bo jajco – odpowiada nam selekcjoner.
Nie będę kwestionować pracowitości Karola Świderskiego, bo nie w tym rzecz. Jest to napastnik, który faktycznie daje bardzo dużo drużynie, gdy trzeba, potrafi wrócić do defensywy, rozegrać piłkę. Jest jednym z jaśniejszych punktów obecnego Widzewa. Ale to nie jest poziom reprezentacji. I nie jest to poziom Bartosza Nowaka, który po 13 kolejkach jest liderem klasyfikacji kanadyjskiej z 15 punktami (7 goli + 8 asyst). Za nim Pablo Rodriguez, Patrik Walemark czy Piotr Samiec-Talar (którego to powołanie też by nikomu nie zaszkodziło).
Dlaczego nie Bartosz Nowak?
To, że Bartek wyróżnia się w naszej Ekstraklasie, w tamtym sezonie został piłkarzem sezonu… Brawo, ale to nie świadczy o tym, że dostaniesz się do reprezentacji. Bo na tym twoim miejscu jest ktoś, kto jest naprawdę mocny. Albo wejdziesz za kogoś, kto mimo tego, że nie jest tak dobry jak ty, to jednak dostaje swoją szansę, bo może dostać się do reprezentacji na wiele lat próbuje przekonać nas Jan Urban
Jan Urban w swojej wypowiedzi, która miała przekonać nas co do braku powołania dla Bartosza Nowaka, posłużył się argumentami za powołaniem Bartosza Nowaka. Kurtyna.
Jeszcze jedno – argumentum ad aetatem też niezbyt przekonuje. 32-letni Joselu mógł zadebiutować w reprezentacji Hiszpanii po powołaniu od Luisa de la Fuente. Zagrał świetny sezon w barwach Espanyolu. Zresztą z marszu w narodowych barwach ustrzelił dublet. Füllkrug zadebiutował w reprezentacji Niemiec w wieku 29 lat. Też młodzieńcem już nie był. I choć wiadomo, to już nie te same Niemcy co kiedyś, obecny snajper Werderu Brema naszym zachodnim sąsiadom nie zaszkodził.
Ktoś powie: lodu, gdzie Rzym, gdzie Krym, gdzie Joselu z Füllkrugiem, gdzie Nowak. Oczywiście, skala zupełnie inna, ale schemat identyczny – w lidze pojawia się piłkarz, któremu bliżej niż dalej do piłkarskiej emerytury, gra świetnie, broni się kapitalnymi liczbami – dostaje powołanie.
Młode pokolenie kadrowiczów trzeba ogrywać, stawiać na organiczny rozwój reprezentacji, ale to nie może odbywać się kosztem wyniku sportowego i zdrowego rozsądku, a ten mówi jasno – w reprezentacji grają najlepsi piłkarze z danego kraju. Panie selekcjonerze, przestańmy udawać, że Bartosza Nowaka w tej grupie nie ma.











