Niemoc trenera Piotra Stokowca w starciach z Zagłębiem Lubin przełamana. Lechia Gdańsk w końcu zdołała wygrać z nim w lidze i nadal śmiało może marzyć o skończeniu sezonu na podium. Całkowicie odmienne nastroje po tym meczu będą w Lubinie, gdyż podopieczni Martina Seveli przegrali po raz trzeci z rzędu. Tego wieczoru jednak trudno było im się przebić przez gdańską defensywę.
Świąteczną 23. kolejkę ekstraklasy kończyliśmy w Gdańsku, gdzie Lechia podejmowała Zagłębie Lubin. To jest zawsze ważne starcie dla trenera Piotra Stokowca, zważając na jego dobrą przeszłość, gdy prowadził drużynę „Miedziowych”. Odkąd jednak jest w Lechii, to w rozgrywkach ligowych ani razu nie zdołał pokonać swojego byłego zespołu, a najczęściej w tych starciach padał remis – aż pięciokrotnie.
W tym spotkaniu remis nie urządzał żadnej z drużyn. Stawką była walka o ligowe podium, a w lepszej sytuacji była zajmująca przed tą kolejką 4. miejsce Lechia. Drużyna trenera Martina Seveli jednak nie mogła sobie pozwolić na brak zwycięstwa. Ostatnie dwa przegrane spotkania, odpowiednio 0:2 z Górnikiem i 0:4 z Legią, sprawiły, że czołówka zaczęła odjeżdżać. Trzecia poraża z rzędu praktycznie zamknęłaby szanse Zagłębia na walkę o podium.
Wielki powrót do podstawowego składu
W obu drużynach ujrzeliśmy kilka roszad. Trener gości dosyć słusznie postanowił posadzić na ławce niespisującego się dobrze w defensywie Djordje Crnomarkovicia. To też miało wzmocnić tyły Zagłębia, szczególnie po wspomnianym blamażu z Legią.
Na wielką uwagę zasługiwały za to decyzje trenera Piotra Stokowca. Nie chodziło jednak o wystawienie Tomasza Makowskiego, który zastąpił mającego ostatnio drobne problemy zdrowotne Jarosława Kubickiego. Otóż po raz pierwszy od 19 lipca 2020 roku w podstawowym składzie na mecz ligowy znalazło się miejsce dla Żarko Udovicicia. Serb być może już po sezonie zakończy swój pobyt w Gdańsku, ale w ostatnich tygodniach jego notowania poszły nieco do góry, czego dowodem była właśnie ta otrzymana szansa.
Pierwsza połowa obfita w bramki i śnieg
Z większym animuszem spotkanie rozpoczęła Lechia. Dużo jej ataków szło lewą stroną, jednak dośrodkowania nie dochodziły do celu. Po kilku minutach lechiści postanowili poprowadzić grę prawym skrzydłem i to przyniosło bardzo szybkie otwarcie wyniku. Świetnie akcję do środka ściął Łukasz Zwoliński i dokładnym uderzeniem zza pola karnego nie dał szans Hładunowi. Wystawianie go na skrzydle w końcu przyniosło efekty.











