
Napastnik od wykończenia w polu karnym, który po kryzysie w rodzinnej Pogoni odbudował się w chorwackiej Goricy.
Urodził się 24 lutego 1993 roku w Szczecinie. Jako siedmiolatka rodzice zaprowadzili go na pierwszy trening do Pogoni Szczecin, ale klub nie miał jeszcze grupy rocznika 1993 i chłopiec trenował ze starszymi. Po kilku tygodniach przeszedł do Arkonii Szczecin, gdzie jego rocznik prowadził Włodzimierz Obst. Dzieci grały tam głównie na piaszczystych boiskach w Lasku Arkońskim, a trener uczył, że piłka ma przede wszystkim sprawiać radość.
Jako dziewięciolatek trafił do Stali Szczecin i klasy sportowej Ryszarda Reczki w Szkole Podstawowej nr 11. Treningi zaczynały się zwykle rano, najczęściej na żużlowym boisku przy ul. Bandurskiego. Trenował też pływanie, a w czwartej klasie musiał wybrać jedną dyscyplinę. Ojciec przyszedł na rozmowę z trenerem piłkarskim, matka z trenerką pływania. Dzień wcześniej ojciec kupił mu nowe korki i piłkę, więc wybrał futbol.
W gimnazjum przez dwa lata grał w Chemiku Police, dokąd Mirosław Masicz ściągnął najlepszych piłkarzy rocznika 1993 z województwa. Nie uchodził tam za wielki talent, a gdy drużyna zdobyła medal mistrzostw Polski makroregionów, leczył kontuzję stopy. Odszedł z drużyny podzielonej na miejscowych i przyjezdnych, gdy Reczka, już jako trener w Pogoni, ściągnął go z powrotem.
W Pogoni pracował z Maciejem Mateńką. Młody napastnik mocno przeżywał zmarnowane sytuacje i trener pracował z nim nad tym. W rezerwach Pogoni jako 17- i 18-latek strzelał gol za golem. W teście sprawności SPARQ w ramach programu Nike The Chance, sprawdzającym wyskok, sprint i zwinność, uzyskał najlepszy wynik w Polsce spośród ponad 700 młodych piłkarzy.
Wiosną 2012 roku był już w kadrze pierwszego zespołu Pogoni, która wywalczyła awans do Ekstraklasy. Sam przyznawał później, że grał wtedy niewiele. Wiosną 2013 roku został wypożyczony do Arki Gdynia. Przez kilka tygodni trener Paweł Sikora się do niego nie odzywał, a kibice wyzywali go od „paprykarzy”. Zwoliński wspominał, że w Gdyni nauczył się przynajmniej samodzielnego życia.
Po powrocie usłyszał od trenera Dariusza Wdowczyka, że w Pogoni nie ma szans. Trafił na wypożyczenie do I-ligowego Górnika Łęczna, który chciał Juliena Tadrowskiego, a jego wziął „na doczepkę”. Na początku mieszkał na wjeździe do Łęcznej, przy polach kukurydzy, i na treningi dojeżdżał PKS-em. Przekonał do siebie trenera i jesienią 2013 roku był najskuteczniejszym strzelcem zespołu. W meczu z GKS-em Katowice strzelił gola i skręcił kostkę, a Maciej Stolarczyk, który przyjechał z Pogoni go obejrzeć, dotarł na stadion już po bramce. W 2014 roku awansował z Górnikiem do Ekstraklasy.
Latem 2014 roku trenował już z Górnikiem przed nowym sezonem, gdy Pogoń pilnie go ściągnęła, bo zanosiło się na sprzedaż Marcina Robaka do Chin. Na zgrupowanie Pogoni dojechał pociągiem, w dresie Górnika. Sezon 2014/15 był jego pierwszym pełnym w Ekstraklasie i zrobił z niego ulubieńca Szczecina. W kwietniu 2015 roku grał w masce ochronnej po urazie twarzy. W meczu z Górnikiem Zabrze strzelił gola głową, wyjął zza bramki pelerynę i cieszył się jak Zorro. Tak nazywano go potem do końca sezonu. Za kwiecień 2015 roku został wybrany piłkarzem miesiąca Ekstraklasy.
Czesław Michniewicz i Marcin Węglewski zostawali z nim po treningach, by ćwiczyć zachowania pod konkretnych obrońców najbliższego rywala. Razem z Michniewiczem oglądał nagrania Roberta Lewandowskiego, Gonzalo Higuaína, Davida Villi i Pierre-Emericka Aubameyanga. Latem 2015 roku interesował się nim Bursaspor, ale do transferu nie doszło. Zwoliński słyszał wtedy, że jest blisko powołania do reprezentacji, i nie chciał się skupiać na zmianie klubu.
Do grudnia 2015 roku dokuczał mu uraz z czasów gry w Łęcznej i grał na tabletkach przeciwbólowych. 23 kwietnia 2016 roku strzałem głową dał Pogoni zwycięstwo 1:0 nad Lechem Poznań, pierwsze w historii klubu w grupie mistrzowskiej.
Potem przestał trafiać i przez dwa kolejne sezony gole zdarzały mu się rzadko. Część kibiców Pogoni gwizdała na niego, gdy wchodził na boisko. Gwizdy usłyszał nawet po strzelonym golu i zapamiętał to jako pierwszą sytuację, która naprawdę go zabolała.
Wiosną 2017 roku poszedł na wypożyczenie do Śląska Wrocław. Był już w drodze do Wrocławia, gdy dodzwonił się do niego Michał Probierz i namawiał go na Jagiellonię Białystok. Zwoliński nie zmienił decyzji, bo nie chciał się wycofywać z ustaleń. W Śląsku nie strzelił gola, a Jan Urban posadził go na ławce. Później, już w Pogoni prowadzonej przez Macieja Skorżę, kibice skrytykowali jego zdjęcie z wyjazdu na żużel do Gorzowa po przegranym meczu. Skorża kazał mu wtedy zawiesić Instagram, z czym Zwoliński się nie zgadzał. Swój kryzys tłumaczył później tym, że w Szczecinie „chciał aż za bardzo”: na trybunach siedzieli znajomi i rodzina, ludzie, z którymi się wychowywał. Pracował z trenerką mentalną, która uczyła go stawiać sobie małe cele i nie rozpamiętywać zmarnowanej sytuacji.
W maju 2018 roku Stolarczyk, Dariusz Adamczuk i Kosta Runjaić powiedzieli mu wprost, że numerem jeden w ataku będzie Adam Buksa, a klub chce sprowadzić kolejnych napastników. Runjaić przekonywał go, że ma wykończenie i grę tyłem do bramki, a „głupia zmiana powietrza” może wszystko zmienić. Zwoliński odszedł z Pogoni.
W czerwcu 2018 roku podpisał kontrakt z HNK Gorica, beniaminkiem chorwackiej ekstraklasy z Velikiej Goricy pod Zagrzebiem. W pierwszych dniach trener Sergej Jakirović zaprosił go do swojego stolika w klubowej kawiarni i zamówił piwo. Zwoliński podejrzewał pułapkę, dopóki nie zobaczył, że koledzy z drużyny też biorą po piwie. W Chorwacji, jak mówił, nauczył się cieszyć tym, co „tu i teraz”. Grał pełne mecze i został wicekapitanem.
Wyjazd do Chorwacji odmienił jego karierę. W sezonie 2018/19 był, razem z Komnenem Andriciem, najskuteczniejszym obcokrajowcem ligi, a Gorica zajęła piąte miejsce, niewiele tracąc do miejsca w europejskich pucharach. W jego sprawie do Goricy przyjechał dyrektor sportowy Hajduka Split Ivan Kepcija, ale Gorica żądała od Hajduka i NK Osijek ponad miliona euro, żeby nie wzmacniać rywali. W lutym 2019 roku był blisko Partizana Belgrad, lecz w ostatnim dniu okna transferowego zabrakło czasu na formalności. Jesienią 2019 roku, nie chcąc przedłużać umowy, grał rzadziej w podstawowym składzie.
Jesienią 2019 roku obronił też pracę magisterską na Uniwersytecie Szczecińskim, ze specjalizacją trenera piłki nożnej. Studiował w trybie dziennym według indywidualnego planu, a jeden z egzaminów zdawał w Zadarze, gdzie wykładowczyni spędzała urlop.
W lutym 2020 roku przeszedł do Lechii Gdańsk. Namówił go Piotr Stokowiec, który kilka razy do niego dzwonił, a Lechia oferowała długi kontrakt. Żona Zwolińskiego, Inez, spodziewała się wtedy dziecka. W czerwcu 2020 roku Stokowiec kilka razy wpuszczał go z ławki, a Zwoliński strzelał po wejściach. Za ten miesiąc po raz drugi został piłkarzem miesiąca Ekstraklasy. W sezonie 2020/21 Lechia wystawiała go czasem na skrzydle.
Latem 2022 roku Lechia odrzuciła oferty za niego, między innymi z Hapoelu Beer Szewa, a on sam liczył na transfer. Został w Gdańsku i w sezonie 2022/23 był jednym z nielicznych piłkarzy Lechii, którzy nie zawodzili, ale drużyna spadła z Ekstraklasy.
W maju 2023 roku podpisał kontrakt z mistrzem Polski, Rakowem Częstochowa, do którego przeszedł za darmo. 30 sierpnia 2023 roku w rewanżu z FC København wszedł z ławki w końcówce i po podaniu Frana Tudora wyrównał na 1:1. Raków odpadł z eliminacji Ligi Mistrzów i zagrał w fazie grupowej Ligi Europy.
W lipcu 2024 roku przeszedł do I-ligowej Wisły Kraków. Trener Kazimierz Moskal mówił po jego słabszym starcie, że jest zbyt spięty. W sezonie 2024/25 był drugim strzelcem Wisły po Ángelu Rodado. W lipcu 2025 roku zaczął nowy sezon w podstawowym składzie i z golem, a kilka dni później przeszedł do tureckiego Sakaryasporu, grającego w TFF 1. Lig.
Sakaryaspor spadł z ligi, a Zwoliński odszedł z klubu w kwietniu 2026 roku. We wrześniu 2026 roku podpisał kontrakt z indyjskim East Bengal FC.
To środkowy napastnik, który najlepiej czuje się w polu karnym rywala. Potrafi odnaleźć się między obrońcami i zamienić pół sytuacji na gola. Jego największym atutem jest wykończenie. Jest silny, chętnie walczy z obrońcami i potrafi grać tyłem do bramki, choć nie wyróżnia się dryblingiem. Nie jest specjalistą od gry głową, ale opanował ją przyzwoicie.
Po sześciu latach pływania zostały mu barki i ramiona pływaka. W Pogoni zamiast sztangi wybierał trening funkcjonalny i uczył się wykorzystywać warunki fizyczne, by łatwiej dochodzić do sytuacji strzeleckich. Za swoją słabszą stronę uważał poruszanie się bez piłki i ustawianie. Uchodził za wzorowego profesjonalistę, który pilnował diety i zostawał po treningach. O sobie mówił, że więcej zawdzięcza pracy niż talentowi.
Grał w reprezentacji Polski U-20 i strzelił w niej gola Włochom. W seniorskiej kadrze nigdy nie zagrał. Wiosną 2022 roku powołanie nazywał swoim „marzeniem numer jeden”.
| Sezon | Klub | Rozgrywki | M | Min | Gole | Asysty |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 2025/2026Betclic 1 liga | Wisła Kraków | Betclic 1 liga | 1 | 80 | 1 | 0 |
| 2024/2025Liga Konferencji | Wisła Kraków | Liga Konferencji | 3 | 139 | 1 | 0 |
| 2024/2025Liga Europy | Wisła Kraków | Liga Europy | 2 | 113 | 0 | 0 |