Dawid Szwarga pracował jako asystent Marka Papszuna w Rakowie Częstochowa. Jak dotąd miał okazję się z nim zmierzyć dwa razy, lecz ani razu nie wygrał. Jak to się mówi: do trzech razy sztuka. Uczeń pokonał mistrza, a Raków Częstochowa wygrał drugie spotkanie z rzędu w lidze, dzięki czemu znacząco przybliżył się do bezpiecznej strefy, natomiast Legia Warszawa traci już wyraźny kontakt do pierwszej dwójki.
Legia bezradna, Raków dominuje
Widać w grze obu zespołów wiele podobieństw. Zarówno Legia, jak i Raków starali się neutralizować poczynania swojego przeciwnika. Jednak od początku meczu ta sztuka dużo lepiej wychodziła Częstochowianom. Legia nie była w stanie stworzyć sobie choć połowy okazji. Raków zabijał te plany w zarodku. Wybaczcie, ale tego strzału Augustyniaka na drugie piętro nie policzymy.
Jednak ekipa Dawida Szwargi nie miała ochoty tylko uprzykrzać gry. Od początku starali się prowadzić grę, co było możliwe dzięki bardzo słabej dyspozycji duetu Szymański-Urbański. Dużo akcji Rakowa zaczynało się od prostopadłego zagrania. Już w 3. minucie Raków mógł wyjść na prowadzenie właśnie dzięki niemu. Długa piłka do Emrelego, który popędził na bramkę Hindricha, ale Robert Deziel Jr zdążył wrócić za napastnikiem i zablokować uderzenie.
Patryk Makuch w świetnej formie
Jednak w 21. minucie piłka trafiła do kogoś szybszego niż Azer. Doskonałe zagranie Frana Tudora, któremu udało się pod naporem Rafała utrzymać się przy piłce, do Patryka Makucha. Polaka obrońcy gospodarzy go nie dogonili, a Otto Hindrich nie zdołał wyratować drużyny. Może i Raków od początku sezonu dołuje w tabeli, ale na pewno nie przez Makucha. Chłopak zrobił niesamowity piłkarski progres, którego efekty widać na boisku.
W 35. minucie powinno być 2:0 dla gości. Nienękany przez nikogo Mahir Emreli podprowadził sobie piłkę jakieś dziesięć metrów i oddał mocny strzał po ziemi zza pola karnego. Hindrich zbił pod nogi Patryka Makucha, ale jego dobitka trafiła w słupek! To chyba otrzeźwiło warszawski zespół. W 37. minucie Legia próbowała zaskoczyć szybkim wznowieniem z autu, Łukasz Zjawiński wyprzedził Racovitana, ale kąt był ostry i jego uderzenie trafiło w boczną siatkę.
Legia – Raków: chory rollercoaster w drugiej połowie
Legia od początku drugiej połowy dążyła do gola wyrównującego i zrobiła to w iście papszunowym stylu. Długi wrzut z autu, mała kotłowanina w szesnastce Rakowa, po czym piłkę zebrał będący na 16. metrze Kacper Chodyna. Niezbyt ceniony przez kibiców piłkarz precyzyjnym strzałem pokonał Tarika Karicia. To był początek szaleństwa, jakie rozpoczęło się na Łazienkowskiej 3.
Niespodziewanie pomocną dłoń Rakowowi wyciągnął… Hindrich, jeden z najlepszych piłkarzy Legii w tym sezonie. Rumun podał praktycznie do przeciwnika na swoim przedpolu. O ile strzał Pieńki jeszcze wybronił, to ze znakomitym uderzeniem zza zasłony Ericka Otieno (który jeszcze na dokładkę odbił się od słupka) już sobie nie poradził.
Trzy minuty później kolejna dobra współpraca Emreliego z Makuchem, który zagrał do niepilnowanego na lewej flance Otieno. Kenijczyk zacentrował wprost na Oliwiera Kwiatkowskiego, który doskonale ułożył klatkę piersiową i dzięki temu mógł cieszyć się z debiutanckiego trafienia w Ekstraklasie.
Legia się nie poddała
Warszawiacy nie złożyli broni. Dwie minuty po straconym golu nr 3 złapali kontakt. Wahan Biczachczjan przyjął sobie piłkę przed polem karnym i podobnie jak Otieno, zdobył gola po strzale odbitym od słupka. Spore brawa należą się Bogdanowi Viunnykowi, Ukrainiec świetnie zastawił się z piłką, a następnie zagrał do Ormianina. Cztery minuty później (na chwilę) mieliśmy remis. Robert Deziel Jr wyskoczył najwyżej po wrzutce z rożnego Damiana Szymańskiego i trafił do bramki. Jednak sędzia uznał, że Viunnyk będący na pozycji spalonej przeszkadzał bramkarzowi w interwencji.
Oliwier Kwiatkowski z dubletem
Ostatnie słowo należało do kapitalnie prezentujących się przyjezdnych. Częstochowianie wyprowadzili zabójczy kontratak! Emreli co prawda długo czekał ze strzałem, ale miał szczęście. Piłka po rykoszecie od rywala spadła pod nogi Kwiatkowskiego, który z odległości dwóch metrów dopełnił formalności i przypieczętował zwycięstwo Rakowa! Wielu liczyło na taktyczne szachy, a otrzymaliśmy pełen emocji pojedynek.
Uczeń górą nad mistrzem
To było trzecie starcie ucznia z mistrzem. Tym razem Marek Papszun musiał uznać wyższość swojego niegdyś asystenta. Zresztą powrót trenera Szwargi pod Jasną Górę okazał się jak dotąd kapitalną decyzją. Czwarty mecz, trzecia wygrana. W poniedziałek z Pogonią, teraz z jeszcze silniejszą Legią.
Częstochowianie złapali jakże cenny kontakt z bezpieczną strefą. Biorąc pod uwagę jakość warsztatu byłego szkoleniowca Arki, kwestią czasu wydaje się tylko, aż Raków Częstochowa wyjdzie ze strefy spadkowej. To wciąż jest zbyt dobra drużyna, żeby znajdowała się tak nisko w tabeli.
Przeczytaj także:











