To nie był łatwy mecz do oglądania, choć wynik nie wskazywał. Zagłębie Lubin cierpliwie wyczekiwało swojej szansy po indywidualnych błędach „Kolejorza”. I wyszło im to dobrze, ale nie na tyle, żeby wygrać. „Miedziowi” zremisowali po dublecie Marcela Reguły, pierwszego gola dla Lecha strzelił Patrik Wålemark z rzutu karnego, w ostatnich minutach bramkę strzelił Michał Gurgul.
Dla Lecha Poznań ten mecz miał być kolejną okazją do konsekwentnego umacniania się na pozycji lidera. Z Zagłębiem Lubin wygrywać trzeba, nawet mając na uwadze, że podopieczni Leszka Ojrzyńskiego znów punktują ponad oczekiwania. Dla nich spotkanie z „Kolejorzem” było szansą na podłączenie się do czołówki. W obliczu kolejnej, dotkliwej porażki Pogoni Szczecin, przegranej GKS-u Katowice i kolejnego remisu Piasta Gliwice, „Miedziowym” otworzyła się okazja, by ni z gruchy, ni z pietruchy znaleźć się na piątej lokacie w ligowej tabeli PKO Ekstraklasy.
Gra na czas filozofią Zagłębia
Od samego początku Zagłębie Lubin ruszyło z agresywnym pressingiem. Nie trwało to jednak zbyt długo, Lech szybko przejął kontrolę nad przebiegiem spotkania. Podopieczni Leszka Ojrzyńskiego, zgodnie z przypuszczeniami, okopali się na własnej połowie. Ciężar odpowiedzialności za przenoszenie piłki w rejony bliższe bramki Zlatana Alomerovicia wziął Patrik Wålemark. Lech Poznań miał jednak problem z ostatnim podaniem, strzałów przez pierwszy kwadrans widzieliśmy zaledwie trzy, ale żaden nie stworzył większego zagrożenia.
Im bliżej bramki Lecha Poznań, tym bardziej ofensywni gracze „Kolejorza” byli niedokładni. W 20. minucie meczu doskonale wystawiono piłkę Leo Bengtssonowi, ale czujnie sprzed nosa wybił Aleks Ławniczak. Gospodarze wywalczyli rzut rożny, zapanował chwilowy zamęt zakończony strzałem Antoniego Kozubala. Bez trudu interweniował Alomerović. Po raz kolejny Lech nieszczególnie mógł liczyć na Yannicka Agnero. Iworyjczyk był dobrze kryty, jego reakcje na długie piłki w jego stronę były stanowczo zbyt ospałe. Kibice „Kolejorza” prawdopodobnie modlili się o wprowadzenie na plac gry Kamila Jakóbczyka.
„Miedziowi” przedłużanie wyrzutów z autu zaczęli po 25 minutach gry. Zlatan Alomerović również nie spieszył się z wznawianiem gry. Gdy Lech Poznań przejął kontrolę nad meczem, na boisku działo się nieco więcej. Swoją całkiem niezłą próbę miał Yannick Agnero, piłkarze „Kolejorza” zaczęli szukać szans z dystansu i przełamywać swój dotychczasowy schemat gry. W 33. minucie meczu uświadczyliśmy wymuszonej pauzy. Ucierpiał Igor Orlikowski. Młody piłkarz gości kilka dobrych minut leżał pod bramką swojego zespołu po to, by chwilę później wstać i rozpocząć bieg za linią boiska.
Kuriozalny błąd Lecha Poznań
Lech Poznań dalej kontrolował grę, próby kończyły się na zagraniu do Yannicka Agnero, którego Roman Jakuba trzymał szczelnie zamkniętego w swojej kieszeni.
W doliczonym czasie gry doszło do scen kuriozalnych. Joel Pereira wykonywał aut na własnej połowie. Zagrał piłkę w stronę Mateusza Skrzypczaka. Stoper zagapił się, wykorzystał to Marcel Reguła, który jakby wyczekiwał tego momentu przez całe spotkanie. Młody talent Zagłębia poradził sobie ze Skrzypczakiem, a następnie pewnie umieścił piłkę w siatce Mateusza Lisa.











