Wkraczający w decydującą fazę sezon 2014/2015 jest dla Wisły Kraków doprawdy szalony. Jesienią grała chwilami koncertowo, wiosną drżała o zapewnienie sobie miejsca w grupie mistrzowskiej, a teraz może nawet wywalczyć mistrzostwo kraju. Od końcowego wyniku zespołu i postawy piłkarzy „Białej Gwiazdy” zależeć będzie przyszłość niektórych z nich.
Tego, że Kazimierz Moskal, który na początku marca zastąpił zdymisjonowanego Franciszka Smudę, zostanie przy ul. Reymonta także w przyszłym sezonie, można być absolutnie pewnym. Cel minimum, jakim był awans do lepszej ósemki po zakończeniu sezonu zasadniczego, został zrealizowany, choć w pewnym momencie nie było to wcale tak oczywiste. Sprawy skomplikowały się po tym, jak drużyna prowadzona przez „Franza” fatalnie wznowiła rozgrywki, gdy dobiegła końca przerwa zimowa. Wiele osób związanych z krakowskim klubem sądziło, że słabą formę „Wisełki” spowodowały zbyt duże obciążenia nałożone przez Smudę na piłkarzy podczas zimowych obozów przygotowawczych. Przetrenowanie zawodników odebrało im znaną chyba tylko w Polsce tzw. świeżość, co doprowadziło do serii czterech spotkań bez zwycięstwa po wybudzeniu naszej ekstraklasy z zimowego snu. „Biała Gwiazda” przegrała trzy spotkania (0:1 z Lechią, 1:3 z GKS-em Bełchatów oraz 0:1 z Zawiszą Bydgoszcz) i zdołała zapunktować jedynie w meczu przeciwko Pogoni Szczecin, gdy padł remis 1:1.
Trzecia próba Moskala
Prezesowi drużyny, Jackowi Bednarzowi, nie spodobała się zwłaszcza jej wstydliwa porażka z „Zetką”, po której postanowił zwolnić byłego selekcjonera reprezentacji Polski i zatrudnić doskonale znanego wszystkim krakowianom Kazimierza Moskala. Urodzony 9 stycznia 1967 r. w Sułkowicach trener już trzeci raz postanowił poprowadzić zasłużony klub, którego barwy reprezentował przez wiele lat również jako piłkarz. Karierę zawodniczą zakończył w 2004 roku, będąc graczem Górnika Zabrze, a następnie postanowił spróbować swoich sił w pracy szkoleniowej. Dotychczas popularny „Kazik” samodzielnie prowadził (oprócz Wisły) Termalikę Bruk-Bet Nieciecza oraz GKS Katowice. Mający 48 lat Moskal jest wciąż trenerem na dorobku, na jego koncie próżno szukać większych sukcesów, ale to chyba nawet lepiej dla „Wisełki”. Jej opiekun zechce pokazać, że stać go na wiele i może uporządkować nieład, jaki pozostawił po sobie Smuda. A właściwie już to zrobił.
Sympatycy 13-krotnych mistrzów Polski cieszą się, że ich ukochany team prowadzi wreszcie ktoś znający go od podszewki. Najwyraźniej prezes Bednarz postanowił skończyć z zagranicznymi eksperymentami (czytaj: Robert Maaskant) oraz sprowadzaniem do Małopolski szkoleniowców, którzy zawsze wiedzą najlepiej, a skoro ich metody treningowe przynosiły skutek 20 lat temu, to i teraz także bez wątpienia zadziałają. Fani piątej obecnie drużyny T-Mobile Ekstraklasy mają zapewne za złe zwolnionemu w marcu Smudzie odpuszczenie rozgrywek Pucharu Polski. Narzekający na wąską kadrę „Franz” w spotkaniu 1/16 finału wystawił przeciwko Lechowi Poznań rezerwowy skład, co zakończyło się pewnym zwycięstwem „Kolejorza” 2:0. Być może później Smuda, patrząc jak drugoligowi Błękitni Stargard Szczeciński docierają do półfinału najstarszych rodzimych rozgrywek, bijąc Cracovię i wygrywając domowy mecz z poznaniakami, żałował, że zbyt łatwo oddał zwycięstwo zespołowi Macieja Skorży.











