Mistrzowie Polski, drużyna Wisły Kraków, w środowym spotkaniu rozgrywanym w ramach IV rundy kwalifikacji do Ligi Mistrzów ograła APOEL Nikozja 1:0. Przed rewanżem na Cyprze szanse na awans są dość spore, ale nie można zapominać, że tak małą przewagę w mgnieniu oka można roztrwonić. Czy więc faktycznie jest tak dobrze, jak nam się wydaje? Zapraszam do zapoznania się z luźnymi przemyśleniami na temat meczu.
Perfekcyjna organizacja
Już tydzień przed meczem w Krakowie przygotowywano się do przyjęcia gości z Cypru. Wszystko musiało być dopięte na ostatni guzik nie tylko pod względem sportowym, ale również organizacyjnym. Nad wszystkim czuwała specjalna ekipa przysłana przez UEFA, która koordynowała prace i kontrolowała ich przebieg. Kilka razy dziennie ludzie z europejskiej federacji otrzymywali raporty mówiące o stanie przygotowań.

Stadion Wisły do meczu przygotowany był perfekcyjnie. Podkreślają to przedstawiciele UEFA, którzy wystawili bardzo wysoką notę obiektowi przy ulicy Reymonta. Włączając relację w otwartym kanale Polsatu, zaparło mi dech w piersiach, gdy zobaczyłem bannery Ligi Mistrzów i wielką płachtę w kształcie oficjalnej piłki tych rozgrywek. Wprawdzie to dopiero kwalifikacje, ale dało już się odczuć przedsmak elitarnych rozgrywek. Czymś wspaniałym był także hymn Champions League odgrywany na polskim stadionie. Przyznam, że czułem się dumny z tego, iż drużyna z mojego kraju walczy na tym poziomie rozgrywek. Oczywiście, ktoś może powiedzieć, że to żenujące, iż cieszymy się z gry na przedsionku fazy grupowej, ale jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma.
Kibicowska Liga Mistrzów
Niezwykle pozytywne wrażenie wywarli na mnie także kibice „Białej Gwiazdy”, którzy dali z siebie 200%. Oprawa meczu, a w szczególności sektorówka przedstawiająca Henryka Reymana, zrobiły na mnie piorunujące wrażenie. Przez całe spotkanie fani dopingowali Wisłę i trzeba przyznać, że pod względem kibicowskim klub z Krakowa już osiągnął Ligę Mistrzów. Dało się odczuć, że jest to wielkie święto dla wszystkich ludzi przebywających na stadionie. Aż strach pomyśleć ( w pozytywnym sensie), co będzie się działo, jeśli Wisła wyeliminuje APOEL i zagra w fazie grupowej.
Wyrównana gra
Gra „Białej Gwiazdy”, bo chyba na tym trzeba skupić się najbardziej, odbiegała nieco od tej, którą widzieliśmy w poprzednich fazach kwalifikacji. Pierwsze 20 minut to bezwzględna dominacja Cypryjczyków. Trzeba zresztą przyznać, że w przekroju całego spotkania pozostawili po sobie bardzo dobre wrażenie mimo porażki. Widać, że jest to zespół poukładany, pewny siebie i znający swoje możliwości. Dało się odczuć, iż APOEL grę w Lidze Mistrzów ma już za sobą. Pod koniec pierwszej i na początku drugiej połowy do głosu doszła Wisła, która zaczęła się rozkręcać i zagrażać bramce gości. Szkoda sytuacji Meliksona, który tuż po przerwie trafił z wolnego w poprzeczkę. Gdyby piłka leciała kilka centymetrów niżej, dziś z nieco większym spokojem moglibyśmy oczekiwać na rewanż w Nikozji. Swoją drogą, to nie był wielki mecz Izraelczyka. Drużyna z Cypru bardzo dobrze odrobiła pracę domową i doskonale wyłączyła z gry Meliksona. Wprawdzie miał on przebłyski, ponieważ w poszczególnych akcjach można było zobaczyć jego geniusz, ale nie był już tak bardzo odstającym od reszty piłkarzem. Tutaj pojawia się więc pytanie, czy Maor faktycznie jest tak wielki, jak nam się wydaje? Czy stać go na grę na wysokim poziomie również w pojedynkach z największymi klubami Europy? Wszystko powinno wyjaśnić się już wkrótce, ponieważ nawet w przypadku odpadnięcia w tej fazie rozgrywek, Wisła zagra w fazie grupowej Ligi Europy, gdzie również grają solidne zespoły, przeciwko którym Melikson będzie mógł pokazać swoją klasę.












