Korona Kielce właśnie dopięła kolejne transfery przed nadchodzącym sezonem PKO BP Ekstraklasy. Są to dodajmy transfery naprawdę imponujące jak na kielecki zespół: Ariel Mosór, Kamil Jakubczyk, a wcześniej Patrik Hellebrand za 1,7 miliona euro. Za niedługo ma przyjść także Alexandru Mățan. Jeszcze trzy lata temu klub liczył każdy grosz i głównie ściągał piłkarzy z kartą na ręku, często o wątpliwej jakości. Odkąd klub przejął Łukasz Maciejczyk, wydanie pół miliona euro nie kończy się zapożyczeniem u lichwiarzy i sprzedażą całego dobytku.
Przez długie lata kibice „Scyzoryków” musieli przywyknąć do transferowej rzeczywistości przypominającej bardziej polowanie na posezonowych wyprzedażach niż przemyślaną strategię. Ciągłe uzależnienie od miejskiej kroplówki (i związana z tym niepewność, czy miasto sfinansuje dalszy byt ligowy) jak i ciągnące się miesiącami sagi właścicielskie sprawiały, że na Ściegiennego trafiali głównie piłkarze z kartą na ręku, często po przejściach lub po prostu mało jakościowi.
Korona Kielce: przyszedł Łukasz Maciejczyk, przyszły jakościowe transfery (za pieniądze)
Wszystko zmieniło się wiosną 2025 roku, kiedy to 99% akcji klubu przejął lokalny biznesmen i wierny kibic „Złocisto-Krwistych”, Łukasz Maciejczyk. Rok z hakiem po tej rewolucji, Korona przestała drżeć o ligowy byt. Co więcej, powoli staje się jednym z bardziej intrygujących projektów na polskim rynku. To bardzo miła odmiana w dziejach tego klubu z województwa świętokrzyskiego i sygnał, że chcą tu walczyć o coś więcej niż rozpaczliwe utrzymanie. Jak doszło do tej metamorfozy i na czym polega różnica in plus w działaniach kieleckiego klubu?
Nowy właściciel zasypał dziury z własnej kieszeni i jeszcze dołożył od siebie do budżetu klubowego
Podstawowym grzechem dawnej Korony był brak kapitału startowego na jakiekolwiek zakupy. Klub w miejskich rękach rzadko kiedy mógł pozwolić sobie na zapłacenie choćby kilkudziesięciu tysięcy euro kwoty odstępnego. Nowy właściciel wszedł do klubu z jasnym planem – najpierw błyskawiczne zasypanie dziur finansowych (jeszcze w zeszłym sezonie przelał na klubowe konto sześć milionów złotych), a następnie systematyczne podnoszenie budżetu. Oczywiście częścią umowy przy przejęciu było też to, że klub przez pięć lat otrzyma od Kielc co roku dwa miliony złotych w ramach promocji miasta poprzez sport i dodatkowe trzysta tysięcy na akademię.
Początkowo budżet Korony miał pierwotnie oscylować wokół 30 milionów złotych. Dziś wiadomo już, że za sprawą finansowego zaangażowania Maciejczyka przekroczy on barierę 40 milionów. W realiach PKO BP Ekstraklasy taka kwota pozwala już nie tylko marzyć o spokojnym środku tabeli, ale przede wszystkim – pomału dyktować warunki na rynku transferowym.












