Korona Kielce właśnie dopięła kolejne transfery przed nadchodzącym sezonem PKO BP Ekstraklasy. Są to dodajmy transfery naprawdę imponujące jak na kielecki zespół: Ariel Mosór, Kamil Jakubczyk, a wcześniej Patrik Hellebrand za 1,7 miliona euro. Za niedługo ma przyjść także Alexandru Mățan. Jeszcze trzy lata temu klub liczył każdy grosz i głównie ściągał piłkarzy z kartą na ręku, często o wątpliwej jakości. Odkąd klub przejął Łukasz Maciejczyk, wydanie pół miliona euro nie kończy się zapożyczeniem u lichwiarzy i sprzedażą całego dobytku.
Przez długie lata kibice „Scyzoryków” musieli przywyknąć do transferowej rzeczywistości przypominającej bardziej polowanie na posezonowych wyprzedażach niż przemyślaną strategię. Ciągłe uzależnienie od miejskiej kroplówki (i związana z tym niepewność, czy miasto sfinansuje dalszy byt ligowy) jak i ciągnące się miesiącami sagi właścicielskie sprawiały, że na Ściegiennego trafiali głównie piłkarze z kartą na ręku, często po przejściach lub po prostu mało jakościowi.
Zdrowym klubem staje sie Korona
I szczerze dużo bardziej mi sie to podoba niz polityka Widzewa sprzed roku
Problem jednak na wahadłach bo tam Kielczanie musza sie wzmocnić
Jacek Zielinski jest szefem i mysle ze Korona bardzo duzo namiesza w tym sezonie
Trzymam kciuki https://t.co/q2EniQEa8r— Wojtek Gryz (@WojtekCyferki) July 4, 2026
Korona Kielce: przyszedł Łukasz Maciejczyk, przyszły jakościowe transfery (za pieniądze)
Wszystko zmieniło się wiosną 2025 roku, kiedy to 99% akcji klubu przejął lokalny biznesmen i wierny kibic „Złocisto-Krwistych”, Łukasz Maciejczyk. Rok z hakiem po tej rewolucji, Korona przestała drżeć o ligowy byt. Co więcej, powoli staje się jednym z bardziej intrygujących projektów na polskim rynku. To bardzo miła odmiana w dziejach tego klubu z województwa świętokrzyskiego i sygnał, że chcą tu walczyć o coś więcej niż rozpaczliwe utrzymanie. Jak doszło do tej metamorfozy i na czym polega różnica in plus w działaniach kieleckiego klubu?
Nowy właściciel zasypał dziury z własnej kieszeni i jeszcze dołożył od siebie do budżetu klubowego
Podstawowym grzechem dawnej Korony był brak kapitału startowego na jakiekolwiek zakupy. Klub w miejskich rękach rzadko kiedy mógł pozwolić sobie na zapłacenie choćby kilkudziesięciu tysięcy euro kwoty odstępnego. Nowy właściciel wszedł do klubu z jasnym planem – najpierw błyskawiczne zasypanie dziur finansowych (jeszcze w zeszłym sezonie przelał na klubowe konto sześć milionów złotych), a następnie systematyczne podnoszenie budżetu. Oczywiście częścią umowy przy przejęciu było też to, że klub przez pięć lat otrzyma od Kielc co roku dwa miliony złotych w ramach promocji miasta poprzez sport i dodatkowe trzysta tysięcy na akademię.
Początkowo budżet Korony miał pierwotnie oscylować wokół 30 milionów złotych. Dziś wiadomo już, że za sprawą finansowego zaangażowania Maciejczyka przekroczy on barierę 40 milionów. W realiach PKO BP Ekstraklasy taka kwota pozwala już nie tylko marzyć o spokojnym środku tabeli, ale przede wszystkim – pomału dyktować warunki na rynku transferowym.
Korona Kielce: kiedyś transfery Hellebranda czy Jakubczyka byłyby co najwyżej fantasmagorią
Widać to choćby po dokonywanych transferach. Korona przestała być klubem „ostatniego wyboru”. Zamiast czekać, aż inni menedżerowie zaproponują zawodników odrzuconych przez silniejsze ekipy, kielecki pion sportowy (wspierany stabilną radą nadzorczą pod przewodnictwem samego właściciela) sam wychodzi na łowy. Najlepszym dowodem na nową jakość w Kielcach są ruchy kadrowe przeprowadzane latem 2026 roku. Postawiono na konkretną jakość i graczy doskonale zweryfikowanych na krajowym podwórku. Dwa lata temu poniższe transfery byłyby marzeniem ściętej głowy, dziś są rzeczywistością.
- Patrik Hellebrand (1,7 miliona euro) – ruch, który zdefiniował nową epokę w historii klubu. Ściągnięcie czeskiego pomocnika z Górnika Zabrze za astronomiczną – jak na kieleckie warunki – kwotę było sygnałem siły. Korona pokazała, że potrafi wyciągnąć jednego z czołowych reżyserów gry w lidze od bezpośredniego rywala, płacąc gotówką i oferując zawodnikowi warunki, które pozwalają mu myśleć o walce o wyższe cele.
- Kamil Jakubczyk (1 milion euro) – sytuacja z 21-letnim pomocnikiem Arki Gdynia pokazuje drugie, niezwykle ważne oblicze nowej polityki: cierpliwość i konsekwencję. Korona monitorowała utalentowanego pomocnika od wielu miesięcy, chcąc go sprowadzić już zimą. Po spadku gdynian, gdy o Jakubczyka bił się m.in. Widzew Łódź, to właśnie konkret i stabilność projektu przedstawionego przez Koronę przekonały młodego zawodnika do przenosin na Ściegiennego.
- Ariel Mosór (550 tysięcy euro) – kiedy Pau Resta zdecydował się na odejście do GKS-u Katowice, dawna Korona prawdopodobnie szukałaby zastępstwa w niższych ligach hiszpańskich lub na rynku wolnych graczy. Ekipa Łukasza Maciejczyka zareagowała jednak jak dobrze zarządzany klub – ubiegła Motor Lublin i pozyskała z Rakowa Częstochowa Ariela Mosóra. Mimo że były młodzieżowy reprezentant Polski nie zaistniał pod Jasną Górą (po części nie pomogła poważna kontuzja), to jego potencjał sprzedażowy i czysto piłkarska jakość są ciągle wysokie. Jeśli przypomni sobie występy z Gliwic, nikt przy Ściegiennego nie będzie żałować wydanej kasy.
🟨🟥W ostatnich dniach Korona mocno rywalizowała o pozyskanie Ariela Mosóra z Motorem Lublin. Tam zawodnik mógł liczyć na nieco lepszy kontrakt, ale wybrał ofertę z Kielc. „Żółto-czerwoni” byli pierwsi w rozmowach i zdeterminowani.
Mocne okienko. Kadra praktycznie skompletowana… https://t.co/hLZSqCHaoF
— Damian Wysocki (@damian__wysocki) July 5, 2026
To jeszcze nie koniec nabytków
Oprócz tego, wg informacji Szymona Janczyka z weszlo.com, za chwilę do Kielc powinien zawitać Alexandru Mățan. To 26-letni rumuński skrzydłowy, znany z występów w amerykańskiej MLS (Columbus Crew) oraz wychowanek słynnej Akademii Gheorghe Hagiego, który na krajowym podwórku błyszczał w barwach Viitorulu Konstanca (dziś Farul Konstanca). To filigranowy, niezwykle zaawansowany technicznie zawodnik, który wyróżnia się przede wszystkim umiejętnościami dryblingu (pojedynki jeden na jeden na małej przestrzeni), a także szybkością, zwinnością oraz swoim zamiłowaniem do gry kombinacyjnej.
Gdzieś już to widzieliśmy, czyli złota era Kolportera z lat 2005-2008
Czy obecna aktywność transferowa Korony nie przypomina Wam czegoś drodzy czytelnicy? Pewnego okresu w tym klubie sprzed 20 lat? Kieleccy sympatycy zapewne doskonale znają odpowiedź na to pytanie. Chodzi nam o najjaśniejszy okres Korony Kielce w XXI wieku w Ekstraklasie z lat 2005-2008. Koroniarze byli wtedy zespołem, który potrafił zadziwić piłkarską Polskę, a nawet powalczyć o europejskie puchary. Byli od nich o jeden mecz w sezonie 2006/2007 – dopiero przegrana w finale Pucharu Polski z Groclinem pozbawiła ich tej wiekopomnej szansy.
Klub także należał wtedy do prywatnego właściciela, jakim był Krzysztof Klicki, ówczesny prezes Kolportera S.A, największego dystrybutora prasy w Polsce. Ten urodzony w Kielcach biznesmen podobnie jak teraz Łukasz Maciejczyk nie szczędził środków na swoją ukochaną drużynę.
Najdroższe transfery Korony należą do Maciejczyka, ale i Klicki 20 lat temu nie szczędził pieniędzy
Na poparcie powyższej tezy, spójrzcie na dziesięć najdroższych transferów do Korony Kielce (zdaniem Transfermarktu). Już teraz TOP3 to dzieło nowego właściciela Łukasza Maciejczyka. Ale tacy gracze jak Paweł Sobolewski, Krzysztof Gajtkowski – to wszystko nabytki ery Klickiego. Ba, nawet wtedy za Hernâniego zapłacono zawrotne pół miliona euro.
Obu tych panów łączy głębsze sięganie do sakwy celem zakupu wartościowego zawodnika, co stanowi dowód na chęć zwiększenia siły zespołu. Jasne, zdarzą się takie wpadki jak Antoñín, ale nie ma zysku bez ryzyka. Czasem zaliczysz wtopę, ale możesz ją przykryć pięcioma bardzo dobrymi ruchami. A takie transfery jak Hellebrand czy Jakubczyk pozwalają sądzić, że Korona Kielce powinna w nadchodzącym sezonie być jeszcze silniejsza.

10 rekordowych transferów wg portalu Transfermarkt.pl. Na liście nie ma jeszcze Ariela Mosóra, który został kupiony za 550 tys. euro (czyli powinien zająć 4. miejsce)
Tym razem 11 miejsce na koniec sezonu nie przejdzie
Klickiemu udało się z Korony stworzyć bardzo solidny zespół klasy średniej blisko wyższej. Czy Maciejczyk podąży tą drogą albo go nawet przebije? Na to pytanie odpowiedź dopiero poznamy. Na razie naszym zdaniem jeszcze za mało jest tych dobrych momentów. Jedenaste miejsce w zeszłym sezonie to przy rosnących nakładach na zespół wciąż zdecydowanie zbyt niska lokata względem oczekiwań i możliwości. Sam również zespół w kilku miejscach mógłby wyglądać lepiej, jak choćby boki obrony czy na ataku (no chyba, że Mariusz Stępiński wreszcie się przebudzi). Jacek Zieliński też nie będzie mógł narzekać na brak funduszy albo czasu – jednego i drugiego ma mnóstwo.
Koniec miejskiej kroplówki to zwykle najlepsze, co może spotkać sportowy klub
Przejście Korony Kielce z rąk samorządowych w prywatne to podręcznikowy przykład tego, jak zdrowy, lokalny (i przede wszystkim PRYWATNY) kapitał potrafi tchnąć życie w miejski dotąd klub. Łukasz Maciejczyk nie traktuje Korony jako zabawki czy sposobu na szybki zarobek. Jego biznes tytoniowy przynosi stabilne zyski, a klub ma być realizacją sportowych marzeń i budowaniem silnego ośrodka w regionie świętokrzyskim.
Wzrost budżetu, rekordowe transfery rzędu niespełna dwóch milionów euro oraz sprowadzanie piłkarzy o uznanej w Polsce marce. To wszystko sprawia, że przyszłość na Exbud Arenie wreszcie rysuje się w jasnych barwach. Kibice wreszcie mogą przestać niepokoić się tym, jak blisko będą spadku. Dziś mogą emocjonować się tym, kogo jeszcze do klubu sprowadzi zarząd i tym, czy zakręcą się w okolicach pierwszej ósemki.
Przeczytaj także: