Ósma rywalizacja Widzewa z Legią w krajowym pucharze dobiegła końca. Po raz kolejny lepsi okazali się piłkarze z Warszawy. Legioniści jeszcze ani razu nie przegrali z odwiecznym rywalem w Pucharze Polski i ani razu w XXI wieku. Sympatycy „Czerwono-biało-czerwonych” na przełamanie muszą czekać do kolejnego spotkania.
W dniu swoich 110. urodzin Widzewiacy podejmowali odwiecznego rywala z Warszawy. Najlepszy prezent? Wygrana. Pierwsza od 2000 roku. Niestety jednak łodzianie po raz kolejny muszą obejść się smakiem. Przegrali i w kolejnej rundzie tegorocznego Pucharu Polski już nie zagrają. Co ciekawe, było to ósme spotkanie pomiędzy tymi zespołami w krajowym pucharze i za każdym razem górą byli piłkarze ze stolicy.
Niby człowiek wiedział, a jednak się łudził. Tak o rywalizacji z Legią w XXI wieku mogą myśleć wszyscy sympatycy Widzewa. Koszmarna seria trwa i trwać będzie jeszcze przez co najmniej rok, gdy los ponownie skojarzy te dwa kluby w PP. Chyba, że „Czerwono-biało-czerwoni” odpalą na zapleczu ekstraklasy i zdołają awansować o szczebel wyżej. W to jednak przy al. Piłsudskiego 138 mało kto wierzy. Gra, styl, a właściwie wszystko – delikatnie mówiąc – nie rzuca na kolana.
Rozgrzewka
Zanim przejdziemy do meczu warto wspomnieć o super inicjatywie, jaką wsparły oba zespoły. Na boisko zawodnicy wybiegi w specjalnych, jednakowych koszulkach. W ten sposób chcieli pomóc ośmiomiesięcznej Mai chorej na rdzeniowy zanik mięśni. Jedyną szansą dla dziewczynki jest terapia genowa w Stanach Zjednoczonych. Niestety koszt takiego leczenia jest ogromny, dlatego przyda się każda pomoc.
Szczegóły znajdziecie w linku poniżej.
Nuda, nuda i jeszcze raz nuda
Mecz dobitnie pokazał nam, jak podczas takich rywalizacji potrzebni są kibice. Bez nich takie klasyki nie mają po prostu sensu. Ich doping zawsze wlewa w serca piłkarzy dodatkową dawkę motywacji i adrenaliny, dzięki czemu są wstanie wykrzesać z siebie więcej niż sto procent. Widać było to chociażby przed rokiem, gdy było już 2:0 dla gości z Warszawy, ale łodzianie zachęceni przez swoich fanów zdołali doprowadzić do wyrównania.
Tym razem było inaczej. Z wiadomych względów po trybunach niosło się każde słowa, każda podpowiedź z boiska. Przez co pojedynek ten przejdzie do historii, jako najcichsze spotkanie pomiędzy tymi drużynami. W zasadzie zapamiętamy ten mecz jeszcze z innego powodu. Było nudne, jak cholera.
Już w 5. minucie spotkania wynik tej rywalizacji otworzyli piłkarze stołecznego klubu. Miłosza Mleczkę z o około pięciu metrów pokonał mocnym i precyzyjnym strzałem Mateusz Cholewiak. Póżniej niewiele się działo. Legia kontrolowała grę i nie pozwalała Widzewiakom na zbyt wiele. Kilka podań i strata, kilka podań i niedokładna wrzutka. Tak wyglądała gra „Czerwono-biało-czerwonych”










