Na początku lipca Kacper Tobiasz pożegnał się z Legią Warszawa. Następnym etapem w jego karierze będzie Turcja – konkretniej Gaziantep FK. 12. drużyna poprzedniego sezonu Süper Lig wzmacnia pozycję bramkarza.
Wraz z końcem czerwca zakończyła się przygoda Kacpra Tobiasza z Legią Warszawa. Kontrakt wygasł, rozpoczęły się poszukiwania nowego zespołu. W końcu padło na turecki Gaziantep FK – podpisał umowę z klubem do 2029 roku.
Warszawska szkółka
1 stycznia 2019 roku dołączył do Akademii Piłkarskiej Legii Warszawa. Systematycznie piął się po młodzieżowych szczeblach warszawskiej szkółki – odhaczył zarówno drużynę do lat 19, jak i rezerwy klubu. W sezonie 2020/2021 został włączony do pierwszej drużyny. Mimo że nie rozegrał wtedy ani minuty w lidze, do swojego dorobku może dopisać sobie mistrzostwo Polski z tamtego okresu.
W następnej kampanii zaczął zbierać pierwsze minuty w PKO BP Ekstraklasie i rozegrał cztery pełne spotkania. Po trzech latach w strukturach Legii Warszawa został wypożyczony do pierwszoligowca, Stomilu Olsztyn. Zaliczył tam łącznie 1170 minut, w 13 spotkaniach stracił 15 bramek i pięć razy kończył mecz bez wyciągania piłki z siatki. Po powrocie z niższego poziomu rozgrywkowego stał się „jedynką” warszawskiego klubu. Regularnie występował w polskiej lidze i europejskich pucharach.
Początkowy szum
Na początku swojej kariery Kacper Tobiasz był uważany za wielki talent i potencjalnie kolejne duże nazwisko wyprodukowane przez akademię na Mazowszu. Przypisywana była mu łatka bramkarza perspektywicznego, który w ciągu kilku następnych lat może zasilić budżet legionistów o parę milionów euro. Poleciał nawet z reprezentacją Polski na mundial w Katarze – Czesław Michniewicz, ówczesny selekcjoner, zabrał go, by zbierał cenne doświadczenie podczas treningów z kadrą.
Jednak entuzjazm nie trwał zbyt długo. W późniejszym czasie u Tobiasza odkrywały się cechy uniemożliwiające bronienie na wysokim poziomie – tzw. elektryczność i gorąca głowa. Udzielały mu się proste błędy techniczne i nerwowe interwencje, które między słupkami są wręcz niedopuszczalne. Finalnie przez swój dołek formy stracił miejsce w wyjściowym składzie, a jego miejsce zajął Rumun Otto Hindrich. Na koniec swojego pobytu w Legii zaliczał sporadyczne występy w rezerwach, by utrzymać rytm meczowy. Swoje ostatnie minuty w Legii rozegrał podczas meczu z Motorem Lublin, kończącego sezon 2025/2026. Marek Papszun wpuścił go z ławki na ostatnie pięć minut meczu, by mógł pożegnać się z kibicami.











