Obecna sytuacja dla fanów „Bianconerich” jest nietypowa. I tym razem nie ma to nic wspólnego z pandemią i wszystkimi związanymi z nią ograniczeniami. Juventus Turyn rozpoczął bowiem sezon zaskakująco słabo. Sześć straconych punktów po raptem sześciu rozegranych meczach ligowych to rzeczywistość, której fani „Starej Damy” nie znają.
Turyńczycy przyzwyczaili nas do tego, że przed każdym rozpoczynającym się sezonem nikt nie pyta, kto zdobędzie mistrzostwo, tylko z jaką przewagą wygra Juventus. Dziewięć z rzędu ostatnich tytułów spowodowało, że wyścig o mistrzostwo istniał tylko w teorii. Bo zaraz po starcie sezonu Juventus rozpędzał się do prędkości nieosiągalnych dla pozostałej stawki.
W obecnych rozgrywkach na pewno już tak nie będzie. Przynajmniej u progu sezonu możemy się łudzić, że walka o scudetto potrwa do końca, a komuś być może uda się zdetronizować „Starą Damę”. Po sześciu kolejkach „Juve” ma na koncie 12 oczek, to cztery mniej niż liderujący Milan.
Inni też zawodzą
I to właśnie kibiców z Allianz Stadium cieszy najbardziej. Głównym kandydatem przed sezonem do walki z Juventusem miał być Inter. Ale „Nerazzurri” zaliczyli falstart i mają jeszcze punkt mniej niż zespół Andrei Pirlo.
Takie okoliczności sprawiają, że mimo takiego sobie wejścia w nowy sezon Pirlo może być spokojny. Bo trudno w kimkolwiek innym niż Inter upatrywać kandydata do mistrzostwa. Pewnie niektórzy powiedzą, że Milan. Jednak ich główny cel to awans do Champions League, trudno wierzyć, że Ibrahimović utrzyma taką formę, jak ma obecnie na przestrzeni całego sezonu. Inni rywale, jak: Atalanta, Napoli czy Roma, też mają swoje problemy i jak na razie nie potrafią wykorzystać zadyszki „Bianconerich”.
Sprawa w Lidze Mistrzów wygląda jeszcze lepiej niż w Serie A. Od samego początku można było przypuszczać, że o awans z tej grupy będą się bić piłkarze Barcelony i Juventusu. I mimo porażki „Starej Damy” z Barceloną trudno dopatrywać się tu wielkich problemów. 1. kolejka przyniosła planowane zwycięstwo nad Dynamem Kijów, a teraz czeka ją dwumecz z Ferencvarosem. Sami przyznacie, że prawdziwa rywalizacja dla piłkarzy mistrzów Włoch zacznie się tu dopiero na wiosnę.
Nie widzi samego siebie w boiskowym planie
Pirlo ma więc czas, ale nie może go zmarnować. Włoch jest teraz pod baczną obserwacją całego piłkarskiego świata. Każdy jego ruch jest dokładnie analizowany. I może ktoś stwierdzi, że są to banały i w każdym dużym klubie tak jest, to tu sytuacja jest trudniejsza. Wszyscy doskonale jeszcze pamiętamy go z piłkarskich boisk, a o jego trenerskich umiejętnościach nie wiemy nadal wiele. A oczekiwania związane ze względu na boiskową przeszłość ogromne.
Dziś często zmagamy się z teorią, że najlepsi trenerzy to grali kiedyś na środku pomocy. Bo tam najwięcej widać, bierzesz udział w każdej akcji, musisz wykazać się pomysłem na grę etc. I pomijając już fakt, że najlepsi trenerzy to w piłkę dobrze nie grali i często byli też środkowymi obrońcami, to Pirlo na razie nie widzi pozycji, na której grał w swojej drużynie.









