Kolejna, 15. już tura spotkań Primera Division wykreowała nowych bohaterów. Po raz kolejny miejscem w jedenastce kolejki chciałoby się nagrodzić całą albo chociaż większość drużyny Barcelony, pozostałe miejsca wypełniając graczami Realu.
W 15. kolejce pokazało się jednak kilku graczy z innych klubów i nieumieszczenie ich w naszym zestawieniu byłoby dla nich niezwykle krzywdzące. Pierwszym z nich jest:
Diego Alves – którego śmiało można nazwać graczem kolejki. Jeśli ktoś zastanawiał się, jak to możliwe, że Sevilla przegrała u siebie dwiema bramkami z przedostatnią do tej pory w lidze Almerią, w osobie brazylijskiego golkipera ma pierwszą odpowiedź. Alves wybronił w tym meczu rzut karny i niezliczoną ilość nieprawdopodobnych sytuacji, doprowadzając kibiców i piłkarzy Sevilli do rozpaczy. Kiedy trzeba, w sukurs przychodziły mu też słupki i poprzeczki.

Miguel Torres – nie mniejszą niespodzianką od wygranej Almerii, było zwycięstwo Getafe odniesione nad rewelacyjnym Villarrealem. Na Coliseum Alfonso Perez gracze Michela zagrali z ogromną determinacją i potrafili wypunktować rywala grając w osłabieniu, w ostatnich minutach zdobywając zwycięską bramkę. Jednym z najlepszych aktorów tego spotkania był właśnie Torres, były gracz Realu. Zbyt wiele nie pograli przy nim Cani i Capdevilla, mając jednocześnie ogromne problemy z powstrzymaniem jego szarż.
Abraham Paz – anonimowy, nawet dla wielu znawców hiszpańskiej piłki gracz Herculesa Alicante miał duży udział w zaskakującym zwycięstwie swojego klubu nad Malagą. Niewysoki (niecałe 180 cm) jak na stopera Paz strzelił trzecią bramkę dla beniaminka, która zresztą została zdobyta ledwie trzy minuty przed drugą i cztery przed pierwszą. Oprócz arcyważnego trafienia Paz imponował spokojem pod własną bramką i niejednokrotnie sam inicjował akcje Herculesa.
Carles Puyol – nie jest winą graczy Realu Sociedad, że w meczu z Barceloną osiągnęli tak godny współczucia wynik. Genialna postawa graczy Pepa Guardioli w ofensywie to jedna strona medalu, bezbłędna gra w destrukcji – druga. W formacji tej, chciałoby się rzec, jak zwykle zresztą, wyróżniał się „Tarzan”, który niwelował do minimum liczbę akcji Basków, a te, które już miały miejsce, bezwzględnie przerywał.
Marcelo – choćby gracz „Los Blancos” zagrał w meczu z Realem Saragossa beznadziejnie, strzelił trzy samobójcze bramki i pobił sędziego, i tak trafiłby do jedenastki kolejki. Powód? Podanie otwierające drogę do pierwszej bramki Mesutowi Oezilowi. Piłka kopnięta przez Brazylijczyka rozerwała na strzępy obronę gospodarzy, a samemu Niemcowi nie pozostało nic innego, jak wpakować ją do siatki. Jose Mourinho nie tak dawno wyśmiał Mano Menezesa, że nie wysyła Marcelo powołań. Po takim meczu trudno „Mou” się dziwić.
Andres Iniesta – piłkarz z regionu, gdzie Don Kichot wojował z wiatrakami, niejednokrotnie robił wiatraki z biednych graczy Sociedad. Przez całe 90 minut, jakie przebywał na boisku, imponował techniką, wizją gry i zrozumieniem z partnerami (oczywiste), ale także niesamowitym przyspieszeniem, a momentami wręcz umiejętnościami jasnowidza. Jeden z najważniejszych trybów w potężnej machinie o nazwie Barcelona. Dodatkowy plus za drugą bramkę, zdobytą po świetnym uderzeniu na krótki słupek.
Lass Diarra – w meczu „Los Merengues” z Realem z Aragonii to wcale nie Ronaldo, Di Maria czy inne gwiazdy sprowadzone za grube miliony błyszczały najjaśniej. To właśnie niski, ale krępy i niesamowicie silny Francuz brylował między zagubionymi momentami (widząc jego zaangażowanie, trudno nie popaść w taki stan) zawodnikami gospodarzy. Oj biada Samiemu Khedirze, nawet jeśli dojdzie już do pełni dyspozycji. Do pierwszego składu raczej szybko nie wróci.
Marcos Senna – Brazylijczyk z hiszpańskim paszportem po raz kolejny na przestrzeni kilku dni zaprezentował świetną dyspozycję. W pierwszej połowie rozgrywał i rządził w środku pola jak za swoich najlepszych lat, w drugiej nieco przygasł i został usunięty w cień przez zawodnika gości, Miku. Obydwaj panowie w równym stopniu zasługują na wyróżnienie miejscem w niniejszym zestawieniu.
Sergio Aguero – czas na trzech argentyńskich wirtuozów, z których każdy zdobył po dwie bramki. „Kun” uratował stołecznym honor wobec niesamowitej indolencji Diego Forlana. Pierwszego gola zdobył po świetnej solowej akcji, drugiego, wykorzystując dobre podanie z głębi pola. Dzięki tym trafieniom Atletico zniwelowało trzy punkty straty do Espanyolu i Villarrealu.
Leo Messi – kto nie widział bramek argentyńskiego boga futbolu zdobytych w ostatnim meczu z Sociedad, powinien czym prędzej zacząć wertować Internet w celu ich znalezienia. Będzie się o nich mówiło bowiem jeszcze długo.
Pablio Piatti – duch opatrznościowy Almerii numer dwa. Połowę roboty w meczu z Sevillą wykonał Alves, natomiast druga jej część to zasługa malutkiego Argentyńczyka. Fakt, że Piatti coraz częściej przeprowadza akcje na poziomie nieodbiegającym od tych kreowanych przez Leo Messiego jest nie tylko dowodem na niezwykłe umiejętności Pablo, ale również powodem do zmartwień dla rywali Almerii. Pierwszego gola z Sevillą Argentyńczyk zdobył strzałem, którego moc wprawia w zdumienie, biorąc pod uwagę warunki fizyczne strzelca. Drugi zdobyty został piętą.
Tradycyjnie nie mogło zabraknąć piłkarzy Barcy i
Realu, ale Diego Alves, to zaskoczenie...
Spodziewałem się raczej Casillasa albo De Gea.
De Gea? Przecież nie miał praktycznie nic do roboty
w mecz z Deportivo. Totalnie nic, jego jedyne
interwencje to dwukrotne wychwycenie piłki w polu
karnym.
Dziwi mnie brak w tym zestawieniu (i nie tylko tym)
brak Reyesa. Polecam układającemu jedenastki
tygodnia mu się przyjrzeć, bo IMO to on, nie
Aguero, ciągnie Atletico do przodu.
pozdrawiam
Popieram 'Raatha'...Bo to dość dziwne,że na bramce
nie ma IKERA CASILLASA;/
carles puyol wymiata na 100000000%