Mogłoby się wydawać, że po odejściu Pierre’a-Emile’a Højbjerga Southampton będzie miało spore problemy z obsadzeniem środka pola. W końcu z klubu odszedł nie tylko znakomity piłkarz, ale również i prawdziwy lider całego zespołu. Okazało się jednak, że przedsezonowe obawy były zupełnie niepotrzebne. James Ward-Prowse i Oriol Romeu sprawili, że o Duńczyku powoli zapomina się na St Mary’s Stadium.
Wiele jest postaci w tym sezonie w Southampton, które zasługują na pochwałę. W zasadzie na jaką pozycję byśmy nie spojrzeli, występujący na niej piłkarz gra po prostu znakomicie. Warto w tym gąszczu zawodników wyróżnić jednak dwóch. James Ward-Prowse i Oriol Romeu, bo o nich mowa, dokonują w tym sezonie może i najważniejszej rzeczy dla całej drużyny. Odejście Pierre’a-Emile’a Højbjerga miało być poważnym osłabieniem „Świętych”. Postawa wyżej wymienionej dwójki sprawiła jednak, że nikt na St Mary’s Stadium nie wyobraża sobie lepszych zawodników na te pozycje.
Pierre-Emile Højbjerg, ktoś więcej niż tylko piłkarz
Z każdym kolejnym spotkaniem było wiadomo, że Pierre-Emile Højbjerg prędzej czy później odejdzie z Southampton. Stało się to tego lata, gdy postanowił przenieść się do Tottenhamu, gdzie od początku gra pierwsze skrzypce. Na czym jednak polegał fenomen duńskiego pomocnika i dlaczego był on aż tak ważnym graczem dla Ralpha Hasenhüttla? Już spieszymy z odpowiedzią.
Po pierwsze, Pierre-Emile Højbjerg pasował do taktyki austriackiego szkoleniowca jak mało kto. Wszyscy dobrze znają styl Southampton pod wodzą Ralpha Hasenhüttla. Formacja 4-4-2 i charakterystyczny pressing. To dwa nierozłączne elementy tej drużyny. Do takiej koncepcji idealnie wpasował się właśnie duński pomocnik. Pierre-Emile Højbjerg odpowiadał bowiem w głównej mierze za destrukcję. Odzyskiwał piłkę średnio 10,59 razy na mecz, co było najlepszym wynikiem w całej Premier League w zeszłych rozgrywkach. W swoim zespole był również najlepszy pod względem odbiorów, dzięki którym „Święci” bezpośrednio wchodzili w posiadanie piłki. Do tego świetnie sprawdzał się przy asekuracji oraz wyprowadzaniu piłki od tyłu, gdzie stanowił swego rodzaju łącznik pomiędzy linią obrony i ataku.
Oczywiście nie tylko same liczby na boisku i statystyki sprawiły, że











