Hokejowe wyniki w Copa del Rey


22 grudnia 2010 Hokejowe wyniki w Copa del Rey

Dzisiejsze mecze Pucharu Króla były szalone. W trzech z nich padło łącznie 18 goli! Sevilla pewnie pokonała Malagę w stosunku 5:3. Almeria dała sobie wbić trzy bramki, ale sama strzeliła cztery. Trzy gole w spotkaniu Betisu z Getafe wydają wobec takich wyników śmieszne.


Udostępnij na Udostępnij na

Mecz na Sanchez Pizjuan pomiędzy Sevillą a Malagą obie drużyny rozpoczęły w stosunkowo mocnych składach. Zarówno Pellegrini, jak i Manzano dali odpocząć kilku ważnym piłkarzom, ale trzon pozostał niezmieniony. Co ciekawe, Chilijczyk po raz kolejny postawił w pomocy na młodego „Recio”, który powoli wyrasta na ulubieńca byłego szkoleniowca Realu Madryt.

Diego Capel, Sevilla
Diego Capel, Sevilla (fot. clubbol.com)

Od pierwszej minuty do zdecydowanych ataków ruszyli gospodarze. Ofensywny kwartet (Alfaro, Capel, Negredo i Fabiano) to siła, jakiej Sevilli zazdroszczą niemal wszystkie ekipy ligi. A pamiętajmy, że ciągle kontuzjowani są Perotti, Navas i Kanoute. Szarże graczy trenera Manzano były na tyle szalone, że przyjezdni sobie z nimi kompletnie nie radzili. Przy pierwszej próbie zawiodła celność Negredo, przy drugiej nie zawiódł Malaguenio, ratując drużynę przed stratą gola i odbierając Luisowi Fabiano możliwość zapisania się w protokole meczowym. Za trzecim razem już się udało. Było sprawiedliwie, bo szansę dostał każdy napastnik. Dwaj pierwsi zawiedli, Alfaro nie zawiódł. Świetna współpraca Escude i Luny przyniosła efekt. Wydawało się, że Malaga po tych ciosach upadnie, a kolejne gole zaczną sypać się jak w meczu Barcelony. No i zaczęły, ale nie w sposób, jakiego oczekiwali kibice zgromadzeni na Sanchez Pizjuan. W 19. i 26. minucie spotkania para Quincy – Rondon pokazała wielką klasę. Ten pierwszy zaliczył dwie asysty, drugi dwukrotnie pokonywał Andresa Palopa. Mało tego – trzy minuty po stracie drugiego gola Sevilla powinna stracić trzeciego. Wspaniała interwencja bramkarza gospodarzy powstrzymała jednak Portillo i uniemożliwiła Quincy’emu zaliczenie trzeciej asysty.
Mecz toczył się cały czas w szalonym tempie. Nie minęło pięć minut, a Negredo wyrównał wynik meczu ładnym strzałem głową. Wtedy po raz kolejny obudzili się podopieczni Manu Pellegriniego. Potrzebowali dziesięciu minut, by znów wyjść na prowadzenie. Trafił Quincy, który rozgrywał chyba jeden z najlepszych meczów  karierze. Obrońcy gospodarzy nie upilnowali czarnoskórego skrzydłowego, pozwalając mu oddać ładny, techniczny strzał z dziesiątego metra. W ostatnich minutach pierwszej połowy kilka okazji do pokazania się miał bramkarz Malagi, Ruben. Świetnie wybronił atomowy strzał Zokory i nie mniej groźne uderzenie Romarica (gdyby nie obronił, Capel zaliczyłby piękną asystę).

Druga cześć meczu rozpoczęła się od zaskoczenia. Boisko opuścił Konko, jego miejsce zajął Alexis. Obaj są obrońcami, ale umiejętności ofensywne tego pierwszego są o niebo większe. Trener Manzano raczej nie chciał bronić niekorzystnego przecież wyniku – Konko złapał pewnie kontuzję. Kolejny cios dla sevillistas.

Z szatni znacznie bardziej zmotywowani wyszli oczywiście gospodarze. Szczególnie Diego Capel szalał tak, jakby grał o własne życie. Jego chaotyczne jak zwykle ataki już dawno przestały wywoływać panikę w szeregach formacji defensywnych rywala. Manzano, widząc, że na boisku nie dzieje się nic wskazującego na możliwość wyrównania, zdjął Luisa Fabiano i wprowadził w jego miejsce wracającego po kontuzji Kanoute. Chwilę później Malaga mogła zadać śmiertelny cios. Akcję, jakżeby inaczej, Quincy’ego, próbował wykończyć, jakżeby inaczej, Rondon, jednak przegrał z, jakżeby inaczej, Palopem. To, co dziś na Sanchez Pizjuan pokazywał Owusu-Abeyie, było trudne do opisania.
W 66. minucie kolejną małą wymianę ciosów wygrała Sevilla. Romaric strzelił gola dającego Andaluzyjczykom remis. Cztery minuty później Alfaro powinien trafić po raz drugi dzisiejszego wieczoru. Nie trafił, bo przegrał z Rubenem, który rozgrywał całkiem niezłe zawody.

Remis byłby w miarę sprawiedliwym wynikiem, do 80. minuty. Potem Romaric i Capel pokazali, która drużyna będzie walczyła w lidze o utrzymanie, a która o Ligę Mistrzów. Dwa koszmarne błędy Malagi w obronie przekreśliły ciężką pracę całej ekipy.

W innym ciekawym meczu rozegranym o godzinie 20 Betis Sevilla podejmował Getafe. Drużyna Michela otrząsnęła się z kryzysu, nikt już nie mówi o zwolnieniu trenera i budowaniu ekipy od nowa. O tym, że „Los Azulones” mają się dobrze, ich rywale przekonali się w 27. i 35. minucie meczu. Najpierw trafił niezawodny Miku, potem Pedro Rios. Pierwsza połowa nie obfitowała w dobre sytuacje bramkowe. Betis nie miał właściwie żadnej, Getafe, poza tymi, które zakończyły się golami, próbowało jeszcze dwukrotnie.

Druga połowa przyniosła wreszcie pierwszą szansę dla gospodarzy. Molina próbował pokonać Ustariego, ale wobec asysty Rafy był niemal bezsilny. Mecz rozgrywany w Andaluzji był, nie bójmy się tego słowa, nudny. Nawet dziennik „Marca” na swoich stronach internetowych ilustrował go zdjęciami piłkarzy taplających się w wodzie. Nieco ożywienia wniósł Miguel Torres i jego faul we własnym polu karnym. Dzięki niemu Betis odzyskał honor i nadzieję, bo wynik 1:2 nie jest wcale taki zły. Rzut karny na bramkę zamienił Molina.

Mecz Almerii i Mallorki był od początku typową wymianą ciosów. Na gola Ulloy z 6. minuty De Guzman odpowiedział kwadrans później. Ulloa drugie trafienie zaliczył w minucie 28. Minął, jakżeby inaczej, kwadrans i było 2:2. Wyrównał Casadesus. Mallorca mogłaby nawet prowadzić, ale sposób, w jaki rzut karny na bramkę próbował zamienić Victor, był niepoważny. Esteban rzadko ma okazję wyjść z cienia Diego Alvesa. Ten wieczór będzie z pewnością wspominał miło – obronił karniaka!

Początek drugiej połowy to zdecydowana dominacja Almerii. Wreszcie aktywny zaczął być najlepszy piłkarz drużyny Oltry, Pablo Piatti. W 58. minucie strzał Valeriego trafił w słupek. Chwilę później wspomnianego Valeriego zmienił Uche i strzelił gola na 3:2. Na 4:2 trafił Ulloa, kompletując tym samym hattricka. Ofensywa gospodarzy funkcjonowała w tym meczu niemal idealnie. Trener Oltra nie pozwolił, by Ulloa zawalczył o czwartego i kolejne gole. Zdjął go z boiska w w 78. minucie. Żegnała go owacja na stojąco. Żeby nie było nudno, na kilka minut przed końcem gola na 4:3 strzelił Pierre Webo. Wynik nie uległ już zmianie.

Komentarze
~Marcin77 (gość) - 15 lat temu

Może rozpocznę znów jakąś większą
dyskusję,ale mnie nie dziwą te wyniki...Ponieważ
są takie,jak przystało na najlepszą ligę
świata!:P

Najnowsze