Dzisiejsze mecze Pucharu Króla były szalone. W trzech z nich padło łącznie 18 goli! Sevilla pewnie pokonała Malagę w stosunku 5:3. Almeria dała sobie wbić trzy bramki, ale sama strzeliła cztery. Trzy gole w spotkaniu Betisu z Getafe wydają wobec takich wyników śmieszne.
Mecz na Sanchez Pizjuan pomiędzy Sevillą a Malagą obie drużyny rozpoczęły w stosunkowo mocnych składach. Zarówno Pellegrini, jak i Manzano dali odpocząć kilku ważnym piłkarzom, ale trzon pozostał niezmieniony. Co ciekawe, Chilijczyk po raz kolejny postawił w pomocy na młodego „Recio”, który powoli wyrasta na ulubieńca byłego szkoleniowca Realu Madryt.

Od pierwszej minuty do zdecydowanych ataków ruszyli gospodarze. Ofensywny kwartet (Alfaro, Capel, Negredo i Fabiano) to siła, jakiej Sevilli zazdroszczą niemal wszystkie ekipy ligi. A pamiętajmy, że ciągle kontuzjowani są Perotti, Navas i Kanoute. Szarże graczy trenera Manzano były na tyle szalone, że przyjezdni sobie z nimi kompletnie nie radzili. Przy pierwszej próbie zawiodła celność Negredo, przy drugiej nie zawiódł Malaguenio, ratując drużynę przed stratą gola i odbierając Luisowi Fabiano możliwość zapisania się w protokole meczowym. Za trzecim razem już się udało. Było sprawiedliwie, bo szansę dostał każdy napastnik. Dwaj pierwsi zawiedli, Alfaro nie zawiódł. Świetna współpraca Escude i Luny przyniosła efekt. Wydawało się, że Malaga po tych ciosach upadnie, a kolejne gole zaczną sypać się jak w meczu Barcelony. No i zaczęły, ale nie w sposób, jakiego oczekiwali kibice zgromadzeni na Sanchez Pizjuan. W 19. i 26. minucie spotkania para Quincy – Rondon pokazała wielką klasę. Ten pierwszy zaliczył dwie asysty, drugi dwukrotnie pokonywał Andresa Palopa. Mało tego – trzy minuty po stracie drugiego gola Sevilla powinna stracić trzeciego. Wspaniała interwencja bramkarza gospodarzy powstrzymała jednak Portillo i uniemożliwiła Quincy’emu zaliczenie trzeciej asysty.
Mecz toczył się cały czas w szalonym tempie. Nie minęło pięć minut, a Negredo wyrównał wynik meczu ładnym strzałem głową. Wtedy po raz kolejny obudzili się podopieczni Manu Pellegriniego. Potrzebowali dziesięciu minut, by znów wyjść na prowadzenie. Trafił Quincy, który rozgrywał chyba jeden z najlepszych meczów karierze. Obrońcy gospodarzy nie upilnowali czarnoskórego skrzydłowego, pozwalając mu oddać ładny, techniczny strzał z dziesiątego metra. W ostatnich minutach pierwszej połowy kilka okazji do pokazania się miał bramkarz Malagi, Ruben. Świetnie wybronił atomowy strzał Zokory i nie mniej groźne uderzenie Romarica (gdyby nie obronił, Capel zaliczyłby piękną asystę).
Druga cześć meczu rozpoczęła się od zaskoczenia. Boisko opuścił Konko, jego miejsce zajął Alexis. Obaj są obrońcami, ale umiejętności ofensywne tego pierwszego są o niebo większe. Trener Manzano raczej nie chciał bronić niekorzystnego przecież wyniku – Konko złapał pewnie kontuzję. Kolejny cios dla sevillistas.











