W Barcelonie zapanowała euforia wynikająca z kupna Neymara. Brazylijczyk ma odciążyć Messiego w zdobywaniu bramek. Jeżeli nawet nie spełni sportowych oczekiwań, to z nawiązką zwróci się marketingowo. Zupełnie inne nastroje panują w Bilbao. Baskowie żegnali San Mames, czyli stadion istniejący od 1913 roku. Nie wszystko poszło po ich myśli – w ostatnim oficjalnym spotkaniu ulegli Levante 0:1.
1. Neymaromania
Nie ma chyba drugiego kraju tak zakochanego w swoim futbolu. Nigdzie indziej najważniejsze piłkarskie wydarzenie sezonu nie byłoby zepchnięte na drugi plan przez największe media – z wyjątkiem Hiszpanii. „Marca” i „As” więcej miejsca poświęciły transferowi Neymara do Barcelony niż arcyważnemu spotkaniu (być może mówimy o początku dominacji „Bawarczyków” w Europie) bratobójczej wojny Niemców w Lidze Mistrzów.

Katalońskie gazety upatrują w Brazylijczyku zbawiciela, który ma oczarować Camp Nou i szturmem zdobyć europejskie salony. „Sport” życzeniowo porównał Neymara do Romario i Ronaldinho, którzy zostali sprowadzeni do Barcelony odpowiednio dwadzieścia i dziesięć lat temu. Czyżby magii znaków doszukiwali się w liczbie dziesięć? Z takim numerem gra Lionel Messi.
Suma transferowa do końca pozostaje tajemnicą. W mediach widać wielkie rozbieżności. Transfermarkt.de podaje kwotę 30 milionów euro, natomiast „Marca” wspomina o 54 milionach, ale wlicza w to m.in. profity dla agentów. Trudno też przypuszczać, że miliony za Brazylijczyka się nie zwrócą. W tej chwili jest może zaledwie kilku bardziej rozpoznawalnych piłkarzy. Połączenie medialności zawodnika z globalną marką klubu daje bombę marketingową. Pod względem robienia interesów Sandro Rosell jest na poziomie Florentino Pereza.
Większą zagadką jest poziom sportowy domniemanego następcy Pelego. Czy poradzi sobie z presją na Camp Nou, gdzie bramki strzelali Romario i Ronaldo, a Ronaldinho i Rivaldo oczarowywali publiczność niekonwencjonalnymi zagraniami. Wszyscy wielcy poprzednicy, gdy rozpoczynali przygodę w Katalonii, już wcześniej byli ograni w Europie. Neymar wyrusza bezpośrednio z Santosu. Technikę niewątpliwie ma wyborną, jednak czy da sobie radę w starciu z twardymi obrońcami na Starym Kontynencie? Krew, pot i łzy – to na pewno będzie musiał zostawić w niejednym spotkaniu.
Drugą sprawą jest boiskowa współpraca Brazylijczyka z Messim. Argentyńczyk jest w Barcelonie niemal półbogiem, który zdobył w piłce klubowej wszystko. Czy Neymar będzie umiał się podporządkować? Czytając wywiady, można powiedzieć, że jest skromny. I pogodzi się z dominacją Messiego. Jednak już teraz w swoim kraju jest uważany za tytana i z całym szacunkiem, ale każdemu człowiekowi może się przewrócić w głowie od nadmiaru sławy czy bogactwa. Wielu Latynosów się o tym przekonało – jak chociażby Robinho, który też miał być drugim Pelem i także przenosił się z Santosu do Hiszpanii w wieku 21 lat. Niewątpliwie był ważnym punktem madryckiego Realu, ale nigdy do końca nie osiągnął sukcesów na miarę swojego talentu. Neymar ma oczywiście szanse stać się prawdziwym crackiem, lecz czy Messi nie będzie go zbyt ograniczał? Czas pokaże, czy Neymar podzieli los Romario czy swój talent zmarnuje.












