HNG: Jednym radość, innym smutek


28 maja 2013 HNG: Jednym radość, innym smutek

W Barcelonie zapanowała euforia wynikająca z kupna Neymara. Brazylijczyk ma odciążyć Messiego w zdobywaniu bramek. Jeżeli nawet nie spełni sportowych oczekiwań, to z nawiązką zwróci się marketingowo. Zupełnie inne nastroje panują w Bilbao. Baskowie żegnali San Mames, czyli stadion istniejący od 1913 roku. Nie wszystko poszło po ich myśli – w ostatnim oficjalnym spotkaniu ulegli Levante 0:1.


Udostępnij na Udostępnij na

1. Neymaromania

Nie ma chyba drugiego kraju tak zakochanego w swoim futbolu. Nigdzie indziej najważniejsze piłkarskie wydarzenie sezonu nie byłoby zepchnięte na drugi plan przez największe media – z wyjątkiem Hiszpanii. „Marca” i „As” więcej miejsca poświęciły transferowi Neymara do Barcelony niż arcyważnemu spotkaniu (być może mówimy o początku dominacji „Bawarczyków” w Europie) bratobójczej wojny Niemców w Lidze Mistrzów.

Czy Neymar okaże się wielkim wzmocnieniem Barcelony?
Czy Neymar okaże się wielkim wzmocnieniem Barcelony? (fot. Skysports.com)

Katalońskie gazety upatrują w Brazylijczyku zbawiciela, który ma oczarować Camp Nou i szturmem zdobyć europejskie salony. „Sport” życzeniowo porównał Neymara do Romario i Ronaldinho, którzy zostali sprowadzeni do Barcelony odpowiednio dwadzieścia i dziesięć lat temu. Czyżby magii znaków doszukiwali się w liczbie dziesięć? Z takim numerem gra Lionel Messi.

Suma transferowa do końca pozostaje tajemnicą. W mediach widać wielkie rozbieżności. Transfermarkt.de podaje kwotę 30 milionów euro, natomiast „Marca” wspomina o 54 milionach, ale wlicza w to m.in. profity dla agentów. Trudno też przypuszczać, że miliony za Brazylijczyka się nie zwrócą. W tej chwili jest może zaledwie kilku bardziej rozpoznawalnych piłkarzy. Połączenie medialności zawodnika z globalną marką klubu daje bombę marketingową. Pod względem robienia interesów Sandro Rosell jest na poziomie Florentino Pereza.

Większą zagadką jest poziom sportowy domniemanego następcy Pelego. Czy poradzi sobie z presją na Camp Nou, gdzie bramki strzelali Romario i Ronaldo, a Ronaldinho i Rivaldo oczarowywali publiczność niekonwencjonalnymi zagraniami. Wszyscy wielcy poprzednicy, gdy rozpoczynali przygodę w Katalonii, już wcześniej byli ograni w Europie. Neymar wyrusza bezpośrednio z Santosu. Technikę niewątpliwie ma wyborną, jednak czy da sobie radę w starciu z twardymi obrońcami na Starym Kontynencie? Krew, pot i łzy – to na pewno będzie musiał zostawić w niejednym spotkaniu.

Drugą sprawą jest boiskowa współpraca Brazylijczyka z Messim. Argentyńczyk jest w Barcelonie niemal półbogiem, który zdobył w piłce klubowej wszystko. Czy Neymar będzie umiał się podporządkować? Czytając wywiady, można powiedzieć, że jest skromny. I pogodzi się z dominacją Messiego. Jednak już teraz w swoim kraju jest uważany za tytana i z całym szacunkiem, ale każdemu człowiekowi może się przewrócić w głowie od nadmiaru sławy czy bogactwa. Wielu Latynosów się o tym przekonało – jak chociażby Robinho, który też miał być drugim Pelem i także przenosił się z Santosu do Hiszpanii w wieku 21 lat. Niewątpliwie był ważnym punktem madryckiego Realu, ale nigdy do końca nie osiągnął sukcesów na miarę swojego talentu. Neymar ma oczywiście szanse stać się prawdziwym crackiem, lecz czy Messi nie będzie go zbyt ograniczał? Czas pokaże, czy Neymar podzieli los Romario czy swój talent zmarnuje.

2. Pożegnanie San Mames

Kibice Bilbao na San Mames
Kibice Bilbao na San Mames (fot. Marca.com)

W Hiszpanii w tym tygodniu wydarzyło się jeszcze coś ważnego. W Bilbao melancholijnie pożegnano San Mames – stadion, który przez 100 lat swojego istnienia był świadkiem wielu wzlotów i upadków baskijskich „Lwów”. Powiadają, że drzewa i kamienie są niemymi obserwatorami upływającego czasu – świadkami tragedii i wielkich czynów opiewanych w pieśniach. Taki jest również nasz bohater – stadion, najstarszy wśród pierwszoligowców. Istniał na długo przed narodzinami Santiago Bernabeu i Camp Nou. Stał dumny, gdy Primera Division dopiero się tworzyła, i pozostał jej wierny przez całe życie.

Teraz Athletic będzie rozgrywał mecze na nowym obiekcie oddalonym o zaledwie kilkadziesiąt metrów, lecz obraz La Catedral (tak nazywają go Baskowie) pozostanie na zawsze w sercach fanów. Trudno nie pisać heroicznie o budowli, na której były rozgrywane wielkie batalie, gdy „Los Leones” walczyli jak równy z równym z Realem Madryt i Barceloną. Niestety, ostatnimi czasy ekipa z Bilbao częściej tułała się w dolnych rejonach tabeli, niż realnie walczyła o mistrzostwo. Wydawało się, że po zatrudnieniu Marcelo Bielsy Baskowie podźwigną się z marazmu. Rzeczywiście przez moment tak było. Ten sezon okazał się jednak powrotem do „normy”.

Pożegnanie San Mames miało być piękną fiestą, na którą fani przyszli pełni optymizmu przed zbliżającym się spotkaniem. Przeciwnik nie mógł być lepszy – skromne Levante, które zapewniło sobie utrzymanie jakiś czas temu i nie miało już o co walczyć. Chyba nie można było sobie wymarzyć lepszej szansy na uczczenie pamięci stadionu, na którym występowali Telmo Zarra, Joseba Etxeberria czy Jose Angel Iribar. A jednak na kibiców spadły dwa ciosy.

Pierwszym była frustracja Ikera Muniaina, który dostał czerwoną kartkę za kopnięcie zawodnika gości. Ewidentnie nie mógł wytrzymać presji, która z każdą upływającą minutą była coraz większa w ekipie „Los Leones”. Pośrednim skutkiem bezmyślności Baska była strata bramki w doliczonym czasie gry. Porażka Bilbao w pożegnalnym meczu dobitnie obrazuje najnowszą historię Athleticu – zespołu, który najlepsze lata ma dawno za sobą, a którego sukcesy może pamiętać jedynie wieczna La Catedral.

Artykuł ukazał się na blogu O wszystkim i…

Komentarze
~Chan (gość) - 13 lat temu

Kto w dupke mnie zaprze?

~HASAN (gość) - 13 lat temu

Trzeba pamiętać że w ostatnich latach brazyliczycy
którzy zawładneli umysłami europejskich fanów
piłki byli na R. Romario,Rivaldo,Ronaldo,Ronaldinho
a nawet Carlos,Roberto Carlos ;)))

Już bardziej poważnie.
Z pewnością sprowadzenie Neymara to świetny ruch
merketnigowy. To czego obawiam się najbardziej to
status jaki miał w kraju kawy a którego napewno nie
uświadczy na europejskich boiskach. Problemem
napastnika nie będzie aklimatyzacja,nowa
drużyna,nawet nie Messi a prawdziwa defensywa. Nie
wiem ilu wypowiadających się w temacie widziało
Neymara w brazylijskiej lidze. Prawdą jest że
czasami ociera się o magię ale łatwo być
czarodziejem [czyt.nietykalny] na murawie przy
statystach w obronie. Nie odmawiam mu
umiejętności,talentu ale zastanawiam się czy to
wystarczy by grać na starym kontynęcie z
najlepszymi i czy akurat ten zawodnik potrzebny jest
Barcelonie w pierwszej kolejności.

~asdf (gość) - 13 lat temu

Neymar powiniem grać w Borussi !

Paplik (gość) - 13 lat temu

A ja myślę, że FC Barcelona dobrze zrobiła, że
kupiła Neymara. To bardzo dobry klub, niech się
chłopaczyna nauczy czegoś więcej.

~Messi (gość) - 12 lat temu

Neymar zawsze pasował do barcelony

Najnowsze