34. kolejka La Liga uwypukliła tegoroczne wady, jak dotąd zdawałoby się, perfekcyjnych mechanizmów – barcelońskiego i madryckiego. Co prawda Real Madryt i „Duma Katalonii” wygrały swoje spotkania, jednak przyszło im to z trudem. Prawdopodobnie u obu wielkich rywali dojdzie do mniejszych lub większych zmian po tym sezonie.
W Madrycie zapanował chaos. Złożyło się na niego wiele czynników, poczynając od smutku Cristiano Ronaldo, kończąc na wzajemnym flircie Mourinho i Pepego w mediach. Zamieszanych w konflikt jest/było więcej osób z Casillasem i Ramosem na czele. Swoje dorzucił również Kaka, który stwierdził, że trzy bramki zdobyte przez Valladolid obciążają system defensywny „Los Blancos” – od bramkarza po napastników. Czy Brazylijczyk, wygłaszając te słowa, chciał wesprzeć trenera, czy wbić mu szpilkę?

Szkoleniowiec Realu wydaje się ogniskować wszystkie negatywne nastroje w drużynie i te, które są poza nią. Przez dwa lata udawało mu się ukryć niesnaski, lecz w tym sezonie wszystko wybuchło. Ostatnia konferencja to popis jego retoryki. W tym jest chyba geniuszem jeszcze większym niż w trenerskim fachu. – Varane jest fantastyczny. I kto miał odwagę postawić na niego? Ja – powiedział Mourinho. Pełna zgoda, ale umożliwiła to przede wszystkim nieobecność Pepego i Ramosa w pucharowym starciu z Barceloną. Czy wprowadziłby Francuza na najważniejsze mecze sezonu, gdyby nie kontuzja portugalskiego obrońcy? To już się nie wydaje takie pewne. Podobna sytuacja dotyczyła pozycji bramkarza. Jeżeli nie doszłoby do kontuzji Casillasa, to prawdopodobnie dzisiaj Lopez nadal siedziałby na ławie w Sevilli.
Na poprzedniej konferencji po meczu z Borussią Portugalczyk wymienił wszystkich trenerów madryckiego klubu w ciągu ostatnich 21 lat. Dlaczego? Żeby wspomnieć, że owi szkoleniowcy w tym czasie pięć razy doprowadzili „Królewskich” do półfinału Ligi Mistrzów, gdy on osiągnął trzy półfinały w ciągu trzech sezonów. Bardzo dobre osiągnięcie, lecz czy na pewno o to chodziło? Zaiste Florentino Perez wiedział, co robi, gdy zatrudniał Mourinho – trenera tyleż genialnego, co chyba najbardziej medialnego na świecie. Madryt dzięki temu zyskał i sportowo i finansowo.
Oczywiście obie konferencje można uznać za cierpkie odpowiedzi na niewygodne pytania dziennikarzy po nieudanym sezonie, bo tak ten okres trzeba nazwać. Mimo wszystko Real był blisko awansu do finału. We wtorkowym rewanżu piłkarze w białych koszulkach pokazali ducha gry – zabrakło szczęścia i chłodnej głowy przy kilku stuprocentowych sytuacjach. Odpadli z drużyną, której zawodnicy są w życiowych formach i prędzej umrą na boisku, niż odpuszczą piłkę. BVB jest kolektywem młodych utalentowanych graczy, a każdy z nich chce się pokazać, szczególnie rywalizując z takim zespołem jak hiszpański gigant.











