W zasadzie już jutro przekonamy się, czy w styczniu przyjdzie nam znowu emocjonować się wielkim El Clasico. Przed nami rewanżowe starcia w 1/8 finału Pucharu Króla, które wyłonią ćwierćfinalistów i dadzą odpowiedź na pytanie, czy Real Madryt zagra z Barceloną. „Królewscy” muszą utrzymać w Maladze wynik z pierwszego meczu, wygranego 3:2. „Barca” już jest praktycznie pewna awansu. Hit zapowiada się za to w Sewilli, gdzie przyjeżdża Valencia. Athletic zaś walczy o honor w meczu przeciwko Albacete.
Malaga – Real Madryt Pół godziny pierwszego starcia tej pary na Estadio Santiago Bernabeu wprawiło w osłupienie wszystkich obserwatorów. Real Madryt, który po raz kolejny miał pożreć rywala przed własną publicznością, przegrywał 0:2 po dwóch bramkach z dośrodkowań. To bardzo nie spodobało się Jose Mourinho, który mówił o tym na pomeczowej konferencji prasowej. „The Special One” dodawał ponadto, że jeśliby mógł, w przerwie zmieniłby wszystkich zawodników. Po zmianie stron nic nie zapowiadało na to, żeby „Królewscy” mieli odwrócić losy pojedynku. Trybiki zaskoczyły jednak w samą porę i ostatecznie obrońcy tytułu wygrali 3:2.
Przed Malagą więc nie lada zadanie, bo pokonanie Realu Madryt samo w sobie jest wyczynem arcytrudnym. „Los Blancos” pokazali już ekipie z Andaluzji, jak powinno się grać w piłkę w 9. kolejce, kiedy to, na La Rosareda zresztą, wygrali pewnie 4:0. Wszystkie bramki padły w pierwszej połowie, a łupem podzielili się Higuain (1) i Ronaldo (3). Czy należy spodziewać się podobnych batów również jutro? Niewykluczone, o ile podopieczni Jose Mourinho będą pamiętać o defensywie i nie będą popełniać głupich błędów.
Manuel Pellegrini i Jose Mourinho będą musieli poradzić sobie z kilkoma absencjami. Problemów więcej ma chyba mimo wszystko Portugalczyk. Na La Rosaleda na pewno nie zagra Angel di Maria. Chyba nikt na świecie nie wie, co dzieje się do końca z Ricardo Carvalho, ale prawie na pewno i jego nie ujrzymy we wtorkowym meczu. Z małymi problemami borykają się także Arbeloa i Coentrao. Do tego wszystkiego dochodzi lekka kontuzja Karima Benzemy z sobotniego meczu z Granadą. Francuz powołanie otrzymać jednak powinien, ale nie wiadomo, czy jest zdolny do gry od pierwszej minuty. Jeśli chodzi o Malagę, to nie ujrzymy oczywiście wiecznie kontuzjowanego Julio Baptisty. Poza kadrą znajduje się ponadto Joaquin.
Gdyby Maladze udało się w pierwszym meczu wywieźć z Bernabeu choćby remis… No właśnie, gdyby. „Los Blancos” nie mają miażdżącej zaliczki, ale jutro powinni rezultat powiększyć, bo to oni bez wątpienia są faworytami tego starcia. A na horyzoncie przecież Gran Derbi, na które madridismo już ostrzy sobie zęby.
Sevilla – Valencia „Nietoperze” pewnie plują sobie w brodę, że nie udało im się wywalczyć lepszego rezultatu w pierwszym meczu. Tyle chociaż, że Sevilla na Mestalla nie zdobyła żadnego gola. Valencia wygrała 1:0, a bramkę zdobył Jonas, ale ten wynik nie może satysfakcjonować ani zawodników, ani trenera, mecz na Ramon Sanchez Pizjuan, jak każdy na tym niesamowicie gorącym obiekcie, będzie bowiem piekielnie trudną przeprawą. Bez względu na to, że Sevilla słabo zaprezentowała się w pierwszym meczu, przed własną publicznością na pewno wzniesie się na wyżyny i będzie walczyła jak równy z równym.
Pojawiają się jednak poważne wątpliwości co do możliwości gospodarzy. Jeden Javi Varas, znajdujący się w absolutnie życiowej formie, może tutaj nie wystarczyć. Piłkarze Sevilli nie mogą szczycić się wysoką formą, nie mogą mówić, że są zadowoleni ze swojej dyspozycji. Co innego Valencia, w której to jeden wydaje się lepszy od drugiego. Niesamowity jest Roberto Soldado, prawdziwym objawieniem okazał się Feghouli, pierwsze skrzypce gra Jonas, linia defensywna jest solidna i pewna, a nad wszystkim bacznie czuwa w pomocy Ever Banega. Jeśli przyszłoby porównywać umiejętności obydwu ekip, nie można by dawać gospodarzom większych szans.
Marcelino ma jednak większe problemy od tego, że jego piłkarze wyglądają na słabszych od graczy rywala. Trener gospodarzy może bowiem nie mieć wszystkich swoich zawodników do dyspozycji. Dzisiaj ciągle poza grupą trenował Jesus Navas i jego występ w środowym meczu stoi pod dużym znakiem zapytania. Przez mniej więcej sześć tygodni nie będzie grał ponadto Armenteros. Na całe szczęście wszystko wskazuje na to, że gotów do występu będzie nowy nabytek, Jose Antonio Reyes, który zadebiutował już w ligowym meczu, jednak musiał opuścić boisko z powodu lekkiej kontuzji.
Andaluzyjczycy na pewno są zdolni do ogrania rywala, zwłaszcza przed własną publicznością. Nie wyobrażam sobie jednak, aby „Los Ches” nie strzelili na Ramon Sanchez Pizjuan choćby jednego gola. A gdy tak się stanie, gospodarze będą musieli wygrać aż 3:1, co – z całym szacunkiem – wydaje się niemożliwe.
Athletic Bilbao – Albacete Baskom nie udało się w pierwszym meczu 1/8 finału zdobyć ani jednego gola. Nie uczynili tego również piłkarze Albacete, ale bezbramkowy remis przed własną publicznością wydaje się naprawdę niezłym rezultatem przed rewanżem. Jakaś jedna przypadkowa akcja, jakieś jedno szczęśliwe odbicie, pada bramka dla gości i Athletic znajduje się w niemałych tarapatach. Czy jest to możliwe? Jak najbardziej. Skoro drugoligowiec zdołał wygrać 1:0 na wyjeździe z Atletico Madryt, to dlaczego ma nie uczynić tego również na San Mames?
Wydawało się, że po objęciu przez Marcelo Bielsę stanowiska trenera Athleticu wszystko pójdzie w odpowiednim kierunku. Heroiczny remis z Barcelona, świetna gra, coraz lepsza drużyna, w Baskonii już witali się z czołowymi miejscami w tabeli. Rzeczywistość okazuje się jednak brutalniejsza i ekipa z Bilbao ciągle przeplata świetne mecze bardzo słabymi. Do tych drugich należy choćby pierwsze starcie z Albacete, ale także weekendowy, bezbramkowy remis z Getafe. Nie wszystko na San Mames funkcjonuje jeszcze tak, jak należy. Athletic pozostaje oczywiście faworytem do awansu do ćwierćfinału, jednak nie można przekreślać szans rywala, który przed tygodniem na pewno znacząco nie odbiegał poziomem od przeciwnika.
Najważniejszą wiadomością dla Marcelo Bielsy jest bez wątpienia to, że w końcu będzie mógł skorzystać z usług Fernando Llorente – w pełnym tego słowa znaczeniu. Reprezentant Hiszpanii zagrał co prawda z Getafe, ale na boisku pojawił się z ławki rezerwowych. W środę oczekujemy go w wyjściowym składzie, co już powinno sprawić, że Athletic będzie drużyną o wiele lepszą. Trzeba przyznać, że „Lwy” z Llorente a „Lwy” bez Llorente to całkowicie inne zespoły.
Jeśli więc Albecete marzy o awansie, musi znaleźć sposób na baskijskiego napastnika. Jeśli tego nie zrobi, ten z kolei zapewne znajdzie sposób na to, aby pchnąć swoją drużyną do kolejnej fazy rozgrywek. Faza ta bez Athleticu byłaby sporą niespodzianką.
Osasuna – Barcelona Wiele rzeczy piłkarski świat widział. Ale czy ktoś wyobraża sobie, aby Osasuna miała odrobić straty z pierwszego meczu? W porządku, pampeluńczycy spisują się w tym sezonie o niebo lepiej, niż ktokolwiek w ogóle mógłby przypuszczać, ale „Blaugrana” przed tygodniem pokazała im już miejsce w szeregu. „Los Rojillos” mogą wojować w lidze, mogą walczyć o europejskie puchary, ale to nie jest jeszcze czas, i prawdopodobnie czas ten nigdy nie nadejdzie, aby móc mierzyć się z najlepszymi drużynami w Hiszpanii.
Barcelona przystąpi do rewanżu po zaskakującym remisie w derbach Katalonii z Espanyolem. „Barca” wie, że awans do kolejnej rundy Pucharu Króla jest już w zasadzie zapewniony. „Barca” wie również, że w ćwierćfinale trafi prawdopodobnie na Real Madryt, o ile ten stanie na wysokości zadania w Andaluzji. „Duma Katalonii” ma do dyspozycji wszystkich swoich najważniejszych piłkarzy (zapominamy już w tym sezonie o Davidzie Villi, rzecz jasna), nieobecność Afellaya nie jest dużą stratą. Pytanie, czy Pep Guardiola da odpocząć swoim gwiazdom, mając na uwadze napięty terminarz, czy desygnuje do gry elitę? Na pewno możemy oczekiwać kilku roszad, jak choćby wstawienia do składu Cuenki czy Pedro. Zmiany te, mimo wszystko, powinny być jednak kosmetyczne.
Katalończycy bezsprzecznie są faworytami czwartkowego pojedynku, ale jeśli Osasunie udałoby się urwać remis, nie powinno to nikogo zaskoczyć. Zrozumiałe jest to, że Barcelona będzie chciała w jakiś sposób zmazać plamę z meczu z Espanyolem, jednak należy raczej przypuszczać, że mistrzowie Hiszpanii nie będą zbytnio forsować tempa. Osasuna w ostatniej kolejce również nie zachwyciła, tylko remisując na wyjeździe z Realem Sociedad, ale piąta lokata na półmetku rozgrywek to i tak bardzo wielki sukces dla tego klubu.
Nie wiadomo, czego można spodziewać się po tym meczu. Osasuna została podrażniona tak dotkliwą porażką na Camp Nou, ale powinna zdawać sobie sprawę, że prawdopodobnie nigdy nie osiągnie poziomu rywala. „Barca” to Barca”. 4:0 to 4:0. Sensacji nie będzie. Kropka.
O awans do ćwierćfinałów powalczy również innych osiem zespołów. We wtorek Mallorca będzie próbowała odrobić straty z pierwszego meczu z Realem Sociedad, który przegrała w Baskonii 0:2. W podobnej sytuacji znajduje się Racing Santander, który dość sensacyjnie uległ na obiekcie Mirandes 2:0. W środę zaś Levante będzie próbowało ograć u siebie Alcorcon, z którym przegrało w pierwszym starciu 1:2. Espanyol, natchniony urwaniem punktów Barcelonie, również będzie gonił wynik przeciwko Cordobie, która przed tygodniem pokonała kataloński zespół 2:1.
W zasadzie już jutro przekonamy się, czy w styczniu przyjdzie nam znowu emocjonować się wielkim El Clasico. Przed nami rewanżowe starcia w 1/8 finału Pucharu Króla, które wyłonią ćwierćfinalistów i dadzą odpowiedź na pytanie, czy Real Madryt zagra z Barceloną. „Królewscy” muszą utrzymać w Maladze wynik z pierwszego meczu, wygranego 3:2. „Barca” już jest praktycznie pewna awansu. Hit zapowiada się za to w Sewilli, gdzie przyjeżdża Valencia. Athletic zaś walczy o honor w meczu przeciwko Albacete.
Malaga – Real Madryt Pół godziny pierwszego starcia tej pary na Estadio Santiago Bernabeu wprawiło w osłupienie wszystkich obserwatorów. Real Madryt, który po raz kolejny miał pożreć rywala przed własną publicznością, przegrywał 0:2 po dwóch bramkach z dośrodkowań. To bardzo nie spodobało się Jose Mourinho, który mówił o tym na pomeczowej konferencji prasowej. „The Special One” dodawał ponadto, że jeśliby mógł, w przerwie zmieniłby wszystkich zawodników. Po zmianie stron nic nie zapowiadało na to, żeby „Królewscy” mieli odwrócić losy pojedynku. Trybiki zaskoczyły jednak w samą porę i ostatecznie obrońcy tytułu wygrali 3:2.
Przed Malagą więc nie lada zadanie, bo pokonanie Realu Madryt samo w sobie jest wyczynem arcytrudnym. „Los Blancos” pokazali już ekipie z Andaluzji, jak powinno się grać w piłkę w 9. kolejce, kiedy to, na La Rosareda zresztą, wygrali pewnie 4:0. Wszystkie bramki padły w pierwszej połowie, a łupem podzielili się Higuain (1) i Ronaldo (3). Czy należy spodziewać się podobnych batów również jutro? Niewykluczone, o ile podopieczni Jose Mourinho będą pamiętać o defensywie i nie będą popełniać głupich błędów.
Manuel Pellegrini i Jose Mourinho będą musieli poradzić sobie z kilkoma absencjami. Problemów więcej ma chyba mimo wszystko Portugalczyk. Na La Rosaleda na pewno nie zagra Angel di Maria. Chyba nikt na świecie nie wie, co dzieje się do końca z Ricardo Carvalho, ale prawie na pewno i jego nie ujrzymy we wtorkowym meczu. Z małymi problemami borykają się także Arbeloa i Coentrao. Do tego wszystkiego dochodzi lekka kontuzja Karima Benzemy z sobotniego meczu z Granadą. Francuz powołanie otrzymać jednak powinien, ale nie wiadomo, czy jest zdolny do gry od pierwszej minuty. Jeśli chodzi o Malagę, to nie ujrzymy oczywiście wiecznie kontuzjowanego Julio Baptisty. Poza kadrą znajduje się ponadto Joaquin.
Gdyby Maladze udało się w pierwszym meczu wywieźć z Bernabeu choćby remis… No właśnie, gdyby. „Los Blancos” nie mają miażdżącej zaliczki, ale jutro powinni rezultat powiększyć, bo to oni bez wątpienia są faworytami tego starcia. A na horyzoncie przecież Gran Derbi, na które madridismo już ostrzy sobie zęby.
Sevilla – Valencia „Nietoperze” pewnie plują sobie w brodę, że nie udało im się wywalczyć lepszego rezultatu w pierwszym meczu. Tyle chociaż, że Sevilla na Mestalla nie zdobyła żadnego gola. Valencia wygrała 1:0, a bramkę zdobył Jonas, ale ten wynik nie może satysfakcjonować ani zawodników, ani trenera, mecz na Ramon Sanchez Pizjuan, jak każdy na tym niesamowicie gorącym obiekcie, będzie bowiem piekielnie trudną przeprawą. Bez względu na to, że Sevilla słabo zaprezentowała się w pierwszym meczu, przed własną publicznością na pewno wzniesie się na wyżyny i będzie walczyła jak równy z równym.
Pojawiają się jednak poważne wątpliwości co do możliwości gospodarzy. Jeden Javi Varas, znajdujący się w absolutnie życiowej formie, może tutaj nie wystarczyć. Piłkarze Sevilli nie mogą szczycić się wysoką formą, nie mogą mówić, że są zadowoleni ze swojej dyspozycji. Co innego Valencia, w której to jeden wydaje się lepszy od drugiego. Niesamowity jest Roberto Soldado, prawdziwym objawieniem okazał się Feghouli, pierwsze skrzypce gra Jonas, linia defensywna jest solidna i pewna, a nad wszystkim bacznie czuwa w pomocy Ever Banega. Jeśli przyszłoby porównywać umiejętności obydwu ekip, nie można by dawać gospodarzom większych szans.
Marcelino ma jednak większe problemy od tego, że jego piłkarze wyglądają na słabszych od graczy rywala. Trener gospodarzy może bowiem nie mieć wszystkich swoich zawodników do dyspozycji. Dzisiaj ciągle poza grupą trenował Jesus Navas i jego występ w środowym meczu stoi pod dużym znakiem zapytania. Przez mniej więcej sześć tygodni nie będzie grał ponadto Armenteros. Na całe szczęście wszystko wskazuje na to, że gotów do występu będzie nowy nabytek, Jose Antonio Reyes, który zadebiutował już w ligowym meczu, jednak musiał opuścić boisko z powodu lekkiej kontuzji.
Andaluzyjczycy na pewno są zdolni do ogrania rywala, zwłaszcza przed własną publicznością. Nie wyobrażam sobie jednak, aby „Los Ches” nie strzelili na Ramon Sanchez Pizjuan choćby jednego gola. A gdy tak się stanie, gospodarze będą musieli wygrać aż 3:1, co – z całym szacunkiem – wydaje się niemożliwe.
Athletic Bilbao – Albacete Baskom nie udało się w pierwszym meczu 1/8 finału zdobyć ani jednego gola. Nie uczynili tego również piłkarze Albacete, ale bezbramkowy remis przed własną publicznością wydaje się naprawdę niezłym rezultatem przed rewanżem. Jakaś jedna przypadkowa akcja, jakieś jedno szczęśliwe odbicie, pada bramka dla gości i Athletic znajduje się w niemałych tarapatach. Czy jest to możliwe? Jak najbardziej. Skoro drugoligowiec zdołał wygrać 1:0 na wyjeździe z Atletico Madryt, to dlaczego ma nie uczynić tego również na San Mames?
Wydawało się, że po objęciu przez Marcelo Bielsę stanowiska trenera Athleticu wszystko pójdzie w odpowiednim kierunku. Heroiczny remis z Barcelona, świetna gra, coraz lepsza drużyna, w Baskonii już witali się z czołowymi miejscami w tabeli. Rzeczywistość okazuje się jednak brutalniejsza i ekipa z Bilbao ciągle przeplata świetne mecze bardzo słabymi. Do tych drugich należy choćby pierwsze starcie z Albacete, ale także weekendowy, bezbramkowy remis z Getafe. Nie wszystko na San Mames funkcjonuje jeszcze tak, jak należy. Athletic pozostaje oczywiście faworytem do awansu do ćwierćfinału, jednak nie można przekreślać szans rywala, który przed tygodniem na pewno znacząco nie odbiegał poziomem od przeciwnika.
Najważniejszą wiadomością dla Marcelo Bielsy jest bez wątpienia to, że w końcu będzie mógł skorzystać z usług Fernando Llorente – w pełnym tego słowa znaczeniu. Reprezentant Hiszpanii zagrał co prawda z Getafe, ale na boisku pojawił się z ławki rezerwowych. W środę oczekujemy go w wyjściowym składzie, co już powinno sprawić, że Athletic będzie drużyną o wiele lepszą. Trzeba przyznać, że „Lwy” z Llorente a „Lwy” bez Llorente to całkowicie inne zespoły.
Jeśli więc Albecete marzy o awansie, musi znaleźć sposób na baskijskiego napastnika. Jeśli tego nie zrobi, ten z kolei zapewne znajdzie sposób na to, aby pchnąć swoją drużyną do kolejnej fazy rozgrywek. Faza ta bez Athleticu byłaby sporą niespodzianką.
Osasuna – Barcelona Wiele rzeczy piłkarski świat widział. Ale czy ktoś wyobraża sobie, aby Osasuna miała odrobić straty z pierwszego meczu? W porządku, pampeluńczycy spisują się w tym sezonie o niebo lepiej, niż ktokolwiek w ogóle mógłby przypuszczać, ale „Blaugrana” przed tygodniem pokazała im już miejsce w szeregu. „Los Rojillos” mogą wojować w lidze, mogą walczyć o europejskie puchary, ale to nie jest jeszcze czas, i prawdopodobnie czas ten nigdy nie nadejdzie, aby móc mierzyć się z najlepszymi drużynami w Hiszpanii.
Barcelona przystąpi do rewanżu po zaskakującym remisie w derbach Katalonii z Espanyolem. „Barca” wie, że awans do kolejnej rundy Pucharu Króla jest już w zasadzie zapewniony. „Barca” wie również, że w ćwierćfinale trafi prawdopodobnie na Real Madryt, o ile ten stanie na wysokości zadania w Andaluzji. „Duma Katalonii” ma do dyspozycji wszystkich swoich najważniejszych piłkarzy (zapominamy już w tym sezonie o Davidzie Villi, rzecz jasna), nieobecność Afellaya nie jest dużą stratą. Pytanie, czy Pep Guardiola da odpocząć swoim gwiazdom, mając na uwadze napięty terminarz, czy desygnuje do gry elitę? Na pewno możemy oczekiwać kilku roszad, jak choćby wstawienia do składu Cuenki czy Pedro. Zmiany te, mimo wszystko, powinny być jednak kosmetyczne.
Katalończycy bezsprzecznie są faworytami czwartkowego pojedynku, ale jeśli Osasunie udałoby się urwać remis, nie powinno to nikogo zaskoczyć. Zrozumiałe jest to, że Barcelona będzie chciała w jakiś sposób zmazać plamę z meczu z Espanyolem, jednak należy raczej przypuszczać, że mistrzowie Hiszpanii nie będą zbytnio forsować tempa. Osasuna w ostatniej kolejce również nie zachwyciła, tylko remisując na wyjeździe z Realem Sociedad, ale piąta lokata na półmetku rozgrywek to i tak bardzo wielki sukces dla tego klubu.
Nie wiadomo, czego można spodziewać się po tym meczu. Osasuna została podrażniona tak dotkliwą porażką na Camp Nou, ale powinna zdawać sobie sprawę, że prawdopodobnie nigdy nie osiągnie poziomu rywala. „Barca” to Barca”. 4:0 to 4:0. Sensacji nie będzie. Kropka.
O awans do ćwierćfinałów powalczy również innych osiem zespołów. We wtorek Mallorca będzie próbowała odrobić straty z pierwszego meczu z Realem Sociedad, który przegrała w Baskonii 0:2. W podobnej sytuacji znajduje się Racing Santander, który dość sensacyjnie uległ na obiekcie Mirandes 2:0. W środę zaś Levante będzie próbowało ograć u siebie Alcorcon, z którym przegrało w pierwszym starciu 1:2. Espanyol, natchniony urwaniem punktów Barcelonie, również będzie gonił wynik przeciwko Cordobie, która przed tygodniem pokonała kataloński zespół 2:1.
Komentarze9
B
BlaN[t]
Niecierpię Realu , ale życzę im wygranej aby po
raz kolejny obejrzeć Gran Derbi :) Valencia da radę
z Sevillą po raz kolejny ; )) Mam nadzieję że
znowu pokaże swoją klasę Soldado a Barca pewnie po
raz kolejny napewno wygra z Ossasuną ; ) . Pragnę
Gran Derbi !! :) Visca el Barca !!!
~
~E123
A wiecie że w Hiszpanii nikt nie nazywa klasyku
„Gran Derbi”??
~
~Cris
Barca popuści Real ich ogra a CR7 pokaże klase i
strzeli hat-Tricka
HALA MADRIT PUTA BARCA
HALA CR7 PUTA MESSI 10
~
~E123
Raczej hat tricka nie będzie gdyż CR7 moim zdaniem
to nieporozumienie w kwestii goli w meczach z Barca.
On zawsze strzela dużo goli ale w El Clasico się
zacina i nie gra zbyt dobrze. Moim zdaniem już
Benzema który jest w świetnej formie prędzej by
strzelił 3 gole. Szkoda że Real spotka się z Barca
już w ćwierćfinale bo jak 1 zespół wygra to
wiadomo że on zdobędzie CDR ;/ a mogły być emocje
;/ No nic pozostaje mieć nadzieję że Real wygra.
~
~etihad
Najlepiej jakby katalonskie dzieciaki nie stawiły
się na mecz wtedy będzie trzy zero a tak to z
siedem zero i po co im to
~R
~Fan realu
Wybaczcie ale poprostu nie można sie nie odezwać
jak to znowu nasz real ma zmiarzdżyć barcelone?,no
myślałem że teraz bedzie bardziej trzeźwa ocena
sytuacji,no ale widać nasze dzieci z gimnazjum o 22
już śpią i ostatnich GD nie oglądały bo jakoś
nie widziałem żeby real miał szanse wygrać ten
mecz a tu znowu hura optymizm, pogadamy po meczu,
teraz przed nami malaga i trzeba się na niej
skupić, a sny o barcelonie zostawić na
potem,troszke pokory prosze, i nie sprzedawajcie od
razu połowy składu jak im coś nie wyjdzie,to tylko
ludzie jak my wszyscy,nq
~
~Fachowiec
Taki mecz będzie ciekawszy. Ile razy można w
kółko oglądać te same drużyny?
~
~wojtekb96
Mam nadzieję, że Malaga wygra. Jestem kibicem i
Realu, i Malagi. Jednak wolę Malagę. Uwielbiam ich
i mam nadzieję na wielkie emocje dziś wieczorem.
Zupełnie jak tydzień temu! Niech wygra lepszy, ale
moje serce będzie przy Maladze! Jak zwykle zabraknie
Joaquina i Baptisty. Mówiąc szczerze to jestem już
znudzony tym całym „feudem” Barca-Real. Niech ktoś
inny króluje w Hiszpanii. Choćby Levante, Valencia
czy Malaga. Niech wygra futbol!
~
~senki12
Będziemy świadkami Gran Derby . Real raczej wygra w
Maladze .Barca spokojnie powinna ograć Osasunę i
znowu będziemy emocjonować El Classico z którego
zwycięsko wyjdzie Barcelona , ale to może być
jeszcze emocjonujący mecz niż ten 10 grudnia
ubiegłego roku.