GKS Katowice miał trudne zadanie i potrzebował wygranej do uzyskania awansu do III rundy Ligi Konferencji Europy. MSK Żylina przyjechała do Polski z jednobramkową przewagą. Mecz przy Nowej Bukowej pachniał wspomnieniem środowego wieczoru w Zabrzu, gdzie Górnik bił się jak równy z równym z wicemistrzem Turcji. „Żółto-zielono-czarni” pokusili się o przedłużenie swojego europejskiego snu i dokonali tego w sposób spektakularny.
Przetasowanie
GKS Katowice czekał na pierwsze zwycięstwo w sezonie 2026/2027 i przełamanie miało nastąpić po dwóch porażkach. MSK Żylina i Wisła Kraków okazywały się lepsze od ekipy Rafała Góraka, lecz piąta drużyna tamtej kampanii wierzyła w sukces. Trener „GieKSy” zamieszał w wyjściowym składzie względem meczu wyjazdowego. Trzon składu pozostał, ponieważ nie została naruszona linia obrony wraz z bramkarzem. Jednak w kolejnych formacjach nastąpiły zmiany, które miały wpłynąć na ofensywę i agresję przegranej ekipy pierwszego spotkania.
Erik Jirka wybiegł na prawym wahadle zamiast Marcina Wasielewskiego. Centralne postacie w drugiej linii zaprezentowały się w osobach Bartosza Wolskiego i Kacpra Łukasiaka. Były gracz Motoru Lublin miał wspierać Bartosza Nowaka w konstruowania ataków, a 22-latek miał dołożyć co najmniej taką agresję jak przed tygodniem.
Adam Zrelak zjawił się w zespole GKS-u Katowice jako najwyżej ustawiony zawodnik. Ilja Shkurin nie przekonał do siebie 53-letniego szkoleniowca. Słowak znał smak rywalizacji z czwartą ekipą poprzedniej kampanii ligi słowackiej.
Rywal „Żółto-zielono-czarnych” nie wszedł na katowicką ścieżkę, ponieważ Pavel Stano zaufał tej samej jedenastce co przed tygodniem. Trener MSK Żylina dał odpocząć swoim podstawowym graczom w starciu ligowym, które zakończyło się remisem 4:4.

Z wiarą i pasją
GKS Katowice musiał przyjąć podobne nastawienie jak Górnik Zabrze, ponieważ utrata gola pokrzyżowałyby plany awansu do kolejnej rundy. Starcie przy Nowej Bukowej zaczęło się bardzo energetycznie i otwarcie. Oba zespoły pragnęły ukąsić swojego przeciwnika. Odczuwaliśmy chęci, oglądając tę rywalizację, ponieważ podnosiliśmy się z krzesełek już na starcie tego meczu.
Adam Zrelak miał jako pierwszy dogodną sytuację, ale nie pokonał bramkarza strzałem w 5. minucie. Chwilę później Marko Roginić nie wpakował piłki do bramki Gabriela Kobylaka. Tak zaczęła się rozwijać intensywna postawa przyjezdnych, którzy skutecznie pressowali gospodarzy już pod ich polem karnym. GKS Katowice musiał się wysilić, aby wybrnąć z tego nacisku przeciwnika.
Jednak piłkarze Rafała Góraka przetrzymali te trudne chwile i odpowiedzieli szturmowo. 30 sekund i trzy nieudane próby napastnika reprezentanta PKO BP Ekstraklasy. Liderzy popisali się genialnymi piłkami w pole karne oponenta, ale zabrakło wykończenia.Zrelaka.












