Przez niemal 90 minut nie zobaczyliśmy bramek w meczu Realu Sociedad z Atletico Madryt. Trzeba było czekać do samego końca. Udało się jednak wygrać to spotkanie dzięki fenomenalnemu Radamelowi.
Pierwszą groźną okazję stworzyli piłkarze Realu Sociedad. Drugą również. Oczywiście Atletico nie pozostało im dłużne i po chwili widzieliśmy regularną wymianę ciosów, w której niestety nic ciekawego nie było. Warto wyróżnić akcję z 12. minuty, kiedy szansę miał Gabi. Strzał jednak nie sprawił wielu problemów i wynik pozostał bezbramkowy.

Po pierwszych 20 minutach przewagę w posiadaniu piłki miała drużyna gości. To jednak Real Sociedad stwarzał groźniejsze sytuacje. W ogóle stwarzał ich więcej. Jeden atak Atletico został skwitowany aż czterema drużyny gospodarzy.
Atletico utrzymywało się przy piłce, ale jeden po drugim szły kontrataki Realu, który wciąż miał dwa razy więcej ataków niż goście. Ciekawy był strzał z 40. minuty. Niby niegroźna piłka mogła łatwo wpaść bramkarzowi za kołnierz. Czujny jednak pozostał Courtois.
Sytuacja zmieniła się jak w kalejdoskopie. Pod koniec pierwszej połowy Atletico nie istniało do tego stopnia, że posiadanie piłki wyniosło 64% dla Realu, którego zawodnicy zmusili Couroisa do interwencji aż cztery razy. Gościom ta sztuka udała się tylko raz…
Po przerwie mieliśmy kontynuację tego, co widzieliśmy w pierwszej połowie. Chociaż swoją szansę Falcao miał już w 47. minucie, to jednak Real kontrolował grę i brakowało tylko bramki, która mogłaby potwierdzić jego dominację na boisku.
W pewnym momencie zaczęło budzić się do życia Atletico. Swoje szanse, jedną za drugą, marnował jednak Falcao. W ciągu dwóch minut można by wyróżnić trzy takie sytuacje. Trener, widząc, że coś się zaczyna dziać, wysłał na boisko Rodrigueza, który miał za zadanie rozruszać rozgrywanie piłki w środku boiska.
Mecz się ożywił. W końcu. Real nie poprzestał ataków, a swoje zaczęli dokładać piłkarze gości. Brakowało tylko bramek. Czas upływał i właściwie oglądaliśmy w kółko to samo – nieskuteczne ataki obu drużyn. Aż do 82. minuty. Niesamowity kontratak – dwóch na jednego – przeprowadziło Sociedad. Piłkę w sytuacji praktycznie sam na sam dostał Carlos Vela. Zdecydował się na szybki strzał i przestrzelił. Szkoda, bo była to szansa na wygranie tego meczu.
I gdy wydawało się, że już wszystko stracone, gdy była już 90. minuta, nadszedł czas na cuda. I taki cud stał się właśnie dla Atletico. Falcao zdobył bramkę z rzutu wolnego i Real mógł sobie tylko pluć w brodę z powodu tych niewykorzystanych sytuacji. Jakaż musiała być ulga wszystkich kibiców i zawodników madryckiej drużyny, kiedy sędzia zagwizdał po raz ostatni. Atletico szczęśliwe zwyciężyło, ale takimi meczami wygrywa się ligę.











