Kontuzje Marcina Bułki i Kamila Grabary mocno skomplikowały Janowi Urbanowi wybór bramkarzy na listopadowe zgrupowanie reprezentacji Polski. Selekcjoner zdecydował się postawić na Sławomira Abramowicza, Bartłomieja Drągowskiego i Mateusza Kochalskiego. Problem w tym, że decyzje te trudno uznać za przekonujące. W Ekstraklasie i zagranicznych ligach nie brakuje golkiperów, którzy prezentują się co najmniej równie dobrze, a mimo to nie znaleźli uznania w oczach selekcjonera. Szczególnie zastanawia pominięcie Marcela Łubika, który wyrasta na jednego z najciekawszych polskich bramkarzy młodego pokolenia.

Mateusz Kochalski to fatamorgana
Pierwszym nazwiskiem, które budzi duże wątpliwości, jest Mateusz Kochalski. Bramkarz Wieczystej Kraków znalazł się w gronie powołanych, choć jego obecna sytuacja klubowa nie daje wielu argumentów przemawiających za takim wyróżnieniem.
Wieczysta przeżywa bardzo trudny sezon. Po 13 rozegranych spotkaniach zajmuje ostatnie miejsce w tabeli Ekstraklasy. Zespół zdobył zaledwie osiem punktów, a bilans bramkowy wynosi 17:26. Trudno więc mówić o drużynie, która zapewnia swojemu golkiperowi komfortowe warunki do pracy.
Nie oznacza to oczywiście, że za wszystkie stracone bramki odpowiada Kochalski. Wręcz przeciwnie – słaba postawa defensywy i błędy obrońców mają ogromny wpływ na statystyki bramkarza. Warto pamiętać, że golkiper nie jest w stanie samodzielnie naprawić wszystkich problemów zespołu. Nie można jednak w nieskończoność usprawiedliwiać jego występów jakością partnerów z linii defensywnej.
W końcu sam fakt, że bramkarz ma dużo pracy, nie oznacza automatycznie, że wykonuje ją na reprezentacyjnym poziomie. Można przykładowo obronić pięć z dziewięciu strzałów i wpuścić cztery bramki, ale czy samą liczbą interwencji zasłuży się wówczas na powołanie do kadry? Oczywiście, że nie. Liczy się nie tylko liczba obron, ale przede wszystkim ich jakość, podejmowanie właściwych decyzji, ustawienie i umiejętność ratowania drużyny w najtrudniejszych momentach.
Nie można jednak całkowicie przekreślać Kochalskiego. Jego dużym atutem pozostają występy w Azerbejdżanie, gdzie reprezentował barwy Qarabağu Agdam. Miał okazję rywalizować w Lidze Mistrzów, a zdobyte tam doświadczenie jest niewątpliwie wartościowe. To właśnie europejskie puchary i wcześniejsze występy zagraniczne stanowią najmocniejszy argument na jego korzyść.
Tylko czy dawne osiągnięcia powinny przysłaniać aktualną dyspozycję? Reprezentacja powinna być nagrodą za dobrą grę, a nie za CV. Jan Urban po raz kolejny pokazuje, że swoimi wyborami nie uzasadnia swoich słów. Powołanie Kochalskiego w obecnej sytuacji Wieczystej Kraków jest decyzją, którą trudno uzasadnić wyłącznie jego przeszłością.

Bartłomiej Drągowski – doświadczenie to nie wszystko
Kolejnym wyborem, na który Jan Urban postawił, a który pozostawia spory niedosyt, jest Bartłomiej Drągowski. Bramkarz Widzewa Łódź ma za sobą występy w zagranicznych ligach, w tym we włoskiej Serie A i greckiej Super League. Nie można mu odmówić doświadczenia na wysokim poziomie, ale obecna forma to zupełnie inna kwestia.
Widzew również nie zachwyca w tym sezonie. Po 13 kolejkach łodzianie mają zaledwie 11 punktów i zajmują 14. miejsce w tabeli. Ich bilans bramkowy to 17:19. Nie jest to więc zespół, którego defensywa może stanowić argument przemawiający za powołaniem jego bramkarza.
Co prawda Drągowski wystąpił we wszystkich 13 ligowych spotkaniach, a na swoim koncie ma cztery czyste konta. Statystyki nie są więc katastrofalne, ale trudno uznać je za szczególnie przekonujące w kontekście rywalizacji o miejsce w reprezentacji Polski.
Jego doświadczenie jest bezsprzecznym atutem. Grał w mocniejszych ligach, mierzył się z zawodnikami wysokiej klasy i zna realia międzynarodowej rywalizacji. Jednak reprezentacja nie powinna być miejscem, w którym zawodnik otrzymuje kolejną szansę wyłącznie ze względu na swoją przeszłość.
W przypadku Drągowskiego można zrozumieć, skąd Jan Urban wziął ten pomysł. Trudniej jednak zrozumieć, dlaczego selekcjoner uznał, że to właśnie on powinien znaleźć się wśród trzech najlepszych dostępnych kandydatów. Szczególnie gdy spojrzymy na zawodników pominiętych przy ogłaszaniu kadry.

Sławomir Abramowicz – jedyny wybór, który da się racjonalnie obronić
Na tle dwóch poprzednich powołań zdecydowanie lepiej wygląda obecność Sławomira Abramowicza. Młody bramkarz Jagiellonii Białystok nie rozgrywa idealnego sezonu, ale w jego przypadku można znaleźć znacznie więcej argumentów przemawiających za obecnością w reprezentacji.
Jagiellonia również ma swoje problemy w defensywie. W ligowych rozgrywkach straciła już 18 bramek, a Abramowicz zachował tylko jedno czyste konto. W 11 występach ligowych zanotował 18 straconych goli.
Nie jest to wynik, który pozwala mówić o bramkarzu znajdującym się w znakomitej dyspozycji. W porównaniu z poprzednim sezonem można zauważyć, że nie zawsze prezentuje taką pewność i regularność, do jakiej przyzwyczaił kibiców Jagiellonii.
Mimo to jego kandydatura ma sens. Abramowicz ma dopiero 22 lata, jest jednym z ciekawszych polskich bramkarzy młodego pokolenia i posiada doświadczenie w europejskich pucharach. W obecnym sezonie występuje w Lidze Europy, a wcześniej miał okazję rywalizować również w Lidze Konferencji.
Warto zwrócić uwagę na jego rozwój. To bramkarz, który ma jeszcze spory potencjał i może w przyszłości stanowić o sile reprezentacji. Powołanie go na listopadowe zgrupowanie można więc potraktować jako inwestycję w przyszłość. Co więcej, spośród trzech wybranych przez Urbana golkiperów to właśnie Abramowicz wydaje się najbardziej uzasadnionym wyborem.
Nie oznacza to jednak, że jego powołanie powinno automatycznie zamykać dyskusję. Wręcz przeciwnie. Skoro Jan Urban zdecydował się sprawdzić młodych zawodników, trudno zrozumieć, dlaczego pominął innych bramkarzy, którzy w ostatnich miesiącach również prezentowali się bardzo obiecująco.

Marcel Łubik – największy nieobecny
Jeżeli jedno nazwisko powinno znaleźć się na listopadowej liście powołanych, to bez wątpienia Marcel Łubik. Bramkarz Wisły Kraków jest jednym z najciekawszych młodych polskich golkiperów i trudno zrozumieć, dlaczego Jan Urban nie zdecydował się dać mu szansy.
Łubik ma dopiero 22 lata, ale już teraz pokazuje, że dysponuje umiejętnościami pozwalającymi myśleć o poważnej karierze. Wyróżnia się przede wszystkim spokojem, dobrym ustawieniem oraz umiejętnością wyprowadzania piłki. Nie jest bramkarzem, który po przejęciu futbolówki szuka wyłącznie najprostszego rozwiązania. Potrafi uczestniczyć w rozegraniu, a to niezwykle ważna cecha we współczesnym futbolu. Tym bardziej że w meczach reprezentacji Polski bardzo często w rozegraniu jest wykorzystywany bramkarz.
Warto również spojrzeć na jego liczby. Według danych FBref Łubik rozegrał w tym sezonie 13 spotkań ligowych, w których zanotował 47 obron, osiągnął skuteczność interwencji na poziomie 72,3% i zachował trzy czyste konta. Co szczególnie interesujące, według wyliczeń tego serwisu zapobiegł stracie około 3,87 gola względem jakości oddawanych na jego bramkę strzałów.
Ważnym elementem jego gry jest także rozgrywanie piłki. Lewonożność, odwaga przy rozpoczynaniu akcji i umiejętność współpracy z obrońcami dają trenerowi dodatkowe możliwości taktyczne. W reprezentacji, która często będzie musiała budować akcje od własnej bramki, takie cechy mają znaczenie. W Wiśle Kraków Marcel już nie raz pokazywał, że nawet jednym długim podaniem jest w stanie rozpocząć lub napędzić akcje swojego zespołu.
Łubik jest również zawodnikiem, którego warto sprawdzić właśnie teraz. Nie ma sensu czekać, aż osiągnie szczyt kariery, aby dopiero wtedy dać mu szansę w seniorskiej reprezentacji. Jeżeli Jan Urban rzeczywiście chce odmładzać kadrę, powinien konsekwentnie sięgać po najbardziej obiecujących zawodników na swoich pozycjach. Żeby tego było mało, Łubik był ostatnio również numerem jeden w reprezentacji do lat 21. Tam również spisywał się bardzo dobrze. Dochodzi do tego też niemiecka szkoła Augsburga, którego jest wychowankiem. Jan Urban popełnił największy błąd, nie powołując Marcela Łubika.

Radosław Majecki – niedoceniany
Kolejnym zawodnikiem, którego zabrakło wśród powołanych, jest Radosław Majecki. Bramkarz Pafos FC ma za sobą występy w znacznie mocniejszych rozgrywkach niż polska Ekstraklasa. Reprezentował między innymi AS Monaco i Stade Brestois, występując w Ligue 1. Ma również doświadczenie w seniorskiej reprezentacji Polski.
Jego obecność w kadrze mogłaby być szczególnie cenna ze względu na obycie międzynarodowe. Majecki zna realia rywalizacji z zawodnikami wysokiej klasy, a występy w europejskich pucharach są kolejnym atutem. Jak jednak wcześniej wspominałem, przeszłość piłkarza nie może być najważniejsza w kwestii powołania do kadry reprezentacji Polski. W przeciwieństwie do Kochalskiego i Drągowskiego, Majecki oprócz doświadczenia ma aktualnie solidną i pewniejszą formę za granicą.
W bieżącej edycji Ligi Konferencji rozegrał już pięć spotkań w barwach Pafos. Według danych FBref zanotował 17 obron przy 26 strzałach celnych rywali, co daje skuteczność na poziomie 65,4%. Wpuścił dziesięć bramek. Nie są to liczby, które pozwalają mówić o absolutnej dominacji, ale pokazują, że regularnie mierzy się z wymagającymi przeciwnikami. Jeśli chodzi o ligę cypryjską, to w ośmiu spotkaniach ma aż pięć czystych kont. Jan Urban zdecydowanie nie powinien pomijać Majeckiego w obecnej sytuacji bramkarskiej w reprezentacji Polski.

STOP dla Łukasza Skorupskiego
Na koniec warto wyjaśnić jeszcze jedną kwestię. Wśród pominiętych zawodników znajduje się również Łukasz Skorupski, ale jego brak na liście nie jest w mojej ocenie największą kontrowersją. Co więcej, uważam, że w obecnej sytuacji decyzja Jana Urbana o niesięganiu po 35-letniego bramkarza może mieć swoje uzasadnienie.
Skorupski od lat występuje w Serie A i posiada ogromne doświadczenie. Nie można zapominać, że był ważną postacią reprezentacji Polski. Problem polega jednak na jego aktualnej dyspozycji. Początek sezonu w Bolonii nie wygląda najlepiej. W ośmiu ligowych występach puścił 11 bramek, zachował tylko jedno czyste konto, a skuteczność jego interwencji wynosi około 62%.
Ostatnie spotkania również nie dają jednoznacznych powodów do optymizmu. W starciu z Interem stracił trzy bramki, przeciwko Milanowi dwie, a nawet w wygranym spotkaniu z Monzą nie ustrzegł się problemów. W tym ostatnim meczu obronił wprawdzie rzut karny, ale pojedyncza udana interwencja nie powinna przesłaniać całokształtu jego występów. Tym bardziej że owy rzut karny nie strzelał wysoce jakościowy zawodnik. Łukasz Skorupski w poprzednich spotkaniach popełnił wiele błędów i połowa bramek, które stracił, idzie na jego konto. Dodatkowo w ostatnim czasie często boryka się z problemami zdrowotnymi, a nawet jest czasami odstawiany na boczny tor na rzecz 18-letniego Massimo Pessiny.
Nie chodzi o to, aby przekreślać Skorupskiego. To wciąż bramkarz z dużym doświadczeniem i umiejętnościami. Jednak obecna sytuacja kadrowa reprezentacji stwarza idealną okazję, żeby sprawdzić młodszych zawodników i poszerzyć pulę kandydatów do gry między słupkami.
Sam Jan Urban zresztą przyznał podczas ogłaszania powołań, że chce patrzeć szerzej i dawać szanse innym piłkarzom. W takim kontekście pominięcie Skorupskiego można zrozumieć. Trudniej natomiast zaakceptować wybór niektórych zawodników, którzy znaleźli się na liście zamiast młodszych i prezentujących ciekawszą dyspozycję konkurentów.

Podsumowanie – Jan Urban powinien przemyśleć swoje wybory i ich uzasadnienie
Listopadowe powołania na pozycję bramkarza pozostawiają wiele do życzenia. Oczywiście kontuzje Marcina Bułki i Kamila Grabary mocno ograniczyły selekcjonerowi pole manewru, ale nie oznacza to, że należało podejmować decyzje bez dokładnego przeanalizowania aktualnej dyspozycji pozostałych zawodników.
Sławomir Abramowicz jest wyborem, który można uzasadnić. To młody bramkarz z potencjałem, regularnie występujący w Ekstraklasie i europejskich pucharach. Znacznie większe wątpliwości budzą jednak powołania Mateusza Kochalskiego i Bartłomieja Drągowskiego. Ich obecna forma oraz sytuacja klubowa nie przekonują na tyle, aby uznać ich za oczywistych kandydatów do reprezentacji.
Największym przegranym tego rozdania pozostaje Marcel Łubik. Bramkarz Wisły Kraków ma za sobą bardzo obiecujące występy, prezentuje interesujące umiejętności i daje argumenty, by przynajmniej sprawdzić go na poziomie seniorskiej reprezentacji. Radosław Majecki również mógłby wnieść do kadry cenne doświadczenie oraz jest aktualnie w zdecydowanie lepszej dyspozycji niż Mateusz Kochalski lub Bartłomiej Drągowski.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że Jan Urban nie wykorzystał okazji do przeprowadzenia potrzebnych zmian na pozycji bramkarza. Skoro zabrakło dwóch podstawowych golkiperów, należało odważniej spojrzeć na zawodników, którzy aktualnie prezentują się najlepiej.
Reprezentacja Polski potrzebuje nie tylko nazwisk z doświadczeniem, ale przede wszystkim bramkarzy będących w dobrej dyspozycji. Powołanie nie powinno być nagrodą za przeszłość, lecz wyróżnieniem za to, co zawodnik pokazuje na boisku. Właśnie tego zabrakło w listopadowych wyborach Jana Urbana.











