Mecz Polski z Czechami miał być efektownym przerwaniem złej serii kończenia udziału w wielkich turniejach przez Polaków. Porażka 0:1 we Wrocławiu to kolejne brutalne zderzenie z rzeczywistością marzeń rozpalonych po remisie z Rosją, która także sensacyjnie żegna się z turniejem Euro 2012. Druga seria spotkań przyniosła nam mnóstwo emocji, które sprawiły, że organizowany przez nasz kraj turniej ma szansę przejść do historii.
Sensacyjne rozstrzygnięcia grupy A

A miało być tak pięknie… Do wygranej „wystarczyła” tylko wygrana z Czechami. Świadomość istnienia możliwości osiągnięcia historycznego awansu do fazy pucharowej mistrzostw Europy od początku tkwiła w głowach Polaków, którzy już w pierwszych minutach bliscy byli zdobycia bramki, kiedy to efektowną przewrotką uderzał Dariusz Dudka. Pomocnik AJ Auxerre trafił jednak w boczną siatkę. Kolejne minuty przebiegały pod znakiem dominacji Polaków – doskonałą szansę zmarnowali jednak najpierw Polanski, który będąc niemal sam na sam, uderzył nad poprzeczką, a później znowu Lewandowski, który uderzył obok prawego słupka bramki Petra Cecha. Po pierwszych 45 minutach drużyny Polski i Czech schodziły do szatni bez zdobyczy bramkowej, jednak w lepszych nastrojach byli niewątpliwie fani zespołu Franciszka Smudy. Tymczasem piętnaście minut później na boisko wyszła zupełnie inna drużyna. Brak koncepcji gry, chaotyczne długie podania, zupełne osamotnienie z przodu Roberta Lewandowskiego – to tylko kilka czynników, które przyczyniły się do tego, że nasi południowi sąsiedzi poczuli swoją szansę i złapali wiatr w żagle. Budowane ze spokojem akcje pozbawiały siły Polaków, wśród których coraz więcej pracy miał bohater spotkania z Grecją, Przemysław Tytoń. Masowe straty piłki niestety zakończyły się bramką Jiracka, który świetnie sfinalizował kontrę drużyny Michala Bilka. Biorąc pod uwagę przedturniejowe typy, zakończenie rozgrywek w grupie A przeszło najśmielsze oczekiwania. Oprócz Czechów awansowali też Grecy, którzy znaleźli sposób na Rosjan, pokonując ich 1:0. Trudno nie żałować zmarnowanej wielkiej szansy, ponieważ do sukcesu Polakom zabrakło naprawdę niewiele. Niestety jednak i tym razem naszym reprezentantom brakło doświadczenia, boiskowego cwaniactwa i szczęścia. Mało prawdopodobne jest to, żeby w ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat po raz drugi odbyła się u nas tak wielka impreza, dlatego tym większy jest ból w sercach polskich kibiców, którzy trzymali kciuki za zespół Franciszka Smudy. Na pocieszenie zostaje nam jednak wspaniałe świadectwo wystawione samym sobie przez miliony Polaków, którzy zjednoczyli się w tysiącach miast w całym kraju, by z całych sił wspierać swoich rodaków w trzech spotkaniach fazy grupowej.











