Jak co sezon, letnie okienko transferowe przyniosło zmiany personalne w klubach. Jedni piłkarze odeszli, a w ich miejsce przyszli nowi. I również jak w każde lato nakazuje świecka tradycja, część z nowych nabytków nie spełniła pokładanych w nich oczekiwań. Na naszej liście znalazł się gość, któremu nikt dotąd nie dał poważnej szansy (już wiadomo czemu), boiskowy leniuch czy choćby miłośnik McDonalda. Oto lista dwunastu piłkarzy, których nasza ukochana PKO Ekstraklasa zweryfikowała dotąd jako niewypały transferowe rundy jesiennej sezonu 2024/2025.
Zanim przejdziemy do meritum, omówimy zasady tworzenia tej listy. Dokonując wyborów, kierowaliśmy się m.in. takimi czynnikami jak: oczekiwania wobec piłkarzy, jakość gry na boisku oraz wydane pieniądze na danego zawodnika. Już nie przedłużając – zobaczcie, dla kogo PKO Ekstraklasa nie okazała się łaskawa i kogo wrzuciła do worka o nazwie niewypały transferowe.
12. Shuma Nagamatsu
Japoński czarodziej boisk pierwszoligowych w pruszkowskim Zniczu. Gdy „Scyzoryki” ogłosiły pozyskanie Japończyka, w duchu przyznawaliśmy im słuszność tego ruchu. Był to zawodnik, dla którego pierwsza liga stawała się już zbyt mała i wielu kibiców czekało na jego debiut w najwyższej lidze rozgrywkowej Polski. Jednak przeskok okazał się dla 28-latka dość trudny. Ani trener Kuzera, ani trener Zieliński nie kwapią się do regularnego wystawiania go na boisku.
Skąpe 347 minut w czternastu występach, jeden gol, jedna asysta i ogólnie mizerna postawa w ofensywie. Powyższe czynniki spowodowały, że musiał on znaleźć się na naszej liście rozczarowań. Mamy nadzieję, że wiosną Jacek Zieliński wykrzesze z tego zawodnika więcej, ponieważ obserwując jego popisy w Pruszkowie wiemy, na co go stać.
11. Kristoffer Klaesson
Ach, transfery Samuela Cardenasa. Jak facet wyciągający dla Gentu takich piłkarzy jak Gift Orban mógł ściągnąć do Polski takiego lesera jak Kristoffer Klaesson? Norweg z przeszłością w Leeds miał powalczyć o bluzę z numerem jeden. Tymczasem nawet nie wszedł na boisko, a już zrobił wokół siebie szum. Jak bowiem zauważyli dociekliwi internauci, bramkarz był widziany w miejscowym McDonaldzie.
Nie byłoby nic złego w tym, że ktoś pójdzie do Maca, ale bramkarz akurat w tym czasie miał raczej problemy z wagą i zamiast ją zbijać, to raczej ją dobijał. Jednak to nie wizyta w Złotych Łukach okazała się gwoździem do trumny. Jak przyznał sam Marek Papszun:
– Nie zagrały oczekiwania z jednej i drugiej strony. Przyszedł bramkarz, który miał stosunkowo szybko wywalczyć sobie pozycję numer jeden, a okazało się to bardzo trudne w tej konfiguracji. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że lepiej będzie szybko się rozstać, żebyśmy nie tracili czasu, a dorabianie jakichś teorii o McDonaldzie… Jest to fajne, ale lekko śmieszne.Marek Papszun na temat odejścia Kristoffera Klaessona.
Stanęło na tym, że Norweg nie zagrał nawet minuty na polskich boiskach i teraz próbuje szczęścia w duńskim Aarhus.











