Dziesięć wniosków po dziesięciu kolejkach Premier League


Co wiemy o najlepszej lidze świata po początku sezonu?

2 listopada 2021 Dziesięć wniosków po dziesięciu kolejkach Premier League
ata.gov.al

Dziesięć spotkań to spora wiedza o każdej drużynie dla każdego kibica. Jest to taki moment, w którym można już wyciągnąć kilka wniosków. Dlatego ten artykuł o Premier League jest poświęcony pewnego rodzaju podsumowaniu.


Udostępnij na Udostępnij na

W lidze angielskiej sporo się działo, ale też wiele z tych wydarzeń było do przewidzenia. Jakie więc nasuwają się refleksje po dziesięciu meczach rozegranych przez każdą z ekip?

Mohamed Salah jest najlepszy w Premier League i na świecie!

„Faraon” nic nie zrobił sobie z tytułu ponownego przybycia na Wyspy Brytyjskie Cristiano Ronaldo i Romelu Lukaku. To egipski skrzydłowy gra jak z nut, kiedy pierwszy z nich wypada blado w lidze, a drugi zgubił formę strzelecką z Serie A i do tego leczy odniesiony uraz.

W spotkaniach z nimi Liverpool ugrał cztery punkty do wyścigu o mistrzostwo Anglii. I o ile Belg może być zadowolony z bezpośredniego starcia z „The Reds”, o tyle Portugalczyk za sprawą Mohameda Salaha może popaść w lekką depresję. Porażka 0:5 i hat-trick Egipcjanina pozostają jednym z najważniejszych wydarzeń pierwszych dziesięciu serii gier.

W tej chwili „Mo” przewodzi w tabeli o tytuł króla strzelców Premier League. Ma trzy bramki przewagi nad drugim w tej klasyfikacji Jamiem Vardym. Aktualny bilans „Faraona” w zmaganiach ligowych to 10 rozegranych spotkań, w których zdobył 10 goli i dołożył sześć ostatnich podań. Do bramki rywali trafia z częstotliwością wynoszącą dokładnie 90 minut. Ponadto podczas boiskowej rywalizacji notuje średnio 2,4 kluczowego podania. To wszystko przekłada się na średnią ocenę 7,98 na portalu SofaScore.com.

Jednak jego aktualną dyspozycję najlepiej zobrazuje Fantasy Premier League. W tej grze bohater trybun Anfield ma na swoim koncie już 112 punktów. Jego forma wynosi 13,8 punktu na jedno spotkanie. Jest wybrany przez 70,7% graczy.

Czy te przytoczone statystyki to nie jest istny kosmos i najlepszy obraz jego aktualnej formy? Wydaje się, że w tym momencie dywagacje na temat najlepszego piłkarza świata nie mają sensu. Nikt, nawet nasz kapitan Robert Lewandowski, nie jest aktualnie w takim gazie. Również dyskusje na temat, czy warto płacić Mohamedowi Salahowi tygodniówkę w wysokości 400 tysięcy funtów, powinny odejść do lamusa. Juergen Klopp ma rację – „Mo” jest najlepszy!

Mohamed Salah jest wart 400 tysięcy funtów tygodniowo!

Chelsea na pole position dzięki różnorodności i solidności?

Pomimo genialnej formy skrzydłowego Liverpoolu to zespół z Londynu przewodzi ligowej stawce. To Thomas Tuchel i jego orkiestra patrzą na wszystkich z góry w Premier League. „The Blues” mają po dziesięciu ligowych starciach 25 punktów na 30 możliwych. Zapas nad Mohamedem Salahem i spółką wynosi trzy „oczka”. Jedyna ligowa porażka lidera miała miejsce w starciu z Manchesterem City na własnym boisku. Remis zaś zanotował, grając w delegacji z Liverpoolem.

Aktualnie o londyńskiej Chelsea można powiedzieć, że gra najrówniej i dlatego przewodzi w Premier League. Zespół Thomasa Tuchela nie gubi punktów tak jak inni. Londyńczycy umieją zatuszować swoje problemy najlepiej i najskuteczniej w całej lidze. To do nich należy najwyższe tegoroczne ligowe zwycięstwo – miało to miejsce w 9. kolejce, kiedy ograli Norwich 7:0.

„The Blues” mogą też pochwalić się niesamowitym osiągnięciem. Chodzi oczywiście o pierwszy skład z ostatniego ligowego starcia z Newcastle. To właśnie jego członkowie, dosłownie wszyscy, mają na koncie przynajmniej jedno trafienie w jakichś rozgrywkach dla klubu z niebieskiej części Londynu. Właśnie ta cecha różnorodności pozwala tuszować liderowi Premier League fakt ponownie nieskutecznych napastników. Wspomniany najwyższy triumf w lidze został osiągnięty w momencie, kiedy Timo Werner i Romelu Lukaku leczą odniesione urazy.

Gdybyśmy chcieli wyciągnąć zaś osiągnięcia indywidualne w lidze, to najlepiej ocenionym zawodnikiem jest Trevoh Chalobah 7,78 na SofaScore.com. Najwięcej bramek na swoim koncie ma zaś Reece James – 4, a asyst Mateo Kovacić – 5. W klasyfikacji kanadyjskiej przewodzą wspólnie James i Kovacić, mając po sześć punktów.

Beznadziejny Harry Kane nie ma wpływu na Tottenham

Kapitan reprezentacji Anglii już podczas tegorocznych zmagań o czempionat na Starym Kontynencie zdradzał momentami symptomy słabszej formy. Z pewnością wynika ona z nagromadzenia rozegranych spotkań w zeszłorocznych rozgrywkach oraz wszystkich wcześniejszych kontuzji, jak i… braku transferu do Manchesteru City. Jeszcze w ubiegłorocznych rozgrywkach powiedzielibyśmy, że Harry Kane jest kluczowym zawodnikiem w grze Tottenhamu. Dzisiaj tak już nie jest. Anglik stał się cieniem samego siebie.

Z 900 ligowych minut rozegrał 738. Podczas ich trwania zdobył aż jedną bramkę i dołożył jedną asystę. Już po dziesięciu pierwszych ligowych potyczkach widzimy więc, jaki niesamowity zjazd osiągnął piłkarz, który w sezonie 2020/2021 triumfował w Premier League zarówno w klasyfikacji na najlepszego strzelca, jak i asystenta w lidze. Jeszcze w maju i kwietniu wszyscy zastanawiali się, kto jest lepszy: Harry Kane czy Robert Lewandowski. Dzisiaj zaś Harry Kane nie jest nawet na poziomie Josua Kinga, który na swoim koncie ma trzy bramki w najlepszej lidze świata.

Ten upadek, bo tak w tej chwili można to nazwać, jednego ze współczesnych herosów w Anglii dla wielu jest właśnie skutkiem nieudanych przenosin do „Obywateli”. Kapitan reprezentacji Anglii widzi bowiem, jak wszyscy czołowi napastnicy wygrywają jakieś tytuły wraz ze swoimi zespołami, a on może najwyżej liczyć na wyróżnienie indywidualne. Idealnym tego podsumowaniem jest przegrany zeszłoroczny finał Pucharu Ligii Angielskiej. Ponoć to ten fakt miał być momentem, który przelał czarę goryczy.

Dla fanów „Spurs” marnym pocieszeniem może być fakt, że czy mieli w zeszłym roku fantastycznie dysponowanego swojego kapitana, czy takiego, który gra grubo poniżej swoich możliwości, to nie przekłada się to w sposób spektakularny na lokatę w Premier Ligue. Dzisiaj są 8. drużyną, a na koniec zeszłego sezonu byli raptem jedno miejsce wyżej.

Ole Gunnar Soalsjaer nigdy nie będzie nowym sir Aleksem Fergusonem!

Pewnie wielu z nas wiedziało to już od dawna. Niektórzy jednak mogli zostać obdarci ze złudzeń dopiero po spektakularnej… porażce w bitwie o Anglię. To ten mecz wydaje się, że najlepiej nakreślił wszystkim obraz, ile dzieli norweską legendę (piłkarską) od najlepszych trenerów w Premier League. Sromotna klęska 0:5 u siebie na Old Trafford dała jednak, jak się okazało, po raz kolejny „tylko” paliwo do dyskusji na temat jego ewentualnego zwolnienia.

Ole Gunnar Solskjaer jako brak perspektywy na sukces

Argumentów za dokonaniem tego kroku jest już przecież tyle, że można na ten temat napisać książkę. Trwanie ciągle w jednym systemie gry (zmienione dopiero przed starciem z Tottenhamem). Niewykorzystywanie potencjału ofensywnych piłkarzy. Rozchwiana linia defensywy. Stawianie ciągle na Freda w środku pola. Dyskusje, docinki pod kierunkiem Rashforda. To tylko najbardziej oczywiste powody, jakie ujrzeliśmy wyłącznie w tym miesiącu. Sporo tego jak na człowieka, w którym wielu upatrywało następcy legendarnego sir Aleksa Fergusona.

Aktualnie Manchester United traci już do Chelsea osiem punktów i jest w bardzo trudnym terminarzu. Patrząc tylko na spotkania w Premier League, w ciągu najbliższych czterech ligowych kolejek zagra kolejno z Manchesterem City, Watfordem, Chelsea i Arsenalem. I wcale nie można założyć, że w którymś z tych spotkań drużyna Ole Gunnara Solskjaera sięgnie po trzy punkty.

Widać, że w zespole „Czerwonych Diabłów” sporym problemem jest uszczęśliwienie wszystkich zawodników, a przestawienie wajchy na piłkarzy ofensywnych wcale nie przynosi oczekiwanych efektów, poza pojedynczymi momentami, jak ten z Tottenhamem. Gołym okiem widać, że odkąd pojawił się w zespole Cristiano Ronaldo, to wielu graczy utraciło swój status na Old Trafford. Dowodem tego może być przestrzelony w fatalnym stylu karny przez Bruno Fernandesa. Brak nici porozumienia na boisku Portugalczyka z Mason Greenwoodem. Czy będący dziurawy jak sitko do przesypywania mąki Harry Maguire.

Norwich spadnie z Premier League

I jest to oczywista oczywistość. W lidze angielskiej nie ma prawa utrzymać się zespół, który po dziesięciu rozegranych spotkaniach ma na swoim koncie dwa punkty w ligowej tabeli za dwa remisy. Reszta to same porażki! Do tego bilans bramek 3:25 musi robić wrażenie, delikatnie mówiąc, pesymistyczne.

Klub, który jest specjalistą od spadania i awansowania do Premier League, kontynuuje więc dobrze znaną sobie drogę. W zespole prowadzonym przez Daniela Farke nie ma więc żadnego zdziwienia. Nie na darmo utarło się przecież powiedzenie, że są oni zbyt mocni na Championship i zbyt słabi na granie w elicie.

W drużynie Przemysława Płachety nie ma kompletnie nic, co można nawet na siłę pochwalić. Nie działają ani atak, ani obrana, zmiany z ławki również. Przesłanek, by odmienić swoją kartę, nie ma żadnych, bo Teemu Pukki to nie jest ten sam zawodnik, który zaskakuje jak podczas ostatniego pobytu ulubieńców z hrabstwa Norfalk w najwyższej klasie rozgrywkowej. Z pewnością tegorocznemu beniaminkowi Premier League nie pomogły też powrót Oliviera Skippa do Tottenhamu czy sprzedaż Emiliano Buendia.

To właśnie w odejściu tej dwójki upatruje się głównej przyczyny tak fatalnej zdobyczy punktowej „Kanarków” po dziesięciu kolejkach. W końcu pierwszy z nich nosił w zeszłym sezonie fortepian, a drugi na nim grał, dogrywając piłki do wspominanego wcześniej Fina. Teraz zaś jest de facto totalny chaos. Szkoleniowiec Norwich próbował już gry zarówno na trzech obrońców, jak i klasyczną czwórkę. Lecz to niewiele zmieniło. Jego drużyna dalej regularnie traci gole i nie potrafi jednocześnie ich zdobywać.

Manchester City czasami cierpi, ale i tak będzie się liczył

Takie stwierdzenie jest pokłosiem oczywiście omawianej wcześniej sytuacji z Harrym Kane’em. Transfer kapitana reprezentacji Anglii miał rozwiązać wszystkie problemy po opuszczeniu Etihad Stadium przez żywą legendę tego klubu, czyli Sergio Aguero. Niestety, jak dobrze wiemy, cała transakcja nie doszła finalnie do skutku i „Obywatele” są zmuszeni do gry bez klasycznego napastnika.

Manchester City ofiarą taktyki Pepa Guardioli czy braku transferów?

Skutki braku klasowej „dziewiątki” widoczne były tylko w pojedynczych starciach. Mowa oczywiście o pojedynkach z Tottenhamem, Southampton oraz Crystal Palace. Odpowiednio z drużynami z miejsc 8., 13. i 14. To właśnie z tymi rywalami Manchester stracił aż osiem punktów w wyścigu o tytuł najlepszej drużyny Premier League. W spotkaniach z tymi przeciwnikami poniósł straty, których powinien uniknąć. Dlaczego? Bo zwyczajnie drużyna Pepa Guardioli miała przewagę optyczną i statystyczną w każdym elemencie piłkarskiego rzemiosła, ale finalnie gubiła punkty, nie mając prawdziwego killera w polu karnym przeciwnika.

Nawet podczas trwania już tegorocznego sezonu każdy laik mógł zauważyć, że Gabriel Jesus lepiej czuje się w roli skrzydłowego, a Ferran Torres do momentu odniesienia kontuzji był najlepszą z „nieprawdziwych dziewiątek”, jakie w swojej talii posiada kataloński szkoleniowiec. Aktualnie zaś w buty podstawowego snajpera wchodzi Phil Foden i to on jest najlepszym ligowym strzelcem z raptem trzema trafieniami.

Dlatego właśnie wysokie triumfy w tym sezonie Premier League nie będą zaskakiwać kibica, tak samo jak męczarnie w niektórych spotkaniach. Tylko że to właśnie na koniec może kosztować utratę panowania w Anglii. Mimo to nie można United skreślać do samego końca.

West Ham i Michail Antonio pozostają w gazie!

Kiedy przed startem nowego rozdania w Premier League wielu ekspertów powątpiewało w możliwość powtórki tak wspaniałego sezonu popularnych „Młotów”, to oni po dziesięciu kolejkach znajdują się na miejscu gwarantującym udział w następnej edycji Ligi Mistrzów. Owszem, to tylko dziesięć spotkań, ale już teraz wiemy, że krótka kołdra, czyli brak jakości na ławce rezerwowych, nie jest w tym momencie żadnym problemem.

Wszystkie tryby z poprzedniego sezonu funkcjonują co najmniej przyzwoicie, jeśli nie i lepiej. W ostatnich dwóch kolejkach zobaczyliśmy nawet ten West Ham z minionej jesieni, który był dobrze zorganizowany w defensywie i tracił mało goli. Duża w tym zasługa Łukasza Fabiańskiego, który dostał w końcu konkurenta na swoim poziomie. Mowa oczywiście o przybyłym Alphonsie Areoli. Większość kibiców Premier League ma o nim dobre zdanie, gdyby nie on, to bowiem Fulham pewnie sporo wcześniej rok temu przyklepałoby swój spadek do Championship.

Również Said Benrahma wszedł na taki poziom, jakiego oczekiwano od niego po transferze z Brentford. W tej chwili David Moyes nie musi rozpaczać nad faktem braku Jessiego Lingarda, bo ma właśnie Algierczyka, którego śmiało można nazwać odzyskanym transferem dla West Hamu.

Jednak te wszystkie elementy nie tworzyłyby tak wspaniałej układanki, gdyby nie on – Michail Antonio. Reprezentant Jamajki kontynuuje swoją fantastyczną dyspozycję strzelecką, jaką osiągnął po wznowieniu ligi, która pauzowała podczas pierwszej fali pandemii koronawirusa. Obecnie pierwsza strzelba „The Hammers” jest na 3. miejscu w klasyfikacji najlepszych strzelców w Premier League i traci cztery trafienia do Mohameda Salaha. Jego ostatnie umieszczenie piłki w bramce rywali przyniosło zwycięstwo w derbach Londynu z Tottenhamem.

Dlaczego Michail Antonio jest przekozakiem w West Hamie? Przeczytaj!

Nowi szejkowie muszą zdać zimowy egzamin transferowy

Pomimo euforii, jaka została wywołana w samym Newcastle ze względu na zmianę właściciela klubu, sytuacja wcale nie stała się diametralnie inna. Zespół z północy Anglii czeka naprawdę trudna walka o utrzymanie się w angielskiej elicie. Nie będzie ona możliwa, jeśli zimą nie zostaną sprowadzeni do tego odpowiedni piłkarze.

Kwota, jaką będzie dysponował klub, wynosi 180 milionów funtów i każdy z nas zdaje sobie sprawę, że za taką ilość pieniędzy można sprowadzić naprawdę solidnych ligowych rzemieślników, którzy zrealizują ten cel. Najpilniejszą potrzebą jest na pewno konieczność dokonania inwestycji w defensywę popularnych „Srok”. To ona bowiem jest w najbardziej opłakanym stanie. Bilans bramek 11:23 jest idealną rekomendacją do czynienia ruchów właśnie w tym sektorze boiska. Gorsze pod względem straconych bramek jest tylko zamykające tabelę Norwich City.

https://twitter.com/FootballlForAll/status/1426895209741291521?s=20

Jeśli naprawi się linię defensywną, to z przodu wydaje się, że jakość, jaką gwarantują Callum Wilson wraz z Allanem Saint-Maximinem, pozwoli na pozostanie w Premier League i wejście już naprawdę w nowy rozdział klubu. Bez dobrego zimowego okienka budowa nowej angielskiej potęgi może się rozpocząć nie z dolnych rejonów ligowej tabeli najwyższej klasy rozgrywkowej, ale jej zaplecza.

Inne Leicester City na starcie Premier League

W ostatnich dwóch sezonach każdy kibic ligi angielskiej przywykł to faktu, że ostatni sensacyjny mistrz kraju bardzo mocno otwiera wyścig o tytuł, by ostatecznie na finiszu wypadać z pierwszej czwórki i nie grać w Lidze Mistrzów, tylko Lidze Europy.

Leicester City zaczyna sezon dyskretnie, ale Legia musi być uważna!

Tym razem jednak jest całkowicie inaczej. Zwyżkę formy podopiecznych Brendana Rodgersa możemy obserwować od… porażki w Warszawie z Legią. Od tego momentu „Lisy” w lidze urwały punkt w starciu z Crystal Palace, ograły Brentford i Manchester United. James Maddison zdołał się w końcu przełamać i de facto gdyby nie porażka w dziesiątej serii gier z Arsenalem, to można by było mówić, że Leicester City wróciło na dobre.

Pomimo ligowego falstartu zawodnicy irlandzkiego trenera tracą tylko trzy „oczka” do „Czerwonych Diabłów”, które zajmują 5. miejsce w Premier League, a te daje przecież udział w Lidze Europy i wyrównanie osiągnięć z dwóch poprzednich sezonów. Paradoksalnie więc można założyć śmiałą tezę, że być może „Lisy” chcą być zwyczajnie cwane i wyciągnąć wnioski z minionych lat.

Oczywiście powolne wejście w nową walkę o ligowy tytuł nie gwarantuje braku paliwa pod koniec jej trwania. Jednak pozwala wierzyć, że tym razem może być inaczej. Jeśli dalej w takiej dyspozycji strzeleckiej będzie Jammie Vardy, a Youri Tielemans seriami będzie trafiał tak fantastyczne bramki z dystansu jak ostatnio, to powrót Jonny Evansa powinien być ostatnim ważnym elementem w rozpędzeniu się na dobre Leicester City.

Brentford na koniec sezonu będzie najlepszym z beniaminków

Zespół z Londynu powrócił do elity po naprawdę sporym upływie czasu. Ba, awansował do niej poprzez play-offy. Z tego też faktu uważany był za najsłabszą drużynę, która z Championship wywalczyła awans do Premier League.

Jednak już w pierwszej kolejce otrzymaliśmy jasny sygnał – „Pszczoły” zamierzają pozostać w najlepszej lidze świata dłużej niż przyzwyczajające nas do tego Norwich. Marzą przynajmniej o tak długim byciu w elicie jak kiedyś Bournemouth oraz o powtórce tego, co w pierwszym sezonie pokazało Sheffield United. Ten prolog w postaci zwycięstwa na starcie w derbach Londynu z Arsenalem tylko nas w tym mógł utwierdzić.

https://twitter.com/M_Polski/status/1426492237500854273?s=20

W tym momencie Brentford ma 12 punktów, co daje ponad punkt zdobyty w każdej jednej kolejce ligowej. Może nie jest to rezultat oszałamiający, ale z pewnością dający nadzieję na walkę nawet o TOP 10 na koniec sezonu ligowego. Warto też podkreślić, że ma cztery „oczka” wywalczone więcej niż Watford i aż 10 od Norwich. Trudno wyobrazić więc sobie sytuację, w której tytułu najlepszego beniaminka Premier League nie zdobędzie właśnie ten kameralny klub z Londynu.

To dzięki Thomasowi Frankowi rodzą się kolejni solidni ligowcy dostarczeni tym razem bezpośrednio przez klub do Premier League. Przecież takie osiągnięcia nie byłyby w tym rozdaniu ligowym możliwe, gdyby londyńczycy nie posiadali chociażby Ivana Toneya, który nie tylko strzela bramki, lecz także rozgrywa piłkę i haruje w defensywie. Napastnik „The Bees” jest właśnie uosobieniem wszystkiego tego, za co pokochaliśmy tegorocznego debiutanta.

Czy Brentford jest w stanie nawiązać do sukcesów Sheffield United z sezonu 2019/2020?

***

Tak się prezentuje naszych dziesięć wniosków po dziesięciu ligowych kolejkach. Z pewnością wielu z Was ma jeszcze inne. Takie artykuły zawsze będą obarczone tym, że coś się pominie. Mimo to staraliśmy się wybrać te najważniejsze.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze