Barcelona w pełni zrewanżowała się Herculesowi Alicante za jesienną porażkę na własnym stadionie. Gracze Pepa Guardioli wygrali z beniaminkiem na Rico Perez 3:0, a dwa gole w ostatnich minutach zdobył, doganiający tym samym Cristiano Ronaldo w klasyfikacji Pichichi, Leo Messi.
Pierwsza akcja Barcelony, sfinalizowana strzałem, miała miejsce w 4. minucie, kiedy to po kombinacji Alvesa i Messiego piłka trafiła na przedpole do Xaviego, ten jednak uderzył bardzo kiepsko. Niecałe pięć minut później ciekawą akcję zainicjował Abidal, odważnie wchodząc z futbolówką na połowę rywala. Następnie piłkę z klepki rozegrali Pedro i Messi, a ten drugi zdecydował się nawet na strzał z ostrego kąta, jednak nie trafił w światło bramki. Barcelona spokojnie, wręcz mozolnie budowała kolejne ataki, gospodarze ograniczali się natomiast do kontr, które przeważnie kończyły się po dwóch, trzech podaniach i kilkunastu metrach. Po jednej z takich właśnie strat kolejną okazję miał Messi, który po minięciu dwóch obrońców, uderzył na bramkę Calatayuda, ale, jak się okazało, minimalnie niecelnie.
Po kwadransie „Blaugrana” miała kolejną okazję na objęcie prowadzenia. Tym razem za sprawą mocnego strzału Pedro, który w świetnym stylu na rzut rożny wybił bramkarz gości. Po tym stałym fragmencie strzelać próbował jeszcze Villa, ale został zablokowany. Przewaga Barcelony była zatem coraz wyraźniejsza i bardziej wymierna. Chwilę później swoją pierwszą okazję miał Hercules: po dobrej akcji Fritzlera niedbale piłkę wybił Abidal, dopadł do niej Femenia i płasko uderzył, niestety dla gospodarzy, wyraźnie obok słupka. Dwie minuty później beniaminek miał kolejną, niemal stuprocentową szansę na objęcie prowadzenia; po świetnym, dalekim podaniu, Abidalowi uciekł niewysoki Valdez (momentalnie dobiegł do niego Pique, zostawiając niepilnowanego Trezegueta) i inteligentnie odegrał głową do Trezegueta, który znalazł się w wybornej sytuacji, jednak fatalnie skiksował, uderzając kozłującą piłkę. Niemniej gospodarze dwukrotnie porządnie postraszyli utytułowanego rywala!
Kolejne minuty zorganizowanych, powolnych ataków Barcelony, przerywanych przez energiczne, acz niestwarzające wielkiego niebezpieczeństwa kontry Herculesa mijały, a wynik dalej pozostawał bezbramkowy. Goście bez problemu przedzierali się pod pole karne gospodarzy, jednak tam napotykali na mur, którego nie byli w stanie ani skruszyć, ani ominąć, ani przeskoczyć (czytaj: próbowali prostopadłych piłek między obrońców, akcji oskrzydlających, jak i górnych zagrań). Ofensywni zawodnicy Herculesa, widząc, że ich koledzy z defensywy radzą sobie tak skutecznie, z większa ochotą przystępowali do akcji zaczepnych, jednak tak jak w poprzednich minutach, daleko im było do uzyskania miana niebezpiecznych. W 43. minucie Barcelona w końcu znalazła sposób na przechytrzenie defensywy gospodarzy. Po zablokowanym dryblingu Iniesty piłka trafiła do Xaviego, który w sobie tylko wiadomy sposób potrafił dostrzec na prawej stronie Pedro i jeszcze dograć mu dokładną piłkę. Filigranowy skrzydłowy zrobił kilka kroków i huknął na krótki słupek, nie dając szans Calatayudowi. 0:1 na Rico Perez! Do końca pierwszej odsłony spotkania warto odnotować jeszcze niezbyt udany strzał Messiego z rzutu wolnego.
Druga połowa rozpoczęła się od dwóch akcji, w których rolę główną odgrywał David Villa. Za pierwszym razem „El Guaje” ładnie pokazał się do prostopadłego zagrania Xaviemu, jednak sędzia orzekł, że w momencie podania był na spalonym. Chwilę później, po akcji oskrzydlającej Iniesty, były gracz Valencii zdecydował się na płaski strzał z dystansu, jednak minął on nieznacznie bramkę. W kolejnej akcji bliski pokonania Calatayuda był Xavi, jednak jego ładny strzał z 18. metra przeleciał minimalnie obok słupka. Wydawało się, że Barcelonie po objęciu prowadzenia gra się zdecydowanie łatwiej niż przed tym. Działo się tak głównie dlatego, że Hercules po stracie bramki, musiał choćby spróbować dążyć do zmiany rezultatu i kosztem obrony postawił na atak, co miało odzwierciedlenie w akcji z 54. minuty, w którą zaangażowanych było czterech graczy gospodarzy, Pena udanie rozegrał piłkę z Tote, po czym ta trafiła do Trezegueta. Ten próbował strzelać, jednak futbolówka ostatecznie trafiła do Valdeza, którego uderzenie z woleja pewnie złapał Valdes.
W 61. minucie gra musiała zostać na moment przerwana, w starciu z Xavim bowiem niegroźnego urazu głowy doznał bramkarz gospodarzy. W kolejnych minutach rozstrzelał się Pedro – najpierw, po podaniu Messiego po raz drugi wpakował piłkę do siatki, jednak sędzia słusznie gola nie uznał, bo zawodnik pochodzący z Teneryfy był na pozycji spalonej. Kilka chwil później, zachęcony swoją skutecznością, spróbował uderzać jeszcze raz, jednak tym razem został zablokowany. Swoją strzelecką sytuację miał również „La Pulga”, który w swoim stylu umiał znaleźć miejsce do strzału w gęstwinie nóg rywala. I tym razem zabrakło do szczęścia kilkunastu centymetrów. W kolejnej akcji, po kapitalnym zwodzie Xaviego (a la Zidane) Argentyńczyk stanął przed kolejną szansą, ale ponownie przestrzelił. W kolejnych minutach „Duma Katalonii” w dalszym ciągu długo utrzymywała się przy piłce na połowie rywala, nieniepokojona zresztą zbytnio, a od czasu do czasu, dostrzegłszy lukę w szeregach defensywnych rywala przyspieszała, a poszczególni zawodnicy (Alves, Messi) próbowali strzałów, jednak nie przyniosły one zmiany wyniku.
Hercules zerwał się do ataku dwukrotnie: raz, po dalekim przerzucie, Tote w pełnym biegu świetnie przyjął piłkę głową, zwodząc Maxwella, jednak sytuację w ostatniej chwili wyjaśnił Pique. Później, Dani Alves popełnił spory błąd w ataku, tracąc futbolówkę na rzecz Rodrigueza, który pomknął na bramkę Valdesa. Gdyby nie powrót Brazylijczyka i faul (za co dostał żółty kartonik), mogło być groźnie. W odpowiedzi Barcelona przeprowadziła akcję, która powinna skończyć się drugą bramką, bo proporcje atakujących do broniących przedstawiały się w stosunku 3:2. Po podaniu Pedro, Villa w fatalny sposób zgubił piłkę, czym spowolnił akcję i totalnie ją zniweczył. W 87. minucie goście podwyższyli jednak prowadzenie, a po kolejnych dwóch minutach wynik brzmiał już 3:0! Najpierw, po typowym dla siebie wbiegnięciu w pole karne i minięciu kolejnych obrońców, swojego 20. ligowego gola zdobył Messi, a po chwili ustalił wynik na 3:0 po totalnym rozklepaniu obrony gości, właściwie wbiegając z piłką do pustej bramki (asysta Alvesa). Do końca spotkania piłkarze „Barcy” ganiali jeszcze załamanych gospodarzy po całym boisku, ale wynik nie uległ już zmianie.
No szkoda,ze wygrali...Więc czekam do następnego
meczu,by Barcelona zgubiła jakies punkty;P
Przynajmniej jeden co od razu nie wbija Barcelonie
tylko normalnie napisał bez hejtowania :D
jeszcze trafi kosa na kamien a Barcelona predzej czy
pozniej i tak dozna jakiejs kleski :D
No tutaj, to moge tylko powiedzieć... VISCA ÉL
BARCA!!!
Bravo i gratuluje kolejnych 3 pkt. Mecze Barcelony
fajnie się ogląda bo grają widowiskowo dla oka.
Szkoda że Real tak nie gra :/
Real gralby lepiej gdyby nie te ,,gwiazdy''
przypomnijcie sobie gdy w realu grali zizu beckcham
figo raul carlos wtedy real byl najlepsza druzyna i
tak powinno byc teraz tylko teraz gwiazdy trudniej
kierowac nimi i trener ma problem.;/;/;/ HALA
MADRID!! REAL FOREVER
~LKSiak~- a ci piłkarze których wymieniłeś to co,
trampkarze? Real od zawsze miał w składzie gwiazdy
piłki. To, że teraz nie są w stanie wygrać ligi
to nie wina piłkarzy, czy trenera - po prostu Barca
jest za dobra na dzień dzisiejszy. Ktoś to dobrze
określił jakiś czas temu, że "Real jest stanowczo
za mocny dla 18 drużyn w lidze i stanowczo za słaby
dla jednej."
Jak Real grałbym w lidze Angielskiej, wygrałby ją
pod warunkiem ze nie grała by tam Barca. Więc nie
ma co pisać, że Real jest słaby, tylko że
chwilowo Barca jest ponad wszystkimi. Hala Madrid!
No widze w komentarzach ,że powoli kończy się era
dzieci hala madrid (bez obrazy dla prawdziwych fanów
i kibiców ...) Barcelona ma swoje dobre dni , tak
jak real miał kiedyś . Ale zobaczymy co się
będzie działo w Finale CdR i w dalszych rozgrywkach
ligowych...
3-0 i tak dalej ... pięknie ... VeB !!!!!!!
http://afrykanskapilka.npx.pl Zapraszam na pierwszą
polską stronę o piłce nożnej w Afryce! Na stronie
znajdziecie informacje o Pucharze Narodów Afryki,
Lidze mistrzów, reprezentacjach, wszystkich
większych ligach itp. Zapraszam
realowcy tak bardzo nie mogą przyznać, że to ich
boli ... mam nadzieje, że real przegra dzisiaj i
krystyna się popłacze znowu hahaha
jestem kibicem realu ale krystyny nie luubie...nie
pasuje on do realuu..taki kurna cwaniaczek
wielce...wkurzajacy jest czasami...
powiem tak: jako piłkarz zaskakuje i błyszczy i
miewa humory jak panna z drugiej strony jako
człowiek jest zbyt pewnym siebie dzieckiem i tak jak
powiedziałeś cwaniaczkiem ... jedynym jakiego
szanowałem z realu był raul, którego nawet sam
klub nie chciał ... to była legenda realu i od
zawsze mi się kojarzył z realem ... z resztą z
carlosem tak samo zrobili jak z raulem
Moge powiedziec tyle ze nie raz nie dwa barca miala 7
lub 10 pkt przewagi ale to nie jest koniec i jestem
na 100% przekonany ze walka bedzie trwala do
ostatniego gwizdka w sezonie :)dziekuje i VISCA ECL
BARCA
barcelona ma druzyne a real tylko krystyne to jest
wlasnie ta roznica dlatego real jest slabszy....
Kiedyś jak już kolega napisał skład Realu był
lepszy. Te czasy, gdybył tam Raul, Zidane, Beckcham,
Figo, Carlos i inni. Później (jakieś 2 lata), gdy
był Sneijder, Robben, Robinho, Van Nistelrooy,
Baptista, Heinze, Cannavaro, też Real to było co
innego. A nie to co teraz jakieś ped.ały w Reaku.
Ja się pytam kto to jest Cristiano Ronaldo! Nikt!
Mógł siedzieć Manchesterze United i tam by
prynajmniej coś zdziałał. Mówie to jako fan
Barcelony... Nie cierpię obecnego Realu. Jak już
pisałem kiedyś Real był inny, lepszy.