Najstarsi górale nie pamiętają chyba momentu, w którym do derbów Madrytu Atletico podchodziłoby z tak olbrzymią przewagą nad Realem. Już od trzynastu lat „Los Colchoneros” nie są w stanie wygrać ze swoim największym rywalem. Wypadałoby powiedzieć: jak nie teraz, to nigdy. Na sobotnie derby Madrytu czekamy z większym utęsknieniem niż na Gran Derbi z udziałem Realu i Barcelony.
Trzynastka z reguły jest pechowa. Tak to już się kiedyś komuś upodobało i zostało aż po dziś dzień. Trzynastka może być jednak szczęśliwa dla Atletico, które po tylu właśnie latach staje przed niepowtarzalną szansą pokonania Realu Madryt w derbowym meczu. Z całą powagą można stwierdzić, że hiszpańscy kibice będą przyglądać się konfrontacji na Estadio Santiago Bernabeu z nie mniejszą uwagą, niż jakby oglądali ente starcie „Królewskich” z „Blaugraną”.

Balon powoli jest już pompowany. Tak na dobrą sprawę Atletico pompuje go od ładnych paru lat. Rok rocznie jesteśmy świadkami wypowiedzi, czy to prezesa, czy to trenera, czy to piłkarzy Atletico, że „tegoroczny mecz jest idealną szansą na przerwanie złej passy”. Za każdym razem kończy się tym samym – zwycięstwem Realu (lub przynajmniej brakiem porażki). Ekipa z Estadio Santiago Bernabeu nie przegrała z Atletico od sezonu 1999/2000. Niezmiernie ciekawe jest jednak, że na sześć ostatnich meczów na stadionie Realu Atletico aż pięciokrotnie obejmowało prowadzenie. Ani razu zespołowi z Vicente Calderon nie udało się jednak dowieźć zwycięstwa do końca. Jeśli fani „Los Colchoneros” wierzą w odwrócenie sytuacji, to lepszego momentu na pokonanie odwiecznego rywala już chyba nie będzie.
Naszym zawodnikom nie trzeba uświadamiać, czym jest to starcie. Bzdura. Nie muszę szczególnie motywować moich graczy. Bzdura. To po prostu kolejny mecz, który musimy wygrać. Bzdura. Wszystko to, co prawdopodobnie usłyszymy na przedmeczowych konferencjach prasowych czy to od Simeone, czy Mourinho, będzie bzdurą. W szczególności to, co powie ten pierwszy. Bo jeśli Argentyńczyk faktycznie twierdzi, że jego piłkarzom nie trzeba uświadamiać, jakie czeka ich wyzwanie, to Atletico po raz kolejny wyjedzie z Bernabeu z bagażem kilku goli. Problem zawodników z Vicente Calderon już od dobrych kilku lat leży w ich głowach. Nie inaczej będzie tym razem. Można sobie mówić o tym, że ma się w drużynie niezłomnych psychicznie graczy. Wierutną bzdurą jest jednak to, że nie trzeba im uświadamiać, o co będą grać w sobotni wieczór.












