Emocje pompowane na długo przed najważniejszym meczem w Hiszpanii, Gran Derbi, już dawno opadły. Sytuacja w ciągu tygodnia zmieniła się diametralnie, teraz nie ma już dwóch równorzędnych faworytów do mistrzostwa, tym zdecydowanym stała się Barcelona. Katalończycy w najbliższej kolejce zmierzą się z Osasuną, Real czeka znacznie trudniejsze zadanie.
Levante – Atletico
Pierwszy mecz 14. kolejki La Liga rozpocznie się o godzinie 18 w Walencji, gdzie jedna z najsłabszych drużyn w zestawieniu, Levante, zmierzy się z mającym potencjał uprawniający do gry o najwyższe cele Atletico.

Gospodarze są typowym kopciuszkiem rozgrywek i dla wielu fachowców głównym, obok Saragossy, kandydatem do spadku. Opinie te opierają się przede wszystkim na potencjale drużyny z Ciutat de Valencia. Zdają się je potwierdzać również i wyniki, podopieczni Luisa Garcii na sześć ostatnich spotkań pięć przegrali, a zaledwie jedno (dwa tygodnie temu z równie kiepskim Racingiem) rozstrzygnęli na swoją korzyść. W ostatniej kolejce Levante przegrało z Herculesem w Alicante, mimo że po pierwszej połowie utrzymywał się remis. W spotkaniu z Atletico zawodnicy z Walencji będą zadowoleni choćby z jednego oczka, każdy punkt może bowiem oddalić ich od strefy spadkowej. Na przestrzeni ostatnich ośmiu lat Levante wygrało u siebie z „Rojiblancos” zaledwie raz, pozostałe mecze przegrywając, więc nadarza się świetna okazja do poprawienia fatalnej statystyki.
Tym bardziej że rywal jest targany problemami wewnętrznymi. Za skandaliczne zachowanie w trakcie i po meczu z Espanyolem na dwa spotkania zdyskwalifikowany został trener „Colchoneros”, Quique Sanchez. Zarówno szkoleniowiec, jak i klub muszą również zapłacić kary finansowe (chociaż trzeba przyznać, że symboliczne, a wręcz skandalicznie niskie). Fakt ten, jak i również wynik wspomnianego meczu z Espanyolem (2:3) nie wróży niczego dobrego Atletico. Identycznym wynikiem zakończył się również mecz „Rojiblancos” w Lidze Europejskiej, gdzie zostali ośmieszeni na własnym stadionie przez Aris Saloniki. Oj, źle się dzieje na Vicente Calderon… Sanchez będzie miał do dyspozycji w spotkaniu z Levante niemal wszystkich kluczowych zawodników (z wyjątkiem wykartkowanego Tiago). Jeśli Atletico chce się liczyć w lidze, nie może stracić punktów.
Osasuna – Barcelona
Tym razem głowę pod topór, dzierżony przez katalońskiego kata, położy przeciętna drużyna z Nawarry, czyli Osasuna.
Drużyna Jose Antonio Camacho to twór niezwykle chimeryczny. Wystarczy rzucić okiem na ostatnie wyniki zawodników Osasuny, by dojść do wniosku, że stabilizacji formy i wyników na wysokim poziomie nie są w stanie w Pampelunie osiągnąć. Ostatnie osiem meczów drużyny z Nawarry to kolejno – dwa remisy i sześć razy wygrana na przemian z porażką. W zeszły weekend Osasuna została pokonana przez Athletic Bilbao, po bramce w ostatnich minutach spotkania. Mimo niezłej dla oka gry w ostatnich spotkaniach, trzeba uczciwie przyznać, że jeśli Barcelona zagra choćby na pół, a nie na jedną czwartą gwizdka, Osasuna polegnie. Chociaż, jak zapowiada lider zespołu, Nacho Monreal, nikt „Barcy” się nie przestraszy i zawodnicy gospodarzy będą walczyć na całego.
W Barcelonie, z wyjątkiem ekstazy towarzyszącej zawodnikom, kibicom i innym osobom związanym z klubem od zakończenia meczu z Realem, nic nowego. Zespół, tak jak w zeszłym sezonie, zrzucił „Królewskich” z pozycji lidera i zapewne pozostanie na nim bardzo długo (można dodać, do końca sezonu, tym bardziej że więcej argumentów przemawia za niż przeciw temu). Po niewielkim kryzysie na początku sezonu teraz „Blaugrana” ponownie wydaje się poza zasięgiem innych drużyn, nie tylko z Primera Division. Na lekki uraz po El Clasico narzekał Leo Messi, zmasakrowany w końcówce spotkania przez Khedirę, Ramosa i Carvalho. „La Pulga” powinien jednak wystąpić w spotkaniu z Osasuną, wszak nie zdobył już bramki od ponad 90 minut, a jego organizm kiepsko znosi tak długie rozbraty z umieszczaniem piłki w sieci.
Real Madryt – Valencia
W sobotni wieczór na Santiago Bernabeu wybiegnie jedenastu zhańbionych chłopaków starających się za wszelką cenę ukryć smutne i niepewne spojrzenia. Na trybunach zasiądzie kilkadziesiąt tysięcy zhańbionych kibiców starających się nadmiernie nie okazywać czystej odrazy i wstydu. Ci pierwsi zawalczą o rehabilitacje, której tak czekają drudzy. Żeby wszystko się udało, Valencia musi zostać zmieciona z powierzchni ziemi. Żadne 1:0, żadne 2:1 nie zadowoli madridistas.
„Nietoperze” z Lewantu nie mogli wymarzyć sobie lepszego momentu do przyjazdu do Madrytu. Paradoksalnie, nie mogli też wymyślić gorszego. Jeśli podopieczni Mourinho będą załamani kompromitacją na Camp Nou, Valencia rozjedzie ich jak walec. Jeśli wyjdą z żądzą mordu i koszulkami umazanymi krwią, to pewnie goście prędko zapragną wrócić na południe Hiszpanii.
W drużynie gospodarzy zabraknie „El Pipity” Higuaina, który prawdopodobnie niedługo przejdzie operację wykluczającą go z gry na dwa, trzy miesiące. Jego miejsce w szerokiej kadrze zajmie perła cantery, Alvaro Morata. Za idiotyczną czerwoną kartkę pauzuje Sergio Ramos, a za pięc żółtych Ricardo Carvalho. Ciągle kontuzjowani są Kaka i Gago. Do Latynosów dołączył dziś Sergio Canales, który poza boiskiem spędzi najbliższy miesiąc. Po raz pierwszy od dawna powołanie otrzymał Argentyńczyk Ezequiel Garay.

W drużynie Unaia Emery’ego zabraknie niestety byłego wieloletniego gracza Realu, Cesara Sancheza. Również drugi bramkarz Valencii, Miguel Moya jest kontuzjowany. W pierwszym składzie zobaczymy więc z pewnością golkipera numer trzy: Guaitę. Na ławce zasiądzie Saul. Trener gości nie będzie mógł skorzystać z usług podstawowych obrońców – Davida Navarro i Jeremy’ego Matheu. Do Madrytu nie przyjadą również Manuel Fernandes oraz Mehmet Topal. Po raz pierwszy od kilku meczów powołania nie dostał Isco Alarcon, kreowany na nowego Davida Silvę. Poza kadrą znalazł się też weteran, Vicente Rodriguez.
Ocenianie szans obu drużyn na wygraną jest zadaniem karkołomnym, bo wszystko sprowadza się do pytania, jak się czują gwiazdy z Madrytu. Jeśli Jose Mourinho postawił ich na nogi, to pewnie wygrają – potencjał piłkarski jest nieporównywalny.
Aha, Roberto Soldado obiecał cieszyć się z gola strzelonego swojej byłej drużynie.
Villarreal – Sevilla
Najciekawszym pojedynkiem niedzieli będzie konfrontacja drużyny Juana Garrido z ekipą Gregorio Manzano. Powalczą one o miejsce tuż za prowadzącą dwójką.
Było Atletico, była Barcelona, była Valencia. Z ligowej czołówki właściwie tylko z Realem i Sevillą nie mierzył się jeszcze w tej rundzie rewelacyjny Villarreal. Wyniki trzech zakończonych spotkań nie tylko nie zachwiały, ale wręcz utwierdziły obserwatorów w przekonaniu, że „Żółta Łódź Podwodna” nie jest efemerydą, ale drużyną, która jest w stanie nie tylko urywać punkty, nawet najlepszym, ale też grać z polotem i wygrywać zdecydowanie. Przekonało się o tym ostatnio Dynamo Zagrzeb, które zostało pokonane 3:0 na El Madrigal w meczu przedostatniej kolejki fazy grupowej Ligi Europejskiej. Gracze Garrido w cuglach wygrali grupę D tych rozgrywek. Podobne lanie dostali w poprzedniej kolejce gracze Saragossy, którzy stracili trzy gole na własnym stadionie (piękne gole Senny, Cazorli i Nilmara).
W Sevilli nastroje nie za ciekawe, by nie powiedzieć fatalne. Biorąc pod uwagę potencjał piłkarzy, którzy znajdują się do dyspozycji Gregorio Manzano, aż trudno uwierzyć, że ostatnie trzy spotkania Andaluzyjczycy przegrali. Były to kolejno: dwie domowe porażki w ramach rozgrywek krajowych z zespołami, które trudno nazwać mocarzami (1:2 z Mallorką i 1:3 z Getafe), a także ostatnia porażka w Lidzie Europejskiej z PSG (2:4). Drużynie z Ramon Sanchez Pizjuan nie pomógł nawet powrót między słupki kontuzjowanego przez dłuższy czas Andresa Palopa. Po raz kolejny okazało się za to, że bez kontuzjowanych Tiberio Guarente, a w szczególności Jesusa Navasa, Sevilla nie jest po prostu zespołem, który może podjąć równorzędną walkę z drużynami choćby ciut lepszymi niż przeciętne. Villarrealowi w obecnej formie do przeciętności naprawdę daleko, jeśli zatem podopieczni Manzano chcą marzyć o zdobyciu punktów, muszą wspiąć się na wyżyny swoich możliwości.
Real Sociedad – Athletic Bilbao
Na Estadio de Anoeta po raz pierwszy od ponad trzech lat obędą się derby Baskonii. Co ciekawe, obie drużyny z regionu walczącego o większą autonomię znajdują się w środku tabeli z dorobkiem 19 punktów i widokami na wyższe pozycje.
W ekipie gospodarzy miejsce zajmowane po 13 kolejkach jest przyjemnym zaskoczeniem. Co prawda, kiedy Real awansował do La Liga, każdy zdawał sobie sprawę, że tak zasłużony klub nie będzie chłopcem do bicia (jak to zazwyczaj jest w przypadku beniaminków), ale nikt też nie spodziewał się, że zawodnicy z San Sebastian tak szybko zaadaptują się do pierwszoligowych realiów. Stało się jednak inaczej, w grze drużyny Martina Lasarte wszystko funkcjonuje, jak należy, ze szczególnym uwzględnieniem skrzydeł (świetni Griezmann i Prieto) oraz bramki (Claudio Bravo). W ostatnich dwóch miesiącach właściwie jedyną wpadką Realu była porażka z Levante, (dawno, bo w siódmej kolejce). W kolejnych meczach Baskowie prezentowali się już zdecydowanie lepiej, niedawne porażki z Herculesem (1:2, po bardzo zaciętym meczu) i szczególnie Atletico (2:4) wstydu zaś raczej nie przynoszą. Jeśli zawodnicy z Estadio Aoneta pokonają współbratymców z Bilbao, mogą wylądowac nawet na szóstej pozycji w tabeli.
Taki sam awans, z uwagi na wspomnianą bliskość w ligowym zestawieniu, może czekać również zawodników Joaquina Caparrosa. Doceniając klasę i dotychczasowe osiągnięcia beniaminka, nie należy zapominać, że to za zawodnikami z San Memes przemawia większe doświadczenie i chyba mimo wszystko umiejętności. Szczególnie jeśli weźmiemy takich piłkarzy jak Martinezowie, Aurtenetxe, Muniain czy wreszcie gwiazda zespołu, Fernando Llorente, wyraźnie widać, że piłkarski potencjał przemawia właśnie za jedenastką ze stolicy Baskonii. Podopieczni Caparrosa w ostatnim spotkaniu pokonali po ciężkim boju (i bramce Gurpegiego) Osasunę, wcześniej przeżywali jednak istną huśtawkę nastrojów, na przemian wysoko przegrywając (1:5 z Realem, 1:4 z Villarrealem) i wygrywając (1:0 z Almerią, 3:0 z Getafe). Jeśli chcą udowodnić, że ich aspiracje nie sięgają jedynie środka tabeli, zawodnicy Athletiku powinni pokonać Real Sociedad nawet na jego własnym terenie.