Liverpool po niesamowitym spotkaniu pokonał Barcelonę 4:0 i w pełni zasłużenie awansował do finału Ligi Mistrzów. Mimo braku swoich największych gwiazd drużyna z czerwonej części Liverpoolu po bramkach Origiego i Wijnalduma wprawiła cały piłkarski świat w osłupienie. Udowadniając, że w tym sezonie Ligi Mistrzów wszystko jest możliwe.
Dwumecz Liverpoolu z Barceloną w półfinale Ligi Mistrzów został okrzyknięty mianem przedwczesnego finału. Już w pierwszym spotkaniu na Camp Nou mogliśmy się przekonać, że obie drużyny zasłużyły na występ w finałowym meczu na Wanda Metropolitano. Choć wynik z Barcelony zdaje się mówić zupełnie co innego, było to wyrównane spotkanie. Barcelona przyjeżdżając na Anfield, nie mogła jednak czuć się pewna awansu.
Liverpool z problemami, „Barca” wręcz przeciwnie
Oba zespoły przed rewanżowym spotkaniem były na przeciwległych biegunach. Trzybramkowa zaliczka z pierwszego meczu zdawała się sprawiać, że „Duma Katalonii” była już jedną nogą w finale w Madrycie. Ponadto trener Ernesto Valverde mógł sobie pozwolić na rotację składem w ligowym starciu i wystawienie rezerwowego garnituru w meczu z Celtą Vigo.
Inaczej sprawa miała się w drużynie prowadzonej przez Juergena Kloppa. Liverpool, by myśleć o awansie, musiał wygrać co najmniej czterema bramkami. Sprawa stała się o tyle trudniejsza, że przed kluczowym spotkaniem ze składu wypadli kontuzjowani Salah i Firmino. „The Reds” potrzebowali dziś piłkarskiego cudu.
Świetny początek gospodarzy
To, czego najbardziej obawiała się Barcelona, to szybkiej straty gola i powtórki z ubiegłorocznego ćwierćfinału, kiedy to odpadli z Romą mimo zwycięstwa w pierwszym spotkaniu 3:1. Ten czarny scenariusz zaczął się realizować już w 7. minucie. Po fatalnym błędzie Jordiego Alby Liverpool wyszedł na prowadzenie po bramce Origiego.
https://twitter.com/J_Krecidlo/status/1125840137542356994
Po utracie gola defensywa Barcelony zaczęła popełniać błąd za błędem. Jednak mimo licznych sytuacji piłkarze Liverpoolu nie zdołali podwyższyć wyniku spotkania. Z kolei gracze „Dumy Katalonii” z każdą minutą grali coraz lepiej. Efekt? Pierwsze 45 minut na Anfield było prawdziwym widowiskiem godnym półfinału Ligi Mistrzów. Mecz toczył się w wysokim tempie, od bramki do bramki. Jednak widać było, że w dużo lepszej dyspozycji są gospodarze. O grze „Barcy” w pierwszej części meczu dużo mówi fakt, że najlepszymi zawodnikami gości byli Arturo Vidal i ter Stegen, a byli piłkarze „The Reds”, Coutinho i Suarez, byli kompletnie niewidoczni.










